Jeden z naszych synów jako trzylatek był wyjątkowo przywiązany do mamy. Choć czas ku temu był najwyższy, to jednak nie spieszył się, by porzucić pierś mamy i nocne karmienia. Naturalne karmienie sprawia, że dzieci zwykle później nabywają umiejętność samodzielnego przesypiania całej nocy, w porównaniu do tych, które korzystają z butelki. Maluchowi nie dość było nocnych wędrówek, ale nam, rodzicom, po dwóch latach przerywanego snu, już tak. Prośby, wieczorne dokarmianie, odstawianie nocnego wędrowca na miejsce nie skutkowały. Nawet groźby i zakaz oglądania bajek do końca życia nie były wystarczające, by odciąć niewidzialną pępowinę, która przyciągała jak gumka recepturka. Postanowiliśmy sięgnąć po ostateczny argument, który okazał się przełomem. Wystarczyła jedna noc, a nasz syn wkroczył w kolejny etap rozwoju.


Artykuł powstał w ramach cyklu: „10 kluczowych chwil w życiu Twojego dziecka, których nie wolno Ci przegapić„.


Przyzwyczajenia, dzięki wielokrotnemu powtarzaniu, sprawiają, że nabywamy wprawy w ich wykonywaniu. Ale też nas od siebie uzależniają. Trudno się wyrwać lub odejść od schematu, kiedy się w niego wkręcimy. Podobnie jak odbijająca się od podłogi piłka gwałtownie zmienia swój kierunek, gdy napotka jakąś nierówność, tak wybija nas z nawyku interwencja drugiej osoby lub zmiana okoliczności, w których zwykle je wykonujemy.

Zresztą dzięki takim właśnie zmianom, dzięki ciągłemu wybijaniu z rytmu, możliwy jest rozwój, a życie ma formę, w jakiej je znamy. Każdy organizm zmienia się i dostosowuje do otoczenia, by minimalizować energię potrzebną do utrzymania procesów życiowych. Jest to fundament ewolucji i przepis na przetrwanie. Jako ludzie stanowimy część środowiska i proces ewolucyjnych zmian dotyka również nas. Jesteśmy w stanie się rozwijać jedynie wtedy, gdy wystawiamy się lub robi to ktoś za nas, na nowe okoliczności, gdy stawiamy wobec siebie nowe wyzwania.

W podobny sposób działają relacje pomiędzy mamą a dzieckiem. Długie, wspólne przebywanie zapewnia przede wszystkim dziecku, ale również i mamie, równowagę. W takim układzie tata staję się tym, który co jakiś czas stwierdza, że warto coś zmienić. Wzajemne oddziaływanie ludzi na siebie nie jest jednak prostym mechanizmem kilku trybików, który poddaje się ręcznemu sterowaniu. Wymaga ono czasu, zaufania, wrażliwości, współdziałania. Zawsze powinno być wspólną decyzją, a wtedy … dzieją się cuda. To właśnie te zmiany, które wprowadzaliśmy w mojej rodzinie razem jako rodzice i w porozumieniu ze sobą dawały najlepsze rezultaty w wychowaniu naszych pociech.

Jak to zrobić?

W tamtym czasie, gdy wyczerpaliśmy już wszystkie możliwości, by wskrzesić w naszym synu odrobinę więcej samodzielności, zachęciłem moją żonę do — odkładanego od dawana — wyjazdu. Wybrała się na dwudniową wycieczkę do starych znajomych. Jednocześnie zabrała ze sobą najlepszą, nocną przytulankę syna, czyli karmienie piersią. Nasz nocny wędrowiec zasypiał po raz pierwszy przy szorstkiej i mniej skłonnej do ustępstw, dłoni taty. Nastawiałem się na długą i ciężką noc, ale moja obecność w zupełności wystarczyła. Mogliśmy znów wrócić do przespanych nocy i przypomnieć sobie, że oprócz bycia rodzicami, jesteśmy również małżeństwem.

Rozwój dziecka to proces przechodzenia przez kolejne jego etapy. W każdy następnym staje się ono bardziej samodzielne i bardziej niezależne. Znaczna część tych zmian dzieje się poza bezpośrednim wpływem rodziców. Nie możemy ich przyspieszać lub zwalniać i nie mamy wpływu na ich kolejność. Bezpośrednio nie, ale jesteśmy w stanie stwarzać warunki i możliwości, które będą zachęcały naszą pociechę do aktywności. Będą co jakiś czas wytrącały ją ze stanu równowagi i skłaniały do szukania kolejnego.

Tata ma zwykle skłonność do ciągłego podnoszenia poprzeczki. W taki sposób będzie też czuwał, by rozwój stał się w przyszłości stałym elementem życia dziecka, a później dorosłego. Rola pracy nad sobą zmienia się w zależności od tego, czy zachęcają do niej rodzice, czy też wymusza je życie albo konieczność łatania innych braków. Jednak tylko najbliżsi potrafią stawiać wymagania, które wynikają z potrzeby serca.

Jeżeli pozbawisz dziecko swojej motywującej obecności, która popycha je do działania z miłością, to najprawdopodobniej też będzie się rozwijać, ale zrobi to, uciekając od braku akceptacji, szukając na ślepo przynależność. Będzie działać w sposób przypadkowy.

Podsumowanie

  1. Małżeństwo nie sprowadza się tylko do dobrego podziału ról. Od niego ważniejsze jest wzajemne uzupełnianie się i zastępowanie.
  2. Tacie, który nie jest bezpośrednio zaangażowany w relację między mamą a dzieckiem, ma większą łatwość w dostrzeganiu nowych możliwości i okazji do zmiany.
  3. To zmiany skłaniają nasze dziecko do rozwojów i jednym z zadań zaangażowanego ojca jest ich wyszukiwanie i zachęcanie go, by z nich korzystało.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: