Wojna na Ukrainie skłoniła praktycznie każdego z nas do zadania sobie pytania: co powinienem zrobić w takiej sytuacji? Jak powinienem się zachować, gdyby w taki sam sposób zostało zaatakowane miejsce, w którym żyję i żyje moja rodzina. Zostać? Uciekać? Jak się przygotować? Co powinien zrobić ojciec i mąż, który chce być ojcem i mężem odpowiedzialnym? W każdym takim pytaniu jednak, choć zadajemy je sobie szczerze, czaj się podstawowy błąd. Pytamy się w nim o przyszłość, o to co zrobię, gdy…? W ten sposób znów uciekamy od odpowiedzialności właśnie. Gdy rzeczywistość daje nam możliwość, byśmy wreszcie sprawdzili się, jakimi faktycznie liderami jesteśmy, my znów pytamy się, co zrobię, jak już przyjdzie prawdziwa próba.

Panowie podpowiedzcie, co możemy zrobić w tej sytuacji? Niedaleko za granicą na Ukrainie mamy wojnę. Nie mamy pewności, czy ten wariat nie zaatakuje również Polski. Co byście w takiej sytuacji zrobili? Zostać? Uciekać? Jak się przygotować? Mam problem, ponieważ moja żona od rana do wieczora siedzi z telefonem i przegląda wiadomości. Widzę, że się denerwuje tą wojną. Sporo ją to kosztuje. Boi się, że przyjdzie wojna, to mnie zabiorą do wojska i zostanie sama z dziećmi. Próbuję ją pocieszać, ale raczej niewiele to pomaga. No to jak się przygotowujecie?

To jest treść postu, jaki mógłby pojawić się na forum. Wymyśliłem go, ale też przeczytałem już kilka podobnych. Pod każdym takim jest kilkadziesiąt odpowiedzi. Z części płynie uspokojenie, że wojna u nas nie jest możliwa, że NATO nas obroni lub sami to zrobimy. W innych przekonują, że jednak ryzyko istnieje, bo przecież w wojnę na Ukrainie też nikt nie wierzył, a jednak dziś ją mamy. Niektórzy przygotowują się do wyjazdu. Tak na wszelki wypadek, gdyby musieli uciekać. Inni wierzą, że poradzą sobie tutaj, na miejscu. Poza tym przecież trzeba bronić ojczyzny.

W takich wypowiedziach jest tylko jedna rzecz, którą warto dziś zaprzątać sobie głowę. Ponad dwa lata temu jedno wydarzenie pokazało nam, że świat, który stworzyliśmy i który miał być bezpiecznym, jest kompletnie nieprzewidywalny. Na dwa dni przed wybuchem pandemii największe instytucje, które zajmują się prognozowaniem zmian w gospodarce, nie uwzględniły jej w swoich zaleceniach dla firm i rządów. Dziesięć dni temu ujawniło się zagrożenie wojną. I znów dzień przed jej wybuchem wierzyliśmy bardzo mocno, że jednak jej nie będzie. Dziś się dzieje, ale równocześnie widzimy świat zaangażowany w obronę jednego państwa, w stopniu, który zaskakuje każdego. Ostatnio tak zjednoczeń byliśmy po śmierci Jana Pawła II. Nasze prognozy na 10 dni do przodu są kompletnie nietrafione. Nie wiemy nic.

Tym, co wiemy na pewno, to jest lęk przed nieprzewidywalnym. Nasze dzieci, nasze żony i my sami śledzimy każdą informację z nadzieją, że pozwoli nam zajrzeć za zasłonę przyszłości i dowiedzieć się, co będzie. Nie udało nam się to w czasach pokoju, tym bardziej nie pomoże w czasach niepokoju.

Po internecie krążą zdjęcia, na których widać prezydenta Ukrainy siedzącego razem ze swoimi żołnierzami. Jest przykładem lidera, który w czasie próby został z podopiecznymi. W ten sposób sprawił, że ich strach zamienił się w wolę walki. Mógł wyjechać, schronić się gdzieś za granicą i stamtąd podjąć próbę obrony. Byłoby to rozsądne zachowanie, bo zabezpieczałoby ciągłość władzy. Został liderem jednak, bo odpowiedział na wydarzenia, które działy się w danej chwili, a nie przygotowywał się na przyszłość.

Jako mężczyźni mamy skłonność do przeżywania własnego bohaterstwa „w głowie”. Wyobrażamy sobie skrajne sytuacje, zastanawiamy się, co by było gdyby… i wtedy działamy. Oczywiście dalej w swoich wyobrażeniach. Po tym czujemy się lepiej. Wierzymy, że jak przyjdzie czas próby, to staniemy na wysokości zadania i przekonanym o naszej wyjątkowości wszystkich do około. Wszystkich niedowiarków. Znamy się świetnie na walce z pandemią oraz na szczepionkach (to był główny temat naszych rozmów jeszcze dwa tygodnie temu). Dziś wielu z nas jest specjalistą od stosunków międzynarodowych, od psychologii kryminalistów i od strategii wojennej. Nie wiemy jednak, co zrobić, by w niespokojnych czasach nasze żony czuły się bezpiecznie, by dzieci, choć świadome wojny, wiedziały, że tata sobie poradzi. I przed zmierzeniem się z tym wyzwaniem korzystamy z podwózki do wydumanej przyszłości lub do rozwiązywania problemów, na które nie mamy wpływu.

Jeżeli choć raz zachwyciłeś się nad postępowaniem komika, który został przywódcą, to wyciągnij z tego wnioski. Dziś jest twój czas próby i bądź liderem dla tych, za których wziąłeś odpowiedzialność, którym dałeś życie. Nie jesteś ojcem i mężem „na wypadek, gdyby…” i nie ukoisz lęku, poklepując innych po plecach ze słowami: „Nie bój się!”. Jesteś liderem dziś, w to niedzielne popołudnie, gdy trzeba odpocząć przed kolejnym tygodniem pracy i gdy trzeba przygotować kolację. W ten właśnie sposób przekonasz ich, że dom działa jak dawniej, że jest bezpiecznym schronieniem i, że jest tata, który zawsze sobie poradzi.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: