Odrywanie naszej pociechy od gry na komputerze lub od kolejnej bajki zwykle przypomina odklejanie plastra od dopiero co zagojonej rany. Można to robić szybkim i zdecydowanym ruchem lub powoli i łagodnie. Efekt w obu przypadkach jest podobny: wrzask, ból, awantury i zepsuta atmosfera. Ja wolę wyobrażać sobie ten proces jako zabawę z magnesem; szukanie sposobu, w jaki przeciągnąć metalowej kulkę z jednego miejsca do drugiego bez używania rąk.

Uwaga dzieci — szczególnie tych mniejszych — skupia się na tym, co atrakcyjne i ciekawe przez krótki czas. Do tego dochodzi niedojrzałość emocjonalna, która oznacza, że potrafią one zdecydowanie szybciej wyrażać swoje wewnętrzne przeżycia, niż je kontrolować i kształtować. Jest to podyktowane sposobem, w jaki rozwija się mózg małego człowieka. W pierwszej kolejności dojrzewa starsza jego część. Ona odpowiada między innymi za emocje i za zachowania, które pozwalają przeżyć. Znacznie później i to w wieku około dwudziestu lat w pełni kształtuje się kora nowa. Dzięki niej potrafimy panować nad pierwotnymi odruchami, wyrażać emocje lub je kierunkować, mamy tak zwany zdrowy rozsądek.

Gdy więc przychodzimy do dziecięcego pokoju i mówimy: „Za pięć minut proszę cię, byś skończył oglądać bajkę”, to oczekujemy… niemożliwego. Dziecko nie potrafi się oderwać od ekranu, bo nie jest w stanie modyfikować swojej uwagi, gdy przyciąga ją tak atrakcyjny, kolorowy świat wirtualnej rozrywki. Gdy do tego dorzucimy naszą irytację („Proszę cię już po raz kolejny, byś wyłączył ten telewizor”), to mamy przepis na konflikt. Dziecko wybucha złością, agresją, poirytowaniem, płaczem, bo potrafi wyrażać emocje, ale nie umie zapanować nad tą wzbierającą w nim falą negatywnych doświadczeń.

Dalszy scenariusz pewnie znasz.

Ty jesteś wkurzony, z wyrzutami sumienia zastanawiasz się, gdzie zawiodłeś jako rodzić. Dziecko w poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości idzie spać albo bić młodsze rodzeństwo.

Jak odwrócić ten scenariusz?

  1. Nikt nie jest winien. Poświęciłem kilka akapitów na wyjaśnienie mechanizmu powstawania takiego konfliktu, by przekonać cię, że nikt nie jest winien takich porażek. To są naturalne mechanizmy, które kierują nami i naszymi dziećmi. Do tego mamy znacznie trudniej niż mieli nasi rodzicie kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu, gdy wirtualny świat nie istniał, a dobranocki trwały od 19:00 do 19:10. Dziś gry i bajki są bardzo atrakcyjne, są tak tworzone, byśmy ginęli w nich (również dorośli) na wiele godzin.
  2. Bądź jak magnes. Skoro nie jesteśmy w stanie dziecka oderwać siłą, to możemy dać mu alternatywę dla jego uwagi. Leżącą na stole metalową kulkę możemy przesuwać, zbliżając do niej magnes. Kiedy będziemy obok niej trzymać dwa, to potoczy się ona w kierunku tego, który będzie przyciągał ją mocniej, ten który jest bliżej.
  3. Uszanuj wartość dziecka. Tutaj sięgniemy do mojego webinaru, w którym pisałem o wychowaniu dziecka w poczuciu własnej wartości. Powinniśmy więc: (1) afirmować jego uczucia, (2) akceptować je jako osobę, (3) doceniać, (4) okazywać uczucia, być (5) dostępnym i (6) wyznaczać sprawiedliwie granice.
    W afirmowaniu uczuć pomoże nam zrozumienie procesu przyciągania uwagi dziecka i sposób dojrzewania mózgu, o czym wspomniałem wcześniej. W docenianiu warto pamiętać, że czas, który spędza nasza pociecha przed komputerem lub telewizorem, nie jest czasem straconym z punktu widzenia dziecka. Dorastanie to przede wszystkim zabawa. Dopiero w dorosłości dominuje rozwój poprzez kierunkowe działanie. Rodzice powinni jednak kontrolować proporcje pomiędzy jednym i drugim. I tutaj będzie miejsce na sprawiedliwe wyznaczanie granic. Sprawiedliwe to takie, które uwzględnia punkt widzenia dziecka i jego sposób ich rozumienia. Zwykłe rzucenie przez drzwi pokoju: Skończ za 5 minut!, nawet jeżeli jest złagodzone słowem „proszę” i przedwczesnym „dziękuję”, dalej nie ma nic wspólnego z poszanowaniem odrębności dziecka. Najprawdopodobniej będzie to nasza spontaniczna reakcja, na rodzicielskie poczucie winy, gdy przypomni nam się, że „dziecko siedzi za długo” lub że „nie powinno tyle siedzieć”.

Z sześciu zasad pozostaje jeszcze jedna, czyli dostępność i związana z tym bliskość.

Ją możemy wrazić poprzez przyłączenie się na chwilę do naszej pociechy, poprzez okazanie zainteresowania tym, w co gra, co ogląda. Warto zapytać, co robi, co widzi, posłuchać odpowiedzi i spróbować poczuć, to co ono czuje. Potem trzeba zaproponować coś równie ciekawego na przykład wspólne sprzątanie, gotowanie, spacer, czytanie i tym podobne.

Tak! To wymaga zaangażowania i poświęcenia chwili czasu. Ale pamiętaj, by wygrać z wirtualną rozrywką, musimy być co najmniej tak samo atrakcyjni. I wcale nie jesteśmy na straconej pozycji.

Przekonałem się już wielokrotnie, że jako rodzicie i jako ludzie „z krwi i kości” mamy ogromną przewagę nad światem wirtualnym, nierzeczywistym. Kluczem do sukcesu jest jednak pielęgnowanie swojej obecności i dostępności od wczesnych lat. Potrzebna jest wytrwałość, która procentuje. Na początku będzie nam trudno. Dziecko będzie reagowało z oporem. Kiedy jednak po kilku próbach przekona się, że czeka je kilka chwil z zaangażowanym ojcem, to z chęcią odpowie na każde takie zaproszenie.
Trudno jest nam przyciągnąć uwagę młodego nastolatka, gdy jego dominującą rozrywką, pielęgnowaną od kilku lat, jest Minecraft. To naturalne zainteresowanie rodzicami już dawno minęło. Nic jednak straconego. Gdy będziemy wystarczająco cierpliwi, to jestem przekonany, że nadrobimy stracony czas. Tylko byśmy w tej walce byli cały czas skupieniu na drugim człowieku, a nie na naszych lękach, tym co powinniśmy, co wypada albo nie wypada.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: