Po poprzednim artykule o angażowaniu dzieci w pomoc dostałem e-maila, na którego odpowiem … kolejnym artykułem. Komentarz ten podsumuję takim pytaniem: Jak poradzić sobie z angażowaniem i wychowaniem dzieci, kiedy problemy nas przerastają?

Dla wielu z nas życie nie przypomina tego z serialu rodzinka.pl: nie jest śmiesznie i wesoło. Dostajemy w dupę na każdym zakręcie, a z rodzicielstwa wziąć urlopu się nie da.


Przykład z tak zwanego życia, który dostałem, zostawiam dla siebie. Posłużę się w zamian własnym.

Praca na pierwszą i drugą zmianę

W mojej firmie realizuję duże zlecenie, którego wynik będzie miał wpływ na kolejne miesiąca. Może nawet i lata. Nie chcemy odpuścić, więc pracujemy więcej niż zwykle.

…i trzecią zmianę

Od grudnia razem z Kasią rozwijamy jej własną firmę i jej pomysł. Dostaliśmy na to sporo pieniędzy. Będziemy się z nich rozliczać więc odpowiedzialność duża. Czujemy na sobie ciężar każdej decyzji. Pomyłka będzie nas sporo kosztować.

Od kilkunastu tygodni z Kasią zasuwamy więc od rana do wieczora i od poniedziałku do niedzieli. Pracuję już chyba na trzy etaty, a przynajmniej tak się czuję. Do tego dochodzi mnóstwo innych zobowiązań.

… a po pracy rodzina i dom

Nasze ambicje zawodowe wcale jednak nie zwalniają nas z rodzicielskich. Prania i gotowania jest tak samo dużo, a może i więcej (dla przykładu niedziela to 3-4 prania w 8 kg pralce, do tego suszenie w suszarce i układanie na półce, gotowanie „na zapas”, nadrabianie zaległości z całego tygodnia). Przy takiej liczbie osób dom po porannym sprzątaniu już wieczorem wygląda jakby przeszło przez niego stado ujaranych trawą diabłów tasmańskich. Nie da się go posprzątać tylko w sobotę, na cały tydzień. Trzeba to robić codziennie.

Mam nawet swojego pupila. Chodzi za mną, zjada wszystko z podłogi i czasem mnie wkurza, plącząc mi się pod nogami. Przeganiam go wtedy kopniakiem. Zaprzyjaźniłem się z odkurzaczem automatycznym.

Zasłużony odpoczynek

W niedzielę odpoczywam, pisząc kolejny artykuł na bloga. Mam na to około godziny. Robię też przegląd tygodnia (zgodnie z systemem GTD) w tak zwanym międzyczasie (między jednym praniem a drugim). Od kilku nocy śni mi się zeszłoroczny urlop. Zaczynam tęsknić za chwilą wytchnienia, a to dla mnie jest żółty alert. O negatywnych skutkach stresu mógłbym napisać artykuł na portalu „samo zdrowie”, podpierając się tylko własnymi doświadczeniami.

Tymczasem obok mnie toczy się życie innych. Na nich również mi zależy, ale nie jestem w stanie ich poprosić, by zrobili stop-klatkę. Poczekali, aż załatwię swoje. Chcę się z nimi spotykać, rozmawiać, słuchać, co mają do powiedzenia.

Do tego samochody nam się psują, pieniądze z konta znikają, znacznie szybciej niż je tam dostarczamy, chorujemy i mamy czasem nieprzespane noce.

Krótko pisząc: życie mnie mnie.

Pytanie?

W takim właśnie kołowrotku pojawia się w mojej łysiejącej czaszce oczekiwanie:

…gdyby dzieci mi więcej pomagały, to…

…jak ja bym chciał, żeby chciały ze mną współpracować…

Za każdym razem, gdy zaczynam się użalać nad sobą, zadaję sobie pytanie:

Czyje to jest życie i czyja odpowiedzialność?

To ja chcę pracować i rozwijać moją firmę, to ja chcę pomagać Kasi w powrocie do pracy i to dzięki mnie jest na świecie sześcioro nowych osób, które — zanim dorosną — są dziećmi. I to dziećmi, które, jak świat światem, potrzebują rodziców, wychowania i warunków do rozwoju.

Prawa fizyki

Takie ustawianie siebie na właściwe tory przypomina różnicę pomiędzy dźwiganiem ciężarów zdrową a zwichniętą ręką.

Kiedy mamy wybity ze stawu bark i chcemy coś podnieść, to ta czynność sprawia nam ból. Zwykle więc wspomagamy się drugą, zdrową lub prosimy kogoś, by nas wyręczył. Gdy staw wróci na swoje miejsce, to dokładnie taki sam ruch jest czynnością prostą. Radzimy sobie z nią bez pomocy. Nie oczekujemy jej i nie liczymy na wsparcie.

Za każdy razem, gdy analizuję jakiś problem wychowawczy, to docieram do … siebie. Rozwiązanie jest we mnie i potrzebuję się zmienić, by sobie z nim poradzić. Podobnie jest ze współpracą i pomaganiem dzieci.

Znacznie łatwiej jest mi z się z nimi dogadać, gdy koncertuję się na tym, co dla mnie najważniejsze: na stworzeniu im dobrych warunków do rozwoju. Dzisiaj. Teraz. Tego właśnie dnia, który trwa. Bez oglądania się na to, co było kiedyś, jak byłem wychowany albo co przyniesie przyszłość. To ja decyduję o tym, jakie jest moje rodzicielstwo.

By to zrobić, wszystko inne musi wrócić na swoje miejsce.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: