Dziś rano, a było to rano niedzielne, jak tylko otwarłem oczy, dopadła mnie myśl. Z nią przyszło zniechęcenie. Znów muszę wstać… Nim jednak zmierzyłem się z tym wyzwaniem, przeczytałem na blogu Michała Szafrańskiego ostatni wpis. Był długi, — jak zwykle u Michała — i o … niczym. 

Michał oczywiście tak dosłownie to nie pisał o niczym. Tylko nie było w tym artykule informacji istotnych dla mnie, dla czytelnika, który zbłądził na strony jakoszczędzaćpieniądze.pl po wiedzę o pieniądzach i o oszczędzaniu.

A jednak…

Uświadomiłem sobie, że to, co mnie męczy, to przymus pisania. Myśl, która mnie przybiła, podpowiadała, że mam obowiązek sklecenia czegoś mądrego, porywającego itd., bo dziś mija termin publikacji.

I to był sygnał ostrzegawczy, który brzęczał mi od kilku tygodni, a ja po raz kolejny go przegapiłem.

Wprowadziłem do mojej organizacji pracy zmianę. Brakowało mi tej funkcjonalności od dawna. Przypominałem sobie o niej za każdy razem, kiedy robiłem podsumowania realizacji celów albo chciałem rozliczyć się z wykonanej pracy. Szacowałem wtedy czas spędzony nad zadaniami, kombinowałem i odtwarzałem z pamięci. Otrzymywałem wyniki, do których nie miałem przekonania.

Teraz na bieżąco w Notion rejestruję początek i koniec każdego zadań. Z podsumowania ostatnich tygodni wyliczyłem, że pracuję, jakbym był zatrudniony na dwa etaty.

Kiedy zaczynałem moją przygodę z systemem efektywności osobistej, gdy pracowałem nad poprawą wydajności, to taki wynik byłby dla mnie powodem do dumy. Oznacza przecież, że potrafię wycisnąć z siebie aż tyle.

Dziś rano jednak zapaliła mi się kontrolka, której już nie ignoruję, bo wiem, że każda akcja wywołuje reakcję.

Efektem pracy jest zmęczenie i zniechęcenie. Są nimi również porażki w innych obszarach codziennej aktywności: zdrowie, relacje z najbliższymi, radość z życia. Brak odpoczynku daje znać o sobie na wiele wyszukanych sposobów. Ja w tym roku poległem na wadze i kondycji. Na tę łazienkową już nawet nie patrzę. Obraziłem się na nią śmiertelni. Raz nawet ją kopnąłem niby niechcący.

Kupiłem na razie koszulki o rozmiar większe i czekam z ofensywą.

Nawyki po części rozwiązują ten problem. Pozwalają wykonywać zadania w sposób automatyczny z minimalnym zaangażowaniem. Optymalizacja obniża koszty działania, ale nigdy do zera. Pójście tą drogą dla nowicjusza zawsze jest kuszące, bo pozwala robić więcej w tym samy czasie.

Przepracowanie i brak czasu na analizę doprowadza do sytuacji, w której do sprawnie funkcjonującej, naoliwionej maszyny ładujemy śmieci.

Kreatywności nie zoptymalizujemy. Procesy w naszej głowie, które polegają na łączeniu, składaniu, układaniu, porównywania żyją własnym życiem. Tego, co się w nich dzieje od pierwszej chwili, w której podrzucimy naszemu mózgowi problem do rozwiązania, nie jesteśmy w stanie kontrolować. Są techniki, które go w jakiś sposób wspierają. Głównie jednak, by wyciągnąć jak najwięcej dla siebie. Przede wszystkim jednak pozostaje czekać. Czasem krócej, czasem dłużej. Gdy jednak nie damy sobie czasu na myślenie, na odpoczynek, to będziemy to robić w nieskończoność.

A dobrze skonstruowana maszyna wydajności nie lubi czekać bezczynnie. Szkoda naszej pracy na puste przebiegi więc ładujemy do niej cokolwiek.

Kilka lat temu przeczytałem gdzieśtam, że minimalna długość urlopu, który daje odpoczynek, to trzy tygodnie. Dwóch potrzebujemy, by umysł pozbył się rytmu pracy, by przestał „żyć obowiązkami”. Wtedy dopiero trzeci daje wytchnienie. Sprawdziłem to na sobie i wiem, że tak to działa.

Michał przypomniał mi, że jest coś takiego jak sezon ogórkowy. I…, że ja również mogę go mieć czasem na blogu. A potrzebuję go bardzo, bo chciałbym w trakcie najbliższego miesiąca dokończyć redakcję mojej książki.

Jakbym zawalił przez najbliższe trzy tygodnie… To pamiętaj proszę 🙏, że to między innymi dlatego, by dać Ci treści na blogu, które warte będą Twojego czasu. 👍

Gdy dzielę się z innymi wiedzą na temat długości odpoczynku, zdarza się, że słyszę taki komentarz: „Ja sobie nie mogę pozwolić na taki urlop”. Uważam podobnie: „Ja nie mogę sobie pozwolić na brak takiego urlopu”, ponieważ z negatywnymi skutkami takiej decyzji, będę się zmagał przez pozostałe jedenaście miesięcy. 

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: