W tym roku świętowałem razem z moją żoną 19 lat małżeństwa. Był to czas, w którym przeszliśmy kilka kryzysów, ale i z kilkoma się zderzyliśmy u naszych znajomych. Dla mnie ciekawym odkryciem jest ich przebieg. Zwykle mają podobne scenariusze. Właściwie to dwa scenariusze. Od decyzji, jakie podejmiemy w ich trakcie, zależy czy zakończą się happy endem, czy tragedią.


Wszyscy w naszych małżeństwach mamy kryzysy. Nie brzmi to jakoś szczególnie odkrywczo, ale uświadomienie sobie tego faktu ma kluczowe znaczenie. Zaczyna się od trudności w komunikacji z samym sobą. Rzadko kiedy wiemy, o co nam samym chodzi. Nawet jeżeli czasem wydaje nam się, że jesteśmy pewni, co do siebie, to nie mamy gwarancji, że ta nasza pewność przetrwa próbę czasu. I zwykle jej się nie udaje. Jeżeli więc cały czas uczymy się siebie i poznajemy, to druga osoba (czyt. nasze żony), mają utrudniony start. Zresztą same borykają się z podobną niewiedzą na swój temat.

I tak na co dzień pływamy w mule niepewności i nieprzewidywalności. Nie ma innej możliwości, jak taka, że co jakiś czas mijamy się w swoich oczekiwaniach. Płyniemy przed siebie, licząc na zrozumienie i pozytywną odpowiedź, a trafiamy w próżnię. Takie rozczarowanie boli, jeżeli w tę podróż wkładamy szczere chęci i otwarte serce.

Jak to wygląda w praktyce?

Zaczyna się od drobnych nieporozumień, które są na tyle nieistotne, że szkoda sobie nimi głowę zawracać. Są ważniejsze problemy do rozwiązania. Odkładamy je więc pod rodzinnym dywanem, jedno na drugim. Utrwala się nawyk, w którym tych małżeńskich rozbieżności nie warto poruszać. Można je odłożyć, bo nic złego się do tej pory nie wydarzyło więc i dalej tak będzie.

Garba, który nam rośnie na plecach od roboty, też zauważamy, dopiero kiedy ból uniemożliwia nam normalne funkcjonowanie.

Gdy więc w tym mule po raz kolejny trafiamy w nicość, to pierwsza myśl, która się w nas rodzi, to szukanie winnego. Winną jest druga strona, której nie było tam, gdzie liczyliśmy, że będzie. Paradoks polega na tym, że z obu stron wygląda to … dokładanie tak samo.

Rozmowy z małżeństwami, które tak się mijają, wyglądają bardzo podobnie.

Mąż oczekuje pomocy, by jego żona się wreszcie zmieniła, naprawiła, poprawiła, zaczęła dbać o siebie i znów oczarowała swojego męża, to wtedy on….

Żona natomiast ma pretensje, czuje się źle, jest niedoceniona, niekochana więc przestaje inwestować w relację i czeka…

Gdy w takim czasie jako mąż podejmiesz niewłaściwą decyzję, to koniec tej historii jest tylko jeden: rozpad małżeństwa. Czy to będzie rozwód i rozstanie, czy udawanie małżeństwa, w którym wygasła miłość, to już nie ma znaczenia. Przegracie oboje swoją największą szansę na zmianę.

A jaką decyzję warto podjąć?

Otwórz klapę muszli klozetowej, wrzucić do środka swoją męską dumę, zamknij i spuścić wodę. Wyciągnij pierwszy rękę i zacznij pracę nad sobą. Przyznaj, że się mylisz i potrzebujesz się zmienić.

Spójrz na to z właściwiej strony. Problemem, o który grasz, to Twój honor. Dotrzymanie wierności słowom, które kiedyś wypowiedziałeś: ślubuję… na dobre i na złe. Teraz jest to złe. A zło, z którym walczysz, to nie jest Twoja żona, ale naturalne mechanizmy, które spotykają każdego. Nawet samochód czasem się psuje i trzeba go naprawić. Psują się też relacje, komunikacja, rozpadają nasze wizje. Trzeba je naprawić. Różnica pomiędzy człowiekiem a samochodem jednak jest taka, że każda awaria obniża wartość samochodu, a każdy rozwiązany kryzys rozwija i umacnia.

Decyzja o utopieniu swojej dumy boli cholernie. Szczególnie boli mężczyzn, bo w niej upatrujemy swojej wartości. Nie łudź się tym, że jak teraz od niej uciekniesz, to będziesz wolny. Dopadnie Cię ona za kilka, kilkanaście lat, kiedy zrozumiesz, że straciłeś okazję, by stać się mężczyzną, który pokonał największego swojego wroga, czyli siebie samego (Pamiętasz, przed kim uciekał Piotruś Pan do swojej Nibylandii?).

Ten rak będzie Cię toczył całą resztę życia i oczywiście nie będzie tak, że je przegrasz i stracisz szansę na zminę. Nigdy jednak nie będzie tak łatwo, jak teraz. Będzie tylko trudniej.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: