Są tematy, których nie warto poruszać na forach internetowych dla rodziców. Jednym z nich są foteliki samochodowe. Gdy byłem dzieckiem, to oglądałem, jak mój dziadek zajmuje się pszczołami. Miał podkurzacz, którym je odymiał. Denerwowały się wtedy, o czym dawały znać głośnym brzęczeniem. Bardzo podobnie zachowują się zwolennicy dwóch wykluczających się fotelikowych teorii. To ślepe zaangażowanie pomogą wyjaśnić nam schrony atomowe z okresu zimniej wojny.

Zwalczające się obozy dzielą się na tych, którzy przekonują, że tylko te nowe i najdroższe urządzenia są w stanie sprostać wymaganiom bezpieczeństwa oraz na tych, którzy dokładnie odwrotnie — wierzą, że nie warto przepłacać.
Walka na argumenty zaczyna się zwykle w podobny sposób. Ktoś nieświadomy, co go czeka, zadaje pytanie o fotelik i oczekuje porady innych rodziców. Pyta, czy ten używany co znalazł na OLX lub na Allegro, to warto. Nieświadomie rusza kamyczek, który pociąga za sobą lawinę kamieni. Ku swojemu przerażeniu za chwilę się dowie, że zwali mu się ona na głowę.

Zwolennicy tych nowych, atestowanych, sprawdzonych i poleconych przez autoryzowane punkty sprzedaży przekonują, że 200 zł nie jest w stanie zabezpieczyć dziecka tak jak 2000 zł. W ogóle rozważanie takiej opcji (tej tańszej, używanej), to prawie to samo, co wyrzucanie dziecka z jadącego samochodu.

Zwolennicy wydatków z mniejszą liczbą zer nie pozostają dłużni. W końcu trzeba być [wstaw sobie dowolny epitet], by przepłacać i dawać się strzyc jak owca.

Skąd bierze się różnica opinii, która rzeczową dyskusję zamienia w kocioł emocji?

Daryl Bem — psycholog społeczny — zaproponował teorię, zgodnie z którą, w sytuacji, gdy mamy zbyt mało informacji na swój temat, które pochodzą z nas samych, z naszego wnętrza, to posiłkujemy się obserwacją swoich zachowań. Zdarza nam przecież stwierdzić, że musieliśmy być bardzo głodni, skoro zjedliśmy na obiad dokładkę. Wobec siebie postępujemy w takich sytuacjach podobnie jak wobec innych. Gdy chcemy dowiedzieć się, czy nasze dziecko lubi bardziej muzykę rockową, czy popową, to sprawdzimy, której częściej słucha. Podobnie ocenimy swoją religijność. Gdy częściej modlimy się bez specjalnych okoliczności, które by nas do tego skłaniały, to stwierdzimy, że nasze życie duchowe się rozwija.

W latach pięćdziesiątych poprzedniego stulecia, gdy w Europie panowała zimna wojna, wielu Amerykanów budowało w okolicach swoich domów schrony. Miały być zabezpieczeniem, gdyby zrealizował się scenariusz wojny atomowej pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Nawet gdy bezpośrednim powodem zakupu takiego zabezpieczenia była perswazja sprzedawcy lub chęć dorównania sąsiadowi, to gdy już zdobiło ono ogród, zmieniało się poczucie bezpieczeństwa jego właściciela. Ci, którzy zdecydowali się na taki wydatek, zawyżali później ocenę zagrożenia. Twierdzili, że niebezpieczeństwo wojny jest wyższe niż przed zakupem.

Według podobnego schematu zmienia się ocena zagrożeń, które mogą dotknąć nasze dzieci, gdy otaczamy się gadżetami mającymi je chronić. Im jest ich więcej, tym więcej dostrzegamy niebezpieczeństw.

Podobnie będzie z tymi rodzicami, którzy zaangażowali się i wydali sporo na zakup fotelika lub fotelików do swoich samochodów. Są bardziej zdecydowani bronić takich decyzji niż ci, którzy podeszli do tego zadania z większym dystansem. Będą bardziej wyczuleni na argumenty, które korespondują z odczuwanym przez nich zagrożeniem.

Jedna z takich dyskusji podsumowana została stwierdzeniem: „Jesteście gorsi niż ekoterroryści!” Tylko w świetle badań trudno odmówić racji jednej i drugiej stronie.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: