Nasze życie często przypomina stanie w rozkroku nad wartko płynącą rzeką. Na lewym brzegu zgromadziliśmy stos bagaży doświadczeń z przeszłości. Przerzucamy je zręcznie na prawy brzeg, gdzie jest nasza przyszłość. Woda pod nami to teraźniejszość. Jest w nas ogromna obawa, by noga się nie osunęła i nie wpadła do strumienia. To jednak czyni nas nieszczęśliwymi, a dziś odpływa na zawsze.

Największe święto chrześcijańskie — Zmartwychwstanie Jezusa — czyli również i moje spędzam w dwóch miejscach na raz: w domu: z chłopakami i moimi rodzicami oraz w szpitalu: z żoną i córką. Patrząc na przyjętą tradycję świętowania, taką sytuację należałoby potraktować jako nieszczęście. Będzie to jednak prawdą i powodem do smutku, jedynie wtedy gdy faktycznie odwołamy się do zakorzenionych w nas doświadczeń. Te przykre uczucia rodzą się w konsekwencji rozczarowania faktem, że to co byśmy chcieli, nie zgadza się z tym, co sobie wyobrażamy. Brak tej zgodności staje się pożywką do złości, lęku, obaw, zniechęcenia, rezygnacji. Przyszłość dla nas nie jest taka, jak byśmy chcieli.

Zjawiska i rzeczy są jednak takimi, jakimi są. To my spostrzegamy je jako zagrożenie lub jako szansę na podstawie wniosków z przeszłości i tego, jak wyobrażamy sobie przyszłość. Jedno i drugie nie istnieje w teraźniejszości więc nie może jej zmieniać. Istnieje tylko czas obecny. No tak! Mądrze to i może brzmi, tylko co z tego możemy mieć dla siebie?

Kilka tygodni temu moja najmłodsza córka zaczęła się dusić. Najpierw katar, który zatkał jej nos, potem osłabnięcie i zwalniający oddech. Kiedy ją nosiłem na rękach starałem się wyczuć delikatny ruch klatki piersiowej. Jedyne co byłem wtedy w stanie zrobić. Postanowiliśmy, że jedziemy jak najszybciej do szpitala. Ja kierowałem samochodem, a Kasia, moja żona, siedziała z dzieckiem na tylnym siedzeniu. Co jakiś czas słyszałem dochodzące zza pleców prośby: „Nie zasypiaj!” „Nie odpływaj!” „Wytrzymaj jeszcze trochę!”. Nie mogłem pomóc i zareagować, bo moim zdaniem było jak najszybsze i jednocześnie bezpieczne dotarcie do szpitala. Poczułem jak lęk i frustracja zaczynają we mnie wzbierać i przelewać się przez czubek głowy. Przerastało mnie to, co się wtedy działo. Jednocześnie popołudniowa pora dnia sprawiła, że podróż dłużyła się niemiłosiernie. Nie byłem jednak w stanie jej przyśpieszyć, choć wyobrażałem sobie, że wyrastają nam z samochodu skrzydła.

Postanowiłem zweryfikować moje spojrzenie na rzeczywistość, o którym wcześniej wspomniałem.  Uspokoiłem więc oddech i zacząłem się w duchu modlić. Do tego wystarczy jednozdaniowe zawołanie, które powtarzam jak mantrę. Robię to uparcie, raz za razem po to, by wypchnąć ze świadomości negatywny ciąg myśli. W takich chwilach przekonuję się też o sensie wiary. W niej mogę szukać sposobu, jak poradzić sobie w sytuacjach, nad którymi nie panuję. Powtarzanie to jednak nie jest bezpośrednio powiązane z naszym systemem wartości. Opiera się o określone reakcje zachodzące w organizmie i w mózgu. Jest formą medytacji, która działa bez względu na to, czy wierzysz i jak wierzysz. Zacząłem powoli obserwować to, co się dookoła mnie dzieje i jednocześnie wycofywać się emocjonalnie. Wrócił częściowo mój wewnętrzny spokój, w którym czuję się bezpiecznie. Moim zdaniem było dotarcie do celu podróży i czuwanie, czy sytuacja z tyłu nie wymaga mojej natychmiastowej reakcji. Reszta to okoliczności, do których dostosowywałem się w miarę, jak się pojawiały. Ważne stało się tu i teraz, a nie to, co sobie wyobrażałem, że może się stać. Dziś z perspektywy czasu wiem, że wszystko się dobrze skończyło, a my z Kasią podejmowaliśmy najlepsze decyzja, jakie byliśmy w stanie podjąć. Zachowałem też resztki mojego systemu nerwowego w jako takim zdrowiu.

Analizując już na chłodno tego typu zachowania w kryzysowych sytuacjach można w nich odczytać pewne podobieństwo do postępowania psychopaty. Chodzi o odcięcie się od emocji, po to by na chłodno kalkulować i analizować teraźniejszość. Są osoby, które potrafią to robić w sposób naturalny. Zachowanie zimnej krwi w każdej sytuacji przychodzi im bardzo łatwo. Można się też tego uczyć między innymi w taki sposób, w jaki to opisałem powyżej. Bardzo ważne! Nie jest to jednak sposób na tłumienie emocji. To nie o to chodzi. Ja wyobrażam sobie, że to co się we mnie zbiera, przepływa przeze mnie i wylewa się na zewnątrz. Emocje nie są niczym złym i nie są dla nas zagrożeniem. Są taką samą reakcją organizmu jak pocenie się rąk czy drżenie zmęczonych mięśni. Gdy je właściwie wykorzystamy, będą naszą siłą i pomogą uzyskać przewagę.

Teraz klucz do szczęścia. Ten sam sposób postępowania możemy zastosować na co dzień. Wyszukiwać w ciagu dnia chwil, w których zatrzymamy gonitwę myśli. Przestaniemy przerzucać nasze bagaże z jednego brzegu na drugi i usiądziemy po to, by zamoczyć stopy w chłodnym strumieniu. Dla mnie jednym z takich sposobów jest poranne nalewania kawy z czajniczka. Ma on dzióbek skonstruowany w taki sposób, że nie da się zbyt szybko nalać napoju do kubka. Zaczyna cieknąć po ściankach na blat stołu. Można podnieść pokrywkę albo robić to bardzo wolno, tak by strumyczek był grubości jednego, dwóch milimetrów. Ja korzystam z tego drugiego sposobu. By bezpiecznie nalać sobie kawy potrzebuję skoncentrować moje myśli tylko na tej czynności. Zatrzymuję ich gonitwę i przestaję wróżyć z fusów na temat tego, co przyniesie kolejny dzień. W ten sposób, kiedy w rozbiegu poranka zobaczę rosnącą na białym blacie brązową plamę, od razu przypominam sobie, że chcę zwolnić. Chcę cieszyć się tym jedynym i niepowtarzalnym porankiem z rodziną, który już nigdy się nie powtórzy.

Wróćmy teraz do dzisiejszego święta. Dla mnie ten dzień jest szczególnie wyjątkowy. Dzięki temu, że jesteśmy osobno wreszcie nasze przygotowania przedświąteczne zeszły całkowicie na drugi plan. Zdałem się w tym w całości na moich rodziców, którzy przyszli nam z pomocą. Nie mam dziś o poranku nic poza radością spotkania z najbliższymi i wiary w zmartwychwstanie. Nie jestem jednak nieszczęśliwy, ponieważ to jak święta powinny wyglądać, jest jedynie moim wyobrażeniem o rzeczywistości. Ta jednak nic sobie z tego nie robi i jest taka, jaka jest. Czekam więc cierpliwie, co ze sobą przyniesie.

Najlepszych Świąt Ci życzę i wykorzystaj je proszę, bo więcej już takich nie będziesz miał. 

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: