fbpx

Prawie pół miliona znaków, ponad 70 tysięcy słów ułożonych w 5 tysięcy zdań na 270 stronach. Wszystko w jedenaście miesięcy. Właśnie skończyłem czytać ostatni rozdział książki o ojcostwie. Własnej, ukochanej, napisanej tymi „ręcami”. Zamknąłem ważny etap na drodze do jej wydania. Moje kolejne dziecko pójdzie teraz w świat.


Statystyki niewiele mówią o jakości książki, ale o włożonej w nią pracy już tak. Gdy podzielę liczbę znaków przez cały okres pisania (około 10 miesięcy), to średnio na dzień pisałem ich tysiąc trzysta. Nie jest to jakoś szczególnie dużo, a wynik zaniżają okresowe przerwy w pisaniu. Nie byłem tak systematyczny, jak bym chciał.

I co z tego wynika? Tak naprawdę nic szczególnego. Dziś mogę świętować zakończenie pisania i nie ma znaczenia, że po drodze miałem trudniejsze dni, zawaliłem kilka obietnic, czasem mi się po prostu nie chciało lub nie miałem pomysłu na pisanie. Nikt o to nie będzie pytał i mnie z tego rozliczał.

Z perspektywy czasu taka niesystematyczność i trudności wydają się błahe, gdy jednak przez nie przechodzimy, to już nie jest tak różowo. Jak więc przez nie przebrnąć? W tym pomaga nam wizja końca i jego szersze znaczenie.

Oba elementy są ważne: nie wystarczy tylko wiedzieć, gdzie chcemy dotrzeć, ale również mieć przekonanie, że ten cel ma szczególne znaczenie dla nas. Ale po kolei.

Dla mnie celem było napisanie książki. Mierzyłem go liczbą znaków. Obliczyłem, ile mają te, które zwykle czytam, sprawdziłem, ile to jest dużo, a ile mało. Nie trzymałem się ściśle limitu, ale dał mi on punkt odniesienia.

Za nim zacząłem pisać, zrobiłem też mapę myśli, na której rozpisałem poszczególne rozdziały. Ostateczny wynik zgodny jest z pierwszym szkicem mniej więcej w połowie. Wizja końca ewoluowała wraz z kolejnymi stronami. I tak powinno być. Jestem przekonany, że przy złożonych projektach, które robimy po raz pierwszy, szkoda czasu na ścisłe planowanie. Dysponujemy zbyt małą wiedzą, by zrobić to skutecznie. Brnięcie do celu pozwala uzupełniać te braki i w trakcie modyfikować założenia. Wystarczający plan to taki, w którym opiszemy dokładnie kilka pierwszych kroków. Na więcej szkoda czasu.

Drugi element wizji to znaczenie tego, co chcemy osiągnąć. Cel powinien być dla nas ważny, ale też realny. Ja przyjąłem, że książka jest dla mnie sposobem na podzielenie się wiedzą i doświadczeniem, jakie mam na temat ojcostwa. Etapem ważnym i kluczowym, ale jednak etapem, za którym będą kolejne. Przeciwnym podejściem jest radykalizacja wyników, na przykład napiszę najlepszą książkę o ojcostwie. Cel jest ambitny, ale zupełnie nierealny, ponieważ napisanie takiego dzieła za pierwszym zrealizujemy tylko przypadkiem. Nie mamy wiedzy i doświadczenia w pisaniu. Zamknięte cele również nas paraliżują. Gdy trafiamy na trudny okres w realizacji wyzwania (a tak będzie na pewno), to wiekopomne zobowiązanie potrafi tylko dobić.

Znasz to uczucie łapania wiatru w żagle, kiedy posłuchasz lub obejrzysz motywujący do działania przekaz: film, cytat, książkę? Takie porywy nie są trwałe i nie da się na nich budować długoterminowych wyzwań, ale świetnie sprawdzają się w przezwyciężaniu okresowych trudności. Ich skuteczność wiąże się z pasjami, które w nas poruszają oraz pozytywnymi emocjami.

W 2017 roku razem z Kasią zrealizowaliśmy całoroczne wyzwanie. Ja w tym czasie napisałem 365 artykułów. Dziś bardzo miło wspominam tamten czas właśnie za każdy razem, gdy siadam do klawiatury, by coś stworzyć. Wracają wspomnienia, które utrwaliły tamte słowa i tamte zdjęcia.

Te pięćset tysięcy słów wklepałem, próbując dwóch programów dla piszących powieści (Scrivener, Ulysses) oraz klawiatury mechanicznej, którą zamówiłem na Kickstarter (z przełącznikami Cherry MX Brown, dodatkowym zestawem klawiszy, oringami). Czy to było niezbędne do pisania? Oczywiście nie. Można pisać w notatniku. Narzędzia jednak ułatwiają pracę i sprawiają, że jest ona przyjemna. I o to właśnie chodzi. Były też i takie poranki, gdy korzystałem z tabletu, nie wstając z łóżka.

Czy możemy pisać o czymkolwiek? Jak ktoś się uprze to pewnie tak, ale … są wyzwania, które wymagają od nas potu i krwi, a są takie, z którymi radzimy sobie niejako przy okazji. Wychodzą i tyle. Za te różnice odpowiadają talenty. One dają nam przewagę nad innymi … (osobami) obszarami działania. To przekreślenie jest celowe. To prawda, że predyspozycje dają nam zwykle przewagę nad znajomymi, ale nie może być ona podstawą działania. Dlaczego? Zawsze znajdzie się ktoś, kto wykona określone zadanie lepiej. Jak nie teraz, to za jakiś czas. A skoro tak, to niedaleko już do wniosku, że lepiej dać sobie spokój i nie robić nic. Uzyskujemy podobny efekt jak przy radykalizacji wizji. Zamiast działać, rezygnujemy i się wycofujemy.

Dla mnie taką przewagą jest ojcostwo i duża rodzina. Daje mi to poczucie kompetencji, ale nie jest gwarancją sukces. Tematem, w którym czuję się dobrze, ale nie na tyle, by porzucić konieczność ciagłego uzupełniania wiedzy i poszerzania kompetencji.

Na koniec zostaje najmniej wdzięczny etap wyzwania: systematyczna i ciężka praca. O tym świadczą statystyki, które przytoczyłem na początku. By je osiągnąć, potrzebowałem czasu. Pisałem, wstając prawie codziennie o 5:30. Czasem przez dwie godziny, czasem przez godzinę lub tylko przez 15 minut. Nie jestem jednak cyborgiem jak Elon Musk więc nie mogę pochwalić się 100% skutecznością. To jednak nie ma znaczenia, jeżeli będę się porównywał do tego, kim byłem na początku tego roku.

Podsumowanie w trzech punktach więc już będzie krótko:

  1. Na udane wyzwania długoterminowe składają się zawsze cztery elementy: (1) wizja, (2) pasja, (3) talenty, (4) systematyczna praca. Jeżeli pominiesz któryś z nich, to polegniesz.
  2. Do osiągania ważnych celów wcale nie potrzebujemy stuprocentowej skuteczności. Lepsze jest zrobione niż idealne, a tak naprawdę to idealne nie istnieje. Dlatego książka o zarobieniu milion pobudza wyobraźnię i zachęca do kupna, ale to zaoszczędzone 200 tys. daje spokój ducha.
  3. Pogódź się z porażką. Domknięcie jednego projektu wymaga, byś zawalił kilka innych.

PS: O czym będzie książka? A o tym, jak te punkty z posumowania przełożyć na ojcostwo: jak zostać ojcem, o którym zawsze marzyłeś.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: