Wielokrotnie zdarza się nam używać „ale” jako wytrycha, który rozdziela naszą wypowiedź na dwie części. Pierwsza — dyplomatyczna, w której się zgadzamy z naszym rozmówcą i druga — wyrażająca to, co faktycznie chcemy powiedzieć. Postanowiłem prześledzić jak ten zabieg działa w naszych relacjach z dziećmi i jak kształtuje nasze rodzicielskie postawy.

Na trop tego artykułu nakierował mnie, co chyba dla wielu będzie oczywiste, film „Gra o tron”. W nim to kilkukrotnie bohaterowie zwracają uwagę na zwodnicze użycie tego spójnika w walce politycznej. Bardziej dyplomatycznie tą prawdę wyraża Benjen Stark, który stwierdził: „Wszystko, co słyszymy przed ale jest nieważne.” 

Nie chcę, ale muszę

Wynotowałem sobie z moich rozmów dwa powtarzające się schematy.

Pierwsza z sytuacji miała miejsce o poranku, kiedy wsiadaliśmy z dziećmi do samochodu, by wyruszyć do szkoły i do przedszkola. Zwykle jest na to mało czasu więc rośnie dosyć mocno temperatura i łatwo o wybuch. Zapalnikiem są najczęściej „zapomniałem o…”. To wiąże się z powrotem do domu i upływającymi kolejnymi minutami w oczekiwaniu na powrót tego, który o czymś zapomniał.

„Zapomniałem zabrać klocki Lego!” Chwila wachania z mojej strony. Rzut oka na zegarek, z którego wynikało, że mamy na dojazd do szkoły około 1 minuty czyli faktycznie jesteśmy już spóźnieni. W związku z tym, że „zapomniałem” usłyszałem tamtego ranka już po raz trzeci, to zagotowałem się w środku i wyrzuciłem z siebie:

„Nie! Nie wracasz się po zabawki! Jedziemy, bo jesteśmy już spóźnieni.” 

Wściekły usiadłem za kierownicą i uruchomiłem samochód. We wstecznym lusterku zobaczyłem łzy spływające po policzkach. Potem szybka jazda pod budynek szkoły a potem pod przedszkole. Tam wysiadłem z samochodu razem z dwójką chłopaków po to, by wejść z nimi do szatni. Minuty, które upłynęły na jazdę, pomogły mi ochłonąć. Powiedziałem więc: 

„Jest mi przykro, że nie zabrałeś zabawki, ale było już późno i nie mogliśmy po nią wrócić.”

Zgadzam się, ale się nie zgadzam

Kolejny przykład na „wytrychowe ale”, to moje rozmowy z nastolatkiem. Zwykle dotyczą one sytuacji, w których mam różne opinie na jakiś temat:

„Nie podoba mi się, to że nauczyciele strajkują i obciążają tym dzieci. W tym czasie nie możecie uczyć.”

„Zgadzam się z Tobą, ale jak mają inaczej pokazać to, że tak mało zarabiają?”

Można go jeszcze użyć w skróconej formie.

„W ten sposób uczą was, że można porzucić swoje obowiązki, po to tylko żeby pokazać niezadowolenie i rozczarowanie.”

„… tak ale z nami na ten temat rozmawiają i wiem o co im chodzi”.

To drugie intuicyjne skrócenia wypowiedzi pokazuje dokładnie schemat, o który nam chodzi. Skoro ta część zdania jest zbędna i nie wnosi nic do dyskusji, to można ją pominąć. Będzie krócej i treściwiej. Oczywiście na taki brak dyplomacji mogą pozwolić sobie tylko dzieci. Dorośli pewnie uparcie brnąć będą w rozbudowaną składnię.

Jak powiedzieć przepraszam, ale go nie powiedzieć

Ja chciałbym się skupić na tej pierwszej sytuacji. Gdy po czasie analizowałem swoje intencje, to zauważyłem, że nie dość, że rozjechały się z moimi oczekiwaniami, to jeszcze nie byłem w stanie przekazać ich w rozmowie. To co powiedziałem wtedy  przed „ale” nie było przeprosinami. Wyraziłem w nich pretensje do siebie, że wybuchnąłem zamiast wykorzystać naturalne konsekwencje zachowania dzieci. Nie chciałem odmawiać i brać na siebie piętna złego policjanta. Mogłem tylko stwierdzić to, co było oczywiste. Moja zgoda wiązałaby się ze spóźnieniem. To nie ja odpowiadam za te okoliczności, tylko wcześniejszy brak przygotowania się moich pociech do wyjścia.

Przekonałem się już, że zmiana swojego język tylko dlatego, że brzmi on nie tak, jak byśmy tego chcieli, jest nieskuteczna. W sytuacjach podbramkowych wyrażamy właśnie to, co czujemy. Warto poświęcić trochę czasu i pogrzebać w sobie, by uświadomić sobie te prawdziwe motywacje. Dlaczego?

Prawdziwy motyw działania

Jeżeli zatrzymamy się na tej pierwszej warstwie, której wyrazem są moje zakamuflowane przeprosiny, to zostaniemy z nieprawdziwym obrazem siebie jako ojca. Może on wyglądać na przykład tak:

Nie sprawdziłem się jako ojciec, bo nie potrafiłem zapanować nad sobą w trudnej sytuacji. Wybuchnąłem z banalnego powodu, a potem musiałem za to przepraszać.

Od tego stwierdzenia blisko już do ogólników: „nie sprawdzam się”, „nie potrafię”, „zawsze tak reaguję” i ostatecznie „nie jestem dobrym ojcem, rodzicem, bo przecież powinienem być taki jak …” (wyczytałem z książki o tym jak wychowywać dzieci).

W drugiej warstwie to wszystko, co chciałem powiedzieć przed „ale”, jest wyrazem moich intencji, w których dostrzegam swój błąd i jednocześnie swoje głębokie pragnienie jego naprawienia. Chcę i widzę potknięcia, nad którymi będę pracował. Mogę w kolejnym kroku coś zmienić, coś poprawić. Dzięki temu nie wpadnę ponownie w schemat, który ostatecznie prowadzi do sytuacji, w której nie jestem w stanie zapanować nad burzą emocji we mnie. u

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: