Wyobraź sobie, że po ciężkim dniu w pracy wracasz do domu. Jedyne o czym myślisz, to odpoczynek i dobry sen. Zmęczenie to jedno, ale trzeba też przygotować się do następnego dnia. Dzieci potrafią jednak pokrzyżować nasze plany. Wystarczy katar, ząbkowanie lub nawet nadmiar emocji, by noc zamieniła się w nieciągnące się lamenty i płacze. Jak się przygotować i jak wyjść z twarzą z takiego wyzwania?

Mapa artykułu

6dc17e7c37678428d5b04c77898a8e51
 

Spis treści pokaż/ukryj

Jak oceniasz przydatność mapy do artykułu:

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?


Cała treść artykułu...

W naszej karierze rodzicielskiej (myślę o sobie i o mojej żonie Kasi) przetrwaliśmy wiele takich nocy. Chciałbym się więc z Tobą podzielić naszymi doświadczeniami i wnioskami. Wykorzystam do tego metodę kija i marchewki.

Najtrudniej jest w początkowym okresie, gdy dziecko jest małe. Łatwiej zaczyna się, od tej nocy, którą samo prześpi w całości. Czuwania nocne wtedy są rzadsze, a my możemy w czasie „pomiędzy”, odpocząć.

To jest marchewka: trudne kiedyś minie.

A kij?

Zanim minie, trzeba jakoś dożyć do tego czasu, minimalizując po drodze odniesione rany i porażki. 

Pierwsza tajemnica: będzie trudno.

Trudne noce z dzieckiem tym się wyróżniają spośród innych, że są … trudne. Co w tym odkrywczego? Myślę tutaj o wewnętrznym nastawieniu.

Kiedy sięgam pamięcią do naszych początków rodzicielskich, kiedy w naszej rodzinie pojawili się pierwsi synowie, a my byliśmy świeżo upieczonymi rodzicami, zauważam, że radziłem sobie znacznie gorzej. Mój błąd polegał na tym, że łudziłem się, że można to wyzwanie jakoś obejść. Nie da się tego zrobić. Małe dziecko płacze, kiedy sobie nie radzi z bólem, zaśnięciem, nadmiarem emocji itd. Przyczyn jest mnóstwo i spraw, którym nie jest w stanie podołać, również. Skoro nie da się tego ominąć, to należy zaakceptować i się z tym pogodzić.

To „pozytywne” nastawienie zmniejsza poziom frustracji. Gdy po raz kolejny budzi mnie płacz, to moją pierwszą myślą jest raczej: „Miałem rację, że będzie trudno.” niż bunt „Co do jasnej ch….!? Ja rano muszę wstać do pracy!”.

Druga tajemnica: biologia to biologia

Teraz będzie trochę o samych mechanizmach, które zachodzą w nas samych. 

O pierwszym już wspomniałem. Płacz malutkiego dziecka jest sposobem komunikacji ze światem. Tak jak moja żona mówi do mnie: „Dziś boli mnie głowa, dlatego nie mam cierpliwości do Twoich uszczypliwych żartów.”, tak maluch płacze i tyle. Nie mówi co mu jest, bo po pierwsze nie potrafi mówić, a nawet jakby potrafił, to nie wie co powiedzieć. Nie ma rozwiniętej samoświadomości jak człowiek dorosły. Na początku nawet nie wie, że ono to co innego niż mama. Nie da się więc tak opiekować dzieckiem, by nie płakało.

Większość z tych trudnych sytuacji jest również od nas rodziców niezależna. Są dzieci, które trudności życia znoszą lepiej, a przez to mniej płaczą. Są i takie dla których ziarnko grochu przez trzy materace będzie jak wbijana w skórę igła. Nic na to nie poradzimy. Możemy łagodzić, wspierać, pocieszać, ale i tak nadejdzie chwila, gdy nas to przerośnie…

Wtedy mamy do czynienia z kolejnymi zależnościami, które zachodzą w nas samych. Nie ma na świecie rodziców, którym nie puściły w takich sytuacjach nerwy. Płacz, zmęczenie, poczucie frustracji (gdy nasze starania wobec dziecka nie przynoszą żadnych efektów) kumulują się. Jesteśmy w stanie nimi zarządzać do momentu, w którym nie stanowią dla nas zagrożenia. Myślę tu o zdrowiu psychicznym. Jeżeli przekroczymy granicę, to wybuchamy. Zachowujemy się agresywnie, możemy przeklinać, krzyczeć. W ten sposób nasz organizm rozładowuje to czego jest w nim za dużo. Tego nie powstrzymamy i nawet tego robić nie powinniśmy. Tłumienie negatywnych emocji jest po prostu szkodliwe. 

Skoro nie możemy z naszym wybuchem nic zrobić, również nie należy tego traktować jako błędu, jako winy lub powodu do samooskarżania się. Nie oznacza to, że jesteś złym rodzicem. Takim sytuacjom możemy zapobiegać lub radzić sobie z ich skutkami, gdy do nich dojdzie.

Tajemnica trzecia – jak zapobiegać?

O pierwszym sposobie zapobiegania już wspomniałem czyli o nastawieniu. Łatwiej jest przyjąć ciężki cios, kiedy wiemy, że nastąpi i mamy chwilę, by się na niego przygotować. W takim podejściu mieści się również akceptacja odpowiedzialności za nasze wybory i decyzje. Maluch pojawił się na świecie w wyniku naszego „rodzicielskiego” działania. Nawet jeżeli informacja o poczęciu była dla nas zaskoczeniem, to nie ulega wątpliwości, że nie przyniósł go bocian. Skoro bocian dzieci nie nosi, to również nie pojawi się tajemnicza wróżka, która zaczaruje dziecko i rozwiąże jego problemy. Odwlekanie więc, liczenie na to, że może przejdzie albo „ktoś” się tym zajmie itp przyczynia się do eskalacji trudności. Poza Wami, rodzicami zwykle nie ma nikogo w sypialni, więc nie ma na kogo liczyć.

Ta odpowiedzialność za decyzje i działanie rozciąga się również poza nocne zmagania. Obejmuje też przyjęcie do wiadomości, że opieka nad dzieckiem w tym okresie jest zadaniem najważniejszym. Nasze wybory w obszarze zawodowym, towarzyskim czy społecznym powinny być podporządkowane rodzicielskim obowiązkom. I mam świadomość, że czasem mogą one być trudne do zaakceptowania.  

Poziom, w którym wybuchamy i mamy poczucie, że się nam „przelało” zmienia się i zależy od kilku czynników. W pierwszej kolejności jest temperament. Jeżeli jesteśmy cholerykami, to kryzys nastąpi raczej wcześniej niż później. Są też i tacy rodzice, których wytrącić z równowagi bardzo trudno. Na to nie mamy wpływu i tej naszej właściwości nie zmienimy.

Możemy jednak częściowo zarządzać naszym poziomem motywacji czyli pozytywnym nastawieniem do nocnego działania. Motywacja działa podobnie jak mięsień. Wyczerpuje się w trakcie korzystania z niej i można ją ćwiczyć czyli zwiększać jej zasoby. 

Najpierw o wyczerpywaniu się naszych zapasów pozytywnego nastawienia. Sprzyja temu nasze zmęczenie i całodzienne obciążenie. W związku z tym, po trudnym dniu w pracy, trudniej radzimy sobie z obowiązkami rodzicielskimi. Komplikacje w życiu zawodowym raczej się zdarzają i ich nie unikniemy. Natomiast możemy odpuścić sobie w innych obszarach. Nie koniecznie w tym trudnym czasie musimy mieć na przykład wysprzątane mieszkanie tak jak mieliśmy wcześniej. Chyba, że jest to sposób na odpoczynek. Może też warto zrezygnować z dodatkowego kursu, szkolenia. Jeżeli przez cały tydzień będziemy od siebie dużo wymagać i dociskać, to prawdopodobieństwo tego, że kolejnej nocy nie wytrzymamy, rośnie bardzo drastycznie.

Rozwijanie zasobów motywacji to jest po prostu ćwiczenie w wymaganiu od siebie. O ile, jak wcześniej wspomniałem, nie warto przesadzać, tak systematyczne podnoszenie poprzeczki, nas rozwija. Dla mnie takim obszarem do ćwiczeń jest bieganie długodystansowe. Doświadczenia, które mam podczas długich, monotonnych wybiegań, przenoszę na ciągnące się niemiłosiernie nocne czuwania. Skoro sobie poradziłem wtedy to i poradzę sobie teraz, a na końcu zawsze jest meta i odpoczynek.

Tajemnica czwarta – małżeństwo to zespół

Małżeństwa dwupłciowe są nie tylko dla przyjemności, ale przede wszystkim dlatego, że kobiety i mężczyźni inaczej reagują na nocne trudności przy dziecku. Skoro tak, to mogą się wzajemnie uzupełniać, wspierać, a przede wszystkim zastępować.

Już wiesz, że każdemu może się przelać, ale zwykle zdarza się to w innym momencie. Jeżeli więc pierwszą osobą, która wstaje do płaczącego dziecka, będzie mama, to warto pamiętać, że przyjdzie moment, gdy ją to przerośnie. Zapobieganie więc polega na tym, że opiekujecie się na zmianę, umawiacie się wcześniej kto i kiedy wstaje, tak by na przykład uwzględnić fakt, że jedno z was kolejny dzień w pracy ma wymagający, a drugie może sobie trochę odpuścić. Trzeba więc zacząć od rozmawiania. To jest kluczowy etap Waszej małżeńskiej odpowiedzialności za siebie i za dziecko. Nie da się tego rozwiązać poprzez myślenie, czyli „myślałem, że wstaniesz pierwszy / pierwsza”, dusząc w sobie poczucie niesprawiedliwego obciążenia obowiązkami lub zmagając się samemu z lękiem wywołanym nadchodzącymi trudnościami w pracy. Te obawy, nawet jeżeli dotyczą tylko jednego z Was, zawsze są waszym wspólnym wyzwaniem i tylko wspólnie z nim możecie się uporać. A na początku tej drogi jest szczera rozmowa i szczere słuchanie siebie z nastawieniem na wybaczanie …

Tajemnica piąta – wybaczenie i zaufanie do siebie

To co się dzieje w waszej sypialni podczas tych trudnych chwili jest Waszą tajemnicą i dobrze byłoby żeby tak zostało. Nie ma się co oszukiwać, że zawsze będzie pięknie i różowo. Im dłużej się ciągną takie nocne wyzwania, tym łatwiej o przykre słowa i o chwile, których chcielibyście uniknąć. Bardziej właściwe pytanie o rodzinne kłótnie jest „kiedy” a nie „czy”.

Gdy się zdarzą, to nie warto udawać, że się nic nie stało. Takie zamiatanie pod dywan sprawia, że gromadzi się pod nim coraz więcej nieczystości i kupka rośnie. Jak stanie się odpowiednio duża, to się o nią przewrócicie. Jeżeli więc nie będziecie ze sobą rozmawiać, o tym co się wydarzyło i jak temu w przyszłości wspólnie możecie zapobiegać, to będziecie „rozpowiadać” innym na około. To rozpowiadanie oczywiście nie dzieje się wprost, ale może się objawiać uciekaniem od małżeńskich problemów w pracę, szukaniem wsparcia w kolegach lub koleżankach, w alkoholu, narzekaniem na małżeństwo, a w dłuższym czasie również zdradą.

Co robić więc gdy któremuś z Was puszczą nerwy? Najprościej powiedzieć „przepraszam”. Niby jest to banalne i każdy z nas o tym wie, ale… Sam tego doświadczam i bardzo często się zmagam z trudnością przyznania się, że zawaliłem. Po kilku latach wspólnych zmagań w małżeństwie usprawniliśmy to jednak. Jeżeli chcę przeprosić, a trudno jest mi to wyrazić słowami, to umówiliśmy się na wspólny gest, który to wyraża. Ja całuję Kasię w rękę w okolicy obrączki albo w samą obrączkę (zależy jak trudno jest mi się przyznać do błędu). To kończy nasz spór. Jest to wyraz mojego „przepraszam”, a Kasia o nic więcej nie pyta. Temat jest zamknięty, ponieważ (patrz wyżej) są mechanizmy w nas, nad którymi, jeżeli do nich dojdzie, nie jesteśmy w stanie zapanować. Nie ma gadania, wypominania i oczekiwania specjalnego traktowania.

Jak opadnie kurz bitewny, zostaje jeszcze wspólna rozmowa. Warto wspólnie zastanowić się dlaczego doszło do trudnej sytuacji i jak jej w przyszłości uniknąć. Sposób rozmawiania w małżeństwie to jest już kolejny temat więc tutaj tylko dwa moje wnioski.

Nie warto wałkować każdej sprzeczki i ostrzejszej wymiany zdań. Szkoda na to czasu i prowadzi to do wypalenia. Jeżeli zdarzą się prawdziwe miny, które mogą wysadzić Wasze relacje, będziecie mieli już serdecznie dosyć ciągłego gadania i ustalania „jak się poprawić”. Niekończące się nocne czuwania przy dziecku są bardzo trudne i przerastają każdego rodzica. Jak mamy tego dosyć, to zachowujemy się jak wściekły pies, kąsamy tych, co są najbliżej. Tutaj nie ma co naprawiać, trzeba tylko przeprosić i być wyrozumiałym dla drugiego w takim samy stopniu, w jakim sami tej wyrozumiałości oczekujemy. 

Do każdego problemu przy podziale opieki nad dzieckiem podchodź z nastawieniem pełnej odpowiedzialności za rozwiązanie. Nie oczekuj tego, co Twój współmałżonek powinien zmienić się, żebyś się poczuł lepiej. Zadaj pytanie: 

– „Jak mogę Ci pomóc?”

Ekstremum, nie!?

Pewnie tak, jednak przekonaliśmy się w naszym małżeństwie, że tylko tak zadane pytanie pomaga zrobić krok do przodu. Każde inne sprawia, że zostajemy w miejscu z pretensjami wobec siebie. Obawy o niesprawiedliwy podział odpowiedzialności i obowiązków łatwo w sobie pokonać, jeżeli będziesz pamiętać, że bardzo szybko, jeżeli nie od razu, usłyszysz takie samo pytanie z drugiej strony.

Pamiętaj, że kiedy będziecie wiosłować każde w swoją stronę, to wasza małżeńska łódka zacznie się kręcić w kółko. Praw fizyki nie zmienicie machając szybciej wiosłami.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: