Znalazłem skuteczny sposób jak poprawić swoją wydajność dwu- a nawet trzykrotnie. Trenerzy rozwoju osobistego mnie nienawidzą. ? A było to tak…

W 2016 r. usiadłem nad kartką papieru i zacząłem pisać. Wyobraziłem sobie siebie i swoje życie za 7 siedem lat. Potem przez kilkanaście dni ubierałem tę wizję w słowa. Wiązałem z tymi planami wiele nadziei, ale był też lęk. Brakowało mi pomysłów na ich realizację. Martwiłem się też, czy taka fiksacja nie pozbawi mnie innych okazji. Dziś jest dokładnie odwrotnie. To skupienie jest dla mnie niewyczerpanym źródłem nowych możliwości.

Jeden z puntów mojej misji dotyczy ojcostwa. Zapisałem wtedy:

Każdy z moich synów jest indywidualnością, którą szanuję.

Po trzech latach zmieniłem treść:

Każde z moich dzieci jest indywidualnością, którą szanuję.

Kiedy rozmawiam z innymi o misji i o planowaniu długoterminowym, to obawa przed fiksacją na jednym temacie przez tak długi czas, zwykle dominuje.

Jaka poradzić sobie z nieprzewidywalną przyszłością, gdy jednocześnie mamy bardzo konkretne oczekiwania wobec niej?

Początkowo moje podejście było elastyczne. Uważałem, że mogą pojawić się w życiu sytuacje, które spowodują, że treść misji będę musiał zmienić. Zmiany faktycznie nastąpiły. Pojawiło się w naszej rodzinie szóste dziecko, córka. W treści jednak korektę wprowadziłem kosmetyczną.

Po tych doświadczeniach usztywniłem moje poglądy co do zmian. Utwierdziły mnie w tym przekonaniu niedawne spostrzeżenia.

Najpierw przykład.

  1. Cel długoterminowy: Każde z moich dzieci jest indywidualnością, którą szanuję.
  2. Cel roczny: Wprawa rowerowa z Szymonem nad morze
  3. Co potrzebuję:
    a. Nauczyć się wielogodzinnej jazdy na rowerze.
    b. Zbudować kondycję.
    c. Kupić rowery i sprzęt na wyprawę.
    d. Zbudować wokół wyprawy pozytywną atmosferę.

Punkty a. i b. to wyzwania, które świetnie nadają się do budowania pozytywnych nawyków. Punkty c. i d. to są jednorazowe przedsięwzięcia. Więcej o zależnościach pomiędzy celami długoterminowymi, krótkoterminowymi i nawykami w budowaniu swoich kompetencji ojcowskich znajdziesz w innym artykule.

I teraz to, co odkryłem niedawno.

Cel dotyczący moich dzieci i ojcostwa nie jest jedynym w misji. Są tam też takie, które dotyczą:

  • promowania ojcostwa i zachęcania innych do pozytywnego spojrzenia na rodzinę,
  • rozwijania kompetencji jako ojciec i jako mąż,
  • prowadzenia bloga i pisania o ojcostwie,
  • dbanie o sprawność fizyczną, która jest mi niezbędna do realizacji misji.

Cel, który ukierunkowany jest na relację z jednym dzieckiem, pozwala mi jednocześnie wypełnić cztery inne. Skupienie na wybranych obszarach i szukanie rozwiązań poprzez tworzenie możliwości pasujących do planów, a nie naginanie planów do możliwości zmotywowało mnie do szukania takich właśnie pomysłów.

Cel jest dla mnie inspiracją do wielu artykułów na blogu. Liczę na to, że dzięki nim znajdziesz inspirację dla siebie, a nieprzekonanym do ojcostwa pozwolą one spojrzeć na rodzicielstwo z innej perspektywy. Pisząc, sam się rozwijam jako rodzic, ponieważ motywuje mnie ta czynność do refleksji, zadawania pytań i szukania odpowiedzi. Zanim cokolwiek, komukolwiek wyjaśnię, sam muszę to zrozumieć.

Przygotowania do wyprawy to również okazja do pracy nad nowymi nawykami, za które chciałem się już dawno zabrać. Myślę przede wszystkim o aktywności fizycznej. Perspektywa wspólnej jazdy z moim synem bardzo mi w tym pomaga i pozwala odnaleźć sens w codziennej, żmudnej monotonii powtarzanych ćwiczeń. I wreszcie, żeby ten cel upchnąć między wieloma innymi zabrałem się za poukładanie mojej pracy w tygodniu, o czym możesz poczytać w innym artykule.

Cel główny i cele szczegółowe zawierają w sobie dwa kluczowe elementy, które sprawiają, że mi się chce. Przeczytasz o nich w innym miejscu. Bez nich zostałbym z zadaniem, które mogłoby brzmieć na przykład w taki sposób:

Pracuję nad nawykiem codziennych ćwiczeń.

Jestem pewien, że po dwóch tygodniach pojawiłaby się wątpliwość: ale po co?, a po trzech przyznałbym jej rację.

Dostałem od mojej żony na urodziny szwajcarski scyzoryk. Spodobał mi się, bo to był taki męski prezent. Odłożyłem go zaraz do szuflady, żeby się nie zniszczył. Był bezpieczny, ale zupełnie nieprzydatny. Zacząłem go więc nosić wszędzie ze sobą. Przeszkadzał w kieszeni, bo ciężki. Bałem się, że go zgubię. Jednak gdy miałem go pod ręką, to doceniłem jego funkcjonalność: odkręcenie śrubki pojemnika na baterie w zabawce dziecięcej, rozcięcie foliowego opakowania z mlekiem w supermarkecie, przycięcie sznurka mogłem zrobić od ręki, bez odkładania na później.

W taki sam sposób jesteśmy w stanie wykorzystać długoterminowe cele, tylko trzeba je mieć i wszędzie zabierać ze sobą.

PS. Po ostatniej wyprawie z dziećmi jednak zgubiłem mój scyzoryk. Bardzo mi go brakuje, ale liczę, że go jeszcze znajdę.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: