Przy sklepie z zabawkami stoi chłopiec. To jest Jaś. Jaś więc stoi i patrzy na witrynę. Patrzy na ciężarówkę. Jest tak duża — ta ciężarówka — że Jaś zmieściłby się w jej przyczepie. Do tego ma koła wielkości dużej pomarańczy.

– Mamo, kup mi taką. No! Mamo, słyszysz?! Ja chcę taką!

Mama podchodzi do Jasia. Kuca obok niego. Mówi do jego ucha coś przez dłuższą chwilę. Gdy przerywa, Jaś odwraca się do niej, uśmiecha i podaje rękę. Odchodzą.

Scena przed sklepem mogłaby się zakończyć zupełnie inaczej. Jaś darłby się tak, jak drze się dziecko, któremu przypalają stopy nad ogniskiem. Tata ciągnąłby go za rękę, pokonując nadmierną grawitację i tarcie butów o płyty chodnikowe. Klął by do tego pod nosem z powodu frustracji, ale i wstydu. W końcu nie wiadomo, czy ktoś z przechodzących obok ludzi nie zadzwoni do opieki społecznej. 

Marudzenie dziecka jest dla niego sposobem komunikacji. Zwykle dla rodziców trudnym do zaakceptowania. Minie trochę czasu zanim nauczy się wyrażać swoje emocje w sposób czytelny dla innych. Stanie się tak pod warunkiem, że mu na to pozwolą. Gwałtowna reakcja, której celem jest stłumienie takiego zachowania, jednocześnie jest dla malucha sygnałem negującym przyczynę jego zachowania. Zabranianie marudzenia jest zabranianiem okazywania emocji.

Dziecko stoi więc przed wystawą z sercem, które chce wyskoczyć z jego malutkiej piersi na widok zabawki marzeń. Jednocześnie dostaje sygnał, że tak nie wolno, że tak jest źle i niewłaściwie.

W odpowiedzi więc albo ulegnie, w poczuciu, że coś jest z nim nie tak, albo spotęguje swoją reakcję. Zacznie krzyczeć, płakać, protestować. W tym schemacie zachowania jest dokładnie takie samo jak my, dorośli.

Wyobraź sobie, że zachwyciłeś się jakimiś filmem. Chcesz się tym wrażeniem podzielić z drugą osobą, ale w odpowiedzi słyszysz, że się nie znasz, a film był kiepski. W takiej sytuacji albo wejdziesz w konfrontację, albo odpuścisz z poczuciem żalu, rezygnacji,  niezrozumienia, być może nawet przegranej. 

Jako dorośli na doświadczenia naszych dzieci patrzymy z perspektywy czasu. Wydają się one mniej ważne, niemające tak istotnego wpływu na życie rodziny, jak te, które dotykają nas samych. To jest jednak nasza perspektywa. Z tej dziecięcej są one tak samo kluczowe, jak te nasze dla nas.

Zamiast więc walczyć z nimi, lepiej się im poddać i popłynąć razem z ich nurtem. 

To o czym rozmawiała mama z Jasiem, to była historia, w której Jasiu wsiadał do swojej ogromnej ciężarówki, jeździł nią w piaskownicy, ładował do niej swoją koparką piach i wysypywał go w innym miejscu. Przez chwilę oczami wyobraźni ujrzał to, czego tak bardzo pragnął.

Od mamy dowiedział się, że to co przeżywa, jest ważne dla niego i dla niej. Zobaczył, że dorośli traktują poważnie jego uczucia.

Ja zwykle zaczynam takie rozmowy od słów: „Widzę, że ta zabawka bardzo Ci się podoba. Pewnie chciałbyś ją ze sobą zabrać do domu i…”

… I to działa. Mojemu dziecku wystarczy ta chwila zainteresowania, pomoc w przeżyciu w wyobraźni tego, czego tak bardzo pragnie. Jest jeden warunek: nasza pomoc musi być szczera.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: