Jakby nie liczyć, to wychodzi, że dzieci rodzi się mniej. Przynajmniej w Polsce. Pojawiają się więc kolejne pomysły polityków, które mają decyzję o rodzicielstwie ułatwić. Dokładanie z publicznych pieniędzy do wychowania jest w interesie wszystkich. Jest sprawiedliwe względem tych, którzy decydują się na dodatkowy trud, z którego w przyszłości będą korzystać wszyscy. Jednak to, co działa w polityce i w ekonomii, nie działa w psychologii. Kolejne gratyfikacje na dziecko sprawiają, że … coraz mniej mamy na nie ochotę.

Zasada wydaje się prosta: chcemy kogoś zachęcić do określonego działania, to dajmy mu większą nagrodę. Z tego wniosek, by zachęcić go kolejnymi korzyściami, które powinny sprawić, że z większą ochotą przystąpi do działania, na którym nam zależy, wydaje się oczywisty. Okazuje się jednak, że w praktyce to tak nie działa.

Nasze założenia psuje dysonans poznawczy. Jest to nieprzyjemne uczucie, które pojawia się, gdy to, co otrzymujemy, widzimy lub doświadczamy, nie zgadza się z wyobrażeniem, które wcześniej mieliśmy.

Naukowcy przeprowadzili pewien eksperyment. Studentom, którzy zgodzili się wziąć w nim udział, kazali obracać drewniane kołeczki. Jeden ruch to pół obrotu. Czynność mieli powtarzać aż do momentu, w którym kołeczek wróci do pierwotnej pozycji. Nudne to było niemiłosiernie.

Po zakończeniu zadania zostali poproszenie o pomoc. To wtedy właśnie zaczynało się kluczowe badanie. Opowiadali kolejnej osobie o tym, jak świetnie się bawili, obracając kołeczki.

Zmienną, którą wprowadzili badacze, to wynagrodzenie za udział w badaniu. Część studentów dostała za zadanie wysokie wynagrodzenie, a część z nich jedynie symboliczne.

Gdyby nasza intuicja o nagrodzie i działaniu była prawdziwa, to ci studenci, którzy zostali wynagrodzeni hojnie, powinni z większym zaangażowaniem tłumaczyć jak świetnie się bawili. I odwrotnie. Ci z mizerną gratyfikacją powinni narzekać i marudzić. Wynik doświadczenia był jednak dokładnie odwrotny.

Wyjaśnieniem jest właśnie dysonans poznawczy, który, wywołuje nieprzyjemne uczucie, podważa naszą opinię o sobie samym i w ten sposób mobilizuje, by szukać w naszych doświadczeniach argumentów, utwierdzających nas w przekonaniu, że mamy rację. To właśnie dlatego palacze, widząc skutki palenia papierosów i tak będą twierdzić, że trzeba na coś umrzeć, a złodziej, gdy dręczą go wyrzuty sumienia, będzie się trzymał opinii, że wszyscy kradną.

A co to ma wspólnego z rodzicami i 500+?

Podobnej próbie naukowcy poddali rodziców. Podzielili ich na dwie grupy. Część z nich dostała informacje o konsekwencjach rodzicielstwa, o jego trudach i wyzwaniach, o nieprzespanych nocach i kosztach finansowych, o braku czasu dla siebie. Drugiej — wyjaśniono dodatkowo, że choć rodzicielstwo wiąże się z kosztami, to mogą również liczyć na gratyfikacje takie jak wsparcie państwa, zabezpieczenie na starość.

Wysoka cena rodzicielstwa sprawiała, że rodzice, którzy nie liczyli na dodatkowe korzyści, częściej oceniali wychowanie dziecka jako najbardziej satysfakcjonujące doświadczenie w życiu.

Argument, który przy dyskusjach o przyroście naturalnym pada niemal automatycznie o tym, że mniej dzieci, to wynik niepewnej przyszłości, braku perspektyw na przyszłość i braku pieniędzy w świetle teorii dysonansu poznawczego wydaje się mało wiarygodny. Pokazuje ona, że rodzicielstwo i odpowiednie argumenty za kolejnym dzieckiem są w każdym z nas. Warto szukać w sobie, bo z konsekwencjami każdego kolejnego dziecka zawsze będziemy mierzyć się sami. 

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: