Nie znam kierowcy, który byłby zadowolony z organizacji ruchu w Krakowie. Dwadzieścia lat temu, gdy zaledwie od kilkudziesięciu godzin byłem ojcem, również podzielałem ten pogląd. Wjechałem pod prąd w świeżo wyznaczoną jednokierunkową. Szukałem miejsca do parkowania. Pędziłem z prezentem dla żony. Policjanci, na których trafiłem tuż za czerwono-białym znakiem, nie podzielali mojej frustracji. To był pierwszy i jednocześnie najdroższy prezent, jaki kupiłem mojej żonie z okazji urodzenia dziecka. Czy było warto?

Każdym urodzinom naszych dzieci towarzyszyły prezenty. Dawałem je żonie właśnie z tej okazji… choć nie tylko z tej.
Skoro jednak poród i odpowiedzialność za rodzinę jest naszym wspólnym przedsięwzięciem, to dlaczego prezent? Ja go nie dostawałem za to, że jeździłem po nocach do szpitala, że organizowałem opiekę nad pozostałymi dziećmi i zarabiałem pieniądze, by całość utrzymać, za to, że spłodziłem i nie uciekłem. Każde z nas miało swoje zadania do wykonania i żadnemu nie było lżej. Poród był rezultatem wspólnych wysiłków, więc prezent z tej okazji wyglądał trochę jak goździk z okazji Dnia Kobiet.

Niekoniecznie! Warto spojrzeć na całość, czyli na małżeństwo i na to, co je buduje.

Współcześnie tworzymy relację dwojga osób z perspektywy „ja”. Zakładamy, że nie tradycja, nie regulacje określają, kim jesteśmy, ale nasze poczucie wartości. Zostajemy więc ojcami, ponieważ tak postanowiliśmy. Kiedyś mężczyźni zakładali rodziny, bo tak wypadało, bo taki był porządek społeczny. Dziś kluczowe są korzyści osobiste. Choć zaczynamy inaczej patrzeć na własną rolę i na małżeństwo jako takie, to jednak w dalszym ciągu reguły budowania wspólnoty się nie zmieniły. By więc mogła ona funkcjonować, trzeba dbać o interes wspólny i drugiej osoby, a nie swój.

W rozwoju małżeństwa przychodzi taki moment (nazywamy go kryzysem), kiedy oboje powinni wybrać: czy dalej chcą pielęgnować siebie samego (siebie samą), czy to, co ich łączy. Wybór pierwszego kończy wspólną drogę. Gdy jesteśmy świadomi swojej wartości, to taka decyzja staje się trudniejsza. Już nie okoliczności decydują za nas, ale my sami. Świadomość poświęcenia zaczyna ciążyć. Statystyki trwałości współczesnych małżeństw pokazują, jak wielu polega na tym etapie.

Dla mnie kolejne urodziny stały się okazją do sprawiania radość żonie. Choć nie tylko one. Kwiaty, które stawia na stole. Kiedyś powiedziała mi, że je lubi i sprawiają jej przyjemność, gdy rano widzi je na stole kuchennym. Takich powodów do obdarowywania mam kilka.

Przedkładanie interesu drugiej osoby nad swój, jest ryzykowne. Ryzykujemy, że możemy pozostać z niczym. Ryzykujemy sobą samym. To sporo! Jednak jeszcze więcej możemy wygrać, a wewnętrzna wolność polega na tym, że wybieramy dlatego, że chcemy tworzyć, a nie dlatego, że kieruje nami strach przed stratą.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: