Wyznaczanie granic jest jest jedną z zasad wychowania dziecka, gdy stawiamy na budowanie w nim poczucia własnej wartości. Mogą one pełnić dwie role i są w tym podobne do ściany. W zależności od tego, z jaką intencją będziemy je stawiali, przyjmą rolę więzienia lub ściany domu. Nikt z nas nie chce oczywiście dziecka ograniczać, gdy nie jest to konieczne. Jak więc egzekwować reguły, które wprowadzamy, tak by chronić samych siebie?

W artykule:

…opisałem sytuację, w której dziecko przerywa spotkanie dorosłych. Imieniny u cioci trwają w najlepsze, ale główną rolę zaczynają przejmować maluchy, które wyczerpały już swoje pomysły na zabawę. W tamtym artykule scenariusz potoczył się w stronę, w której rodzic ustępuje. Poddaje się naciskom i wstaje od stołu. Nie egzekwuje więc wyznaczonej wcześniej reguły, która miała zabezpieczyć jego prawo do spędzenia czasu z innymi dorosłymi.

Jak powinien zachować się rodzic, gdyby chciał jednak pozostać i dokończyć rozmowę?

W takim scenariuszu dochodzi do konfliktu interesów. Z jednej strony dziecko chce, by rodzic skupił swoją uwagę na nim, by pomógł zaspokoić jego potrzebę. Realizacja tego oczekiwania wymaga jednak od taty lub mamy odłożenia na bok swoich planów. Takiej sytuacji miało zapobiec wcześniejsze wyznaczenie granicy, którą usłyszały wszystkie dzieci: „gdy rodzice rozmawiają ze sobą, to w tym czasie dzieci bawią się obok”.

Zacznijmy od ustalenia wagi obu stanowisk. W tradycyjnym podejściu do wychowania to interes dziecka był podporządkowany rodzicielskiemu. Taki konflikt należało więc zawsze i bezdyskusyjnie rozstrzygnąć na korzyść dorosłego. Użyta w tym celu metoda miała znaczenie drugorzędne.

Odwrócenie tej sytuacji i postawienie w centrum dziecka, choć może wydawać się korzystne z punktu widzenia budowania u niego poczucia wartości, odbywa się kosztem rodziców. Nie mamy żadnych podstaw do tego, by twierdzić, że potrzeba rodzica, którą jest chęć porozmawiania z innymi dorosłymi, miałaby mniejszą wartość od dopadającej dziecko nudy.

Krótko pisząc: rodzic nie ma obowiązku przerywać spotkania, tylko dlatego, że dziecko ma inny pomysł na najbliższy czas.
W tym konflikcie jednak jesteśmy stroną, która ma przewagę. Nie tylko fizyczną, ale również psychiczną więc to po naszej stronie leży inicjatywa jego rozwiązania.

Wyrazem niewłaściwie wykorzystanej dominacji nad dzieckiem, są takie stwierdzenia:

  • Przestań! Mówiłem ci, że nie wolno przerywać dorosłym.
  • Nie przerywamy, jak inni rozmawiają. Tyle razy ci już to powtarzałem!
  • Przestań, proszę. Zacznij słuchać, co do ciebie mówię.
  • Jesteś już na tyle duży, że powinieneś wiedzieć, że dorosłym się nie przerywa.

Jak zareagować, by dziecko usłyszało, na czym faktycznie nam zależy?

Możemy przerwać na chwilę rozmowę, przykucnąć i spokojnie powiedzieć:

  • Widzę, że się zaczynasz nudzić, ale chcę dokończyć rozmowę. Poczekaj proszę chwilę, jak skończę i wtedy do ciebie wrócę.

Nie zawsze mamy gwarancję, że dziecko zareaguje w sposób, którego byśmy oczekiwali. To, co usłyszy, może go rozczarować, ale kluczowa jest nasza stanowczość i konsekwencja. Dzieci, choć czasem wydaje nam się, że jest inaczej, są skłonne do współpracy i do stosowania reguł, które wyznaczamy w sposób nienaruszający ich poczucia wartości.

Cały scenariusz potoczy się według naszych reguł pod warunkiem, że zachowamy odpowiedni dystans i spokój. Te przykładowe reakcje, które przytoczyłem, zwykle nie są motywowane faktyczną chęcią poniżenia lub zaszkodzenia dziecku, ale są automatyzmem. Dorastaliśmy w świecie, w który nauczyliśmy się, że dziecko jest podporządkowane dorosłym. Teraz wiemy, że można inaczej, ale wyuczone reakcje pozostają w nas. Powodują, że pod wpływem stresu, odpowiadamy tym, co znane i sprawdzone.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: