Każdy, kto próbował pogodzić ze sobą skłócone dzieci, wie, jak trudne jest to zadanie. Ba! Trudne to mało powiedziane. Bez nadziei na sukces. Praktycznie każda próba wypracowania porozumienia skazana jest na porażkę. A gdy włączamy się w sprzeczkę, narażamy się na to, że sami staniemy się obiektem ataków i oskarżeń. Jak więc powinien zachować się rodzic w takiej sytuacji?

Przebieg kłótni pomiędzy dziećmi jest zwykle podobny. Najpierw jedno wykona gest, zachowa się lub powie coś, co spowoduje, że druga strona zareaguje w inny niż zwykle sposób. To zaskoczenie prowokuje adwersarza do odpowiedzi. Byleby nie pozostać dłużnym. Riposta z nawiązką jest wstępem do kolejnej rundy, która różni się od poprzedniej większym natężeniem emocji. I tak piłeczka przeskakuje z jednej strony na drugą, robiąc coraz więcej hałasu. Ten szybko przeradza się w rękoczyny, płacz i lamenty.

Nam trudno wobec takiej sytuacji pozostać obojętnymi. Gdy dotyczy to naszych dzieci, to czujemy się zobowiązani do interwencji. Przepis na porażkę, której doświadczamy, kryje się w dwóch przesłankach. Po pierwsze włączamy się w spór, który nas nie dotyczy; nie jesteśmy w nim stroną. Po drugie, bierzemy na siebie odpowiedzialność, która nie jest naszą odpowiedzialnością.

Oba te błędy mają dla nas, rodziców przykre konsekwencje.

Uczestniczenie w sporze, który nie jest nasz, pozbawia nas możliwości znalezienia rozwiązania. Oczywiście staramy się być obiektywni. Unikamy stawania po czyjeś stronie. Jednak dobre chęci nie są wystarczające do tego, by znaleźć sprawiedliwe rozwiązanie. Przyczyną konfliktów między dziećmi są braki w umiejętnościach społecznych. Maluchy dopiero uczą się współżycia z innymi osobami i to właśnie te nieudane próby mają zmotywować je do szukania rozwiązania. Gdy w ten proces wtrącamy się jako „niezawisły sąd”, to pozbawiamy nasze pociechy motywacji do działania.

Skutkiem drugiego błędu jest nadmierne obciążanie siebie samego. To jest to poczucie, w którym stwierdzamy, że rodzicielstwo nas przerasta, że nie dajemy sobie już rady, a te wieczne kłótnie doprowadzają nas do szału. Spór dzieci jest sporem pomiędzy dziećmi i to one są odpowiedzialne za jego rozwiązanie. Musimy oczywiście czuwać nad jego przebiegiem. Pilnować, by nie doprowadziły do wzajemnego krzywdzenia siebie, sprawiania sobie bólu. Jednak próba rozwiązania konfliktu, gdy nie jesteśmy w stanie tego zrobić, rodzi w nas poczucie frustracji. To tak jak byśmy próbowali jechać na rowerze, w którym ktoś odkręcił kierownicę. W cyrku potrafią to zrobić, ale uczą się tej sztuki wiele lat. Potem jeszcze biorą pieniądze od tych, którzy chcą popatrzeć na ich umiejętności.

Jak więc może zachować się rodzic?

Wyobraź sobie taką sytuację. Chłopiec o imieniu Jaś bawi się na dywanie klockami. Obserwuje go z zainteresowaniem młodsza siostra — Zuzia. Podchodzi do brata, chwilę się przypatruje, po czym zabiera jeden z klocków. Na to Jaś reaguje stanowczo: wyrywa siostrze zabawkę z ręki. Dziewczynka zaskoczona gwałtowną reakcją, podnosi rękę i uderza brata w głowę. Chłopiec nie pozostaje dłużny.

Jest to właściwy czas na interwencję rodzica. W pierwszej kolejności sprawdza, co się dzieje i zadaje pytanie:

— Jasiu, co się stało?

— Ona ciągle zabiera mi klocki! – odpowiada Jaś.

— Mamo, a Jaś mnie uderzył! – dodaje Zuzia.

W tym momencie rodzic, zamiast wsłuchiwać się w kolejne argumenty, obejmuje młodsze dziecko ręką, czym zwraca uwagę starszego brata. Równocześnie proponuje: – zastanówmy się, co możesz w takiej sytuacji zrobić, gdy chcesz się pobawić w spokoju.

W tym przykładzie dzieje się kilka istotnych rzeczy:

  • Nie pozostajemy obojętni wobec sporu dzieci.
  • Uczymy starsze dziecko, w jaki sposób należy rozwiązywać konflikty, jak szukać rozwiązania.
  • Dbamy o to, by dziecko określało swoje granice w sposób pokojowy, zamiast uciekać się do fizycznej konfrontacji.
  • Troszczymy się o młodsze dziecko, bez naruszania granic dziecka starszego.
  • Nie krytykujemy i nie oceniamy postępowania żadnego z dzieci.
  • Nie dajemy gotowego rozwiązania.

I na tym kończysz lekcję. Nauka współżycia z innymi jest skomplikowanym procesem, więc nie licz na to, że za pierwszym podejściem zdziałasz cuda. Dziecko potrzebuje czasu i jeszcze kilku prób, by sprawdzić, co działa i co w ogóle znaczy ta propozycja, którą właśnie usłyszało.


Przykład, który wykorzystałem w artykule, pochodzi z książki „Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?” Jaspera Juula, przekład B. Hellmann i B. Baczyńska.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: