Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga. Chodź, opowiem ci bajeczkę. Bajka będzie długa. W powieści Franza Kafki bohater przemienia się w karalucha. Z tego powodu jego rodzina odsuwa się od niego, ale najtrudniej jest mu z ojcem. Od samego początku nie akceptuje nowej postaci syna. Próbuje się go pozbyć. Rzuca w niego jabłkami, aż wreszcie trafia. Nie ma znaczenia nawet to, że nowa postać syna pozwoliła mu się rozwinąć wewnętrznie. W środku stał się tym, kim nigdy by nie został, będąc w postaci, do której przywykła jego rodzina. Wierzymy w bajki, to znaczy wierzymy, że możemy być lepsi dla naszych dzieci, niż nasi ojcowie byli dla nas.

Była sobie Baba Jaga. Miała chatkę z masła. A w tej chatce same dziwy. Pst i skierka zgasła.

Dawno, dawno temu, kiedy byłem jeszcze kilkuletnim dzieckiem, mieszkaliśmy z rodzicami na wsi w małym, wynajmowanym domu. Zapamiętałem go takim jak w filmach z Kargulem. Nie było w nim bieżącej wody, więc trzeba było przynosić ją ze studni. W kuchni był piec węglowy i koło niego stały wiadra z wodą. Były tak głębokie, że nie miały dna. Czasem przeglądałem się w nich jak w lustrze. Uderzałem ręką w brzeg i obserwowałem, jak rozchodzą się kręgi po powierzchni wody.

Wtedy też dostałem z jakieś okazji piłkę. Była dmuchana, ogromna i czerwona. Podzieliłem się moim szczęściem z kolegami. Poszliśmy za dom do ogrodu. Tam bawiliśmy się nią przez chwilę… krótką chwilę. Piłka wpadła na coś ostrego i straciła swój kulisty kształt. Podniosłem z ziemi kawałek czerwonego flaka i stwierdziłem, że „Mój tata ją naprawi! Na pewno sklei”. Codziennie wschodziło słońce i zachodziło, po nocy rodził się dzień, a tata potrafił wszystko.

Znalazłem go przed domem. Rozmawiał ze swoim bratem. Spotkanie, prezent, goście to pewnie łączyło się w całość. Podałem tacie piłkę, ale trafiła do rąk wujka. Ten z szyderczym uśmiechem powiększył rozdarcie i wyjaśnił, że nie da się tego naprawić. Stał tam na schodach ogromny, z papierosem w ręku. Obok mój tata, który uśmiechnął się zakłopotany. Nie powiedział nic, nie zareagował. Nie naprawił. Nie uratował, jak zamieniałem się w karalucha.

Już Ci nigdy nie uwierzę Iskiereczko mała. Chwilę błyszczysz, potem gaśniesz. Ot i bajka cała.

Kiedyś moi dwaj synowie sprzeczali się o to, kto ma rację. Wreszcie młodszy z nich, kiedy już skończyły mu się argumenty, rzucił głośno: „To tata jest królem! I tata ma zawsze rację!” Tamtego dnia właśnie, kiedy patrzyłem na mojego milczącego tatę, który śmiał się z kiepskiego dowcipu swojego brata, zrozumiałem, że nie jest królem.

Ojciec w powieści Kafki rzuca w syna jabłkami. Mógł przecież kapciem, bo każdy wie, że ćmy i karaluchy to trzeba kapciem. Ale jabłka pochodzą z raju. Z tego miejsca, z którego zostaliśmy wygnani właśnie takim owocem. Przez niego poznaliśmy, czym jest dobro i zło. Wiemy, jakim świat jest i nie jest już miejscem szczęśliwości i bezpieczeństwa. Wdarło się do niego coś mrocznego, a wtedy straciliśmy zaufanie do wszystkich („Kto Ci powiedział, że jesteś nagi?” „Dlaczego się przestraszyłeś?”).

Dziadziuś siwy wiąże sieci w przedziwną mozaikę. Strapionemu Wojtusiowi dalej snuje bajkę.

Dziś znamy odpowiedź, co się dzieje: kryzys ojcostwa to sprawił. Dziś już nie ma prawdziwych mężczyzn. Nie ma tych, którzy wprowadzali chłopców do świata odpowiedzialności, uczyli jak żyć, byli przykładem. Kiedyś mieliśmy zamki i królów, którzy dbali o ład i porządek na świcie. Kiedyś to było jakoś lepiej, prościej. Prawda?

A no, nie koniecznie.

Dawid, który został jednym z najważniejszych królów w historii Izraela. Najmłodszy syn Jessego, którego wstydzili się wszyscy, a ojciec najbardziej. Między innymi dlatego, że miał rude włosy i zniewieściały wygląd. Tata schował go przed Samuelem (prorokiem, który namaścił go na króla) i udawał, że nie ma więcej dzieci do pokazania. Abraham jest tak zaangażowany w relacje z Bogiem, że chce poświęcić swojego syna w ofierze. Związuje go i podnosi na niego nóż, by rozpocząć rytuał. Nie rani fizycznie, ale duchowo już naznacza go na całe życie. Izaak dorasta potem w cieniu swojego ojca: wielkiego wodza plemiennego, który rozmawiał z Bogiem. Cień ten nie rozwija go, ale przytłacza. Był bierny, szukając żony i takim pozostał dla swoich synów. Od niego pochodzi Jakub, umiłowany syn… mamusi, która załatwiła mu pierworództwo, oszukując niewidomego męża. Z niewoli egipskiej Izraelitów wyprowadza Mojżesz. Człowiek, który został znaleziony w wiklinowym koszu i wychowany przez kobietę w pałacu. Brak męskiego wzoru sprawił, że nie był w stanie zapanować na emocjami. W gniewie, którego nie potrafi pohamować, zabija egipskiego żołnierza. Ucieka potem na pustynię, gdzie chowa się przed całym światem ze strachu. Brakło w jego życiu ojca, który pokazałby mu, że mieczem można zabić, ale też można budować i zmieniać świat.

Była sobie raz królewna. Pokochała grajka.

Bly w swojej książce „Żelazny Jan” twierdzi, że w człowieku ścierają się dwie siły: jasna i ciemna. Walczą o niego, by nim zawładnąć. W ten sposób mamy w sobie dwie natury: dobrą i złą. Tak tłumaczą świat bajki i legendy. Piotr w Liście do Rzymian (Rz, 7, 15) pisze: „Albowiem nie rozeznaję się w tym, [nie rozumiem tego] co czynię; gdyż nie to czynię, co chcę, ale czego nienawidzę, to czynię”.

To nie kryzys ojcostwa sprawia, że cierpimy i że ranią nas nasi ojcowie, ale natura człowieka jako takiego.

Nie spotkałem ojca, który powiedziałby, że chce źle dla swojego dziecka. Każdy chce dobrze, ale każdy też rani. Obok legendy o Żelaznym Janie Bly przytacza starą, afrykańską opowieść o polowaniu ojca z synem. Początkowo udaje im się złapać niewielkiego szczura, którego ojciec oddaje synowi na przechowanie. Ten zdobycz wyrzuca, ponieważ uznaje, że jest niewiele warta. Pech jednak chciał, że tamtego dnia nic więcej nie upolowali. I wtedy ojciec wpada we wściekłość na niefrasobliwość syna. Uderza go siekierą. Chłopiec traci przytomność. Ojciec pozostawia go leżącego na ziemi. Wielu z nas ojców, kiedy po raz pierwszy bierze na ręce swoje pierworodne dziecko, stwierdza: będę dla ciebie lepszym ojcem, niż mój był dla mnie. Nie będę takim jak on! Nie skrzywdzę cię, bo jesteś moim całym światem.

Król wyprawił im wesel i skończona bajka.

Chłopiec z afrykańskiej opowieści budzi się po czasie i wyrusza w podróż. Trafia wreszcie do niewielkiej wioski całej zmożonej snem. Czuwa w niej tylko jeden mężczyzna. Ten proponuje dorastającemu młodzieńcowi, że zostanie jego mentorem. Wszędzie tam, gdzie czujesz się jak mały chłopiec, to siekiera Twojego ojca uszkodziła korzenie i przestałeś się rozwijać. Masz podejść do grupy osób i odezwać się, a nagle oczami wyobraźni widzisz siebie jako małego chłopca, którego ktoś wyśmiał. Żyjesz w przekonaniu, że sam musisz poradzić sobie ze wszystkim. Zrobisz to najlepiej i nikomu nie warto zaufać, bo zawiedzie. Doszedłeś do tego przekonania wtedy, kiedy ojciec cię porzucił, choć liczyłeś na jego pomoc (…bo miał pracę, …bo był zmęczony, …bo zasnął przed telewizorem lub pił z kolegami). Jesteś czterdziestoparoletnim mężczyzną, który odkrywa uroki życia, kupując sobie drogi samochód lub motocykl i chce wreszcie żyć pełnią życia bez zobowiązań. Wracasz do czasów dzieciństwa sprzed chwili, w której musiałeś za wcześnie dorosnąć, wziąć odpowiedzialność, która nie była twoją. Czujesz się bezradny, kiedy po raz kolejny kłócisz się z żoną. Jej sprzeciw wprawia cię w furię. Nikt ci nie pokazał, że pomiędzy biernością a destrukcją jest jeszcze wiele rozwiązań.

To w tych właśnie miejscach rana, którą zdał ojciec, zatrzymała rozwój.

Chłopiec w sennej wiosce pobiera nauki od mistrza i się rozwija. Pewnego dnia jednak zjawia się w niej ojciec i chce zabrać go ze sobą.

W mojej książce „Ekstremalne ojcostwo. Zostań ojcem, o jakim marzyłeś” znajdziesz rozdział zatytułowany: ZOBACZ SWOJE ODBICIE W KRZYWYM ZWIERCIADLE, a w nim taki fragment:

Pewnego dnia pojawia się dziecko. Maluch dorasta, a my coraz bardziej przekonujemy się, że staje się on naszym krzywym zwierciadłem. Dostrzegamy w nim własne najbardziej ukryte wady i przywary, które zostały wyolbrzymione i zdeformowane. Ten mały brzdąc, który wygląda przecież tak niewinnie, otwiera z premedytacją wszystkie zabałaganione pomieszczenia w naszej głowie. Jesteśmy więc ponownie zmuszeni zmierzyć się z przeszłością, którą tak chętnie zakopaliśmy w zakamarkach niepamięci. Jest to jeden z najtrudniejszych okresów w ojcostwie, ale równocześnie daje on nam niepowtarzalną okazję do rozwoju. Taką, której nie mają ci, którzy dzieci nigdy nie wychowywali. Szansa ta pozwala się zmierzyć z demonami, które, choć są niewidoczne, dalej straszą. Skłania nas także do zmierzenia się z niewygodnymi wspomnieniami i przemyślenia ich na nowo. Jak mówią psycholodzy: trzeba stworzyć spójną opowieść o sobie, w której nie ma żalu, rozczarowań, pretensji, jest natomiast zrozumienie, jasność, akceptacja. Ta walka, o ile ją podejmiemy, zaprowadzi nas na kolejny poziom osobistej wolności, ponieważ jest etapem w stawaniu się człowiekiem dojrzałym. Sukces w tym zmaganiu zależy od zaakceptowania i pokochania tej trudniejszej strony naszej ludzkiej natury.

W wychowaniu dziecka nie możemy skupiać się ani na swoim ojcu — będę lepszym od niego — ani na dziecku — sprawię, że będziesz miał idealne dzieciństwo, ale na sobie. Wychowanie syna to nie ochrona przed demonami, ale pokazanie jak z nimi walczyć, bo one na pewno przyjdą. Pytanie, czy mój i Twój syn będą mieli przykład, który zainspiruje ich do własnych zmagań z ciemną stroną męskości … a może po prostu ciemną stroną człowieka?

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: