Wyobraź sobie młodego mężczyznę, który budzi się po nocy poślubnej obok swojej ukochanej. W jego oczach jest zachwyt, wdzięczność, podziw. Ten sam mężczyzna kilka lat później budzi się ponownie. Teraz jednak otwierając oczy, podejmuje decyzję o rozwodzie. Nikt, ślubując, nie myśli jednocześnie o rozstaniu. Obie rzeczywistości są jak ogień i woda. Jednak część z nas, ostatnio coraz więcej z nas, przechodzi od żaru uczuć do kubła zimnej wody. Okazuje się, że istnieje utarta ścieżka, na którą, jeżeli wejdziemy, to zaprowadzi nas ona prosto do decyzji o zdradzie i porzuceniu rodziny. Wszystko zaczyna się od….

Nienasycenie

Jako młodzi mężczyźni, co jest zupełnie naturalne, postrzegamy małżeństwo jako coś, co należy skonsumować. Pobieramy się z określonymi założeniami, oczekiwaniami. Wspólna droga z drugim człowiekiem ma służyć do naszego rozwoju, do zmiany, do zaspokojenia potrzeb, które mamy. Mamy skłonność do skupiania się na doznaniach fizycznych. Zabiegamy o zaspokojenie emocjonalne. Będzie ono możliwe, gdy druga osoba będzie nas podziwiać, wyrażać uznanie dla naszych wysiłków i poświęcenia. Skoro się angażujemy, to przecież należy nam się za to docenianie i rekompensata. Małżeństwo i relacja z kobietą jest sposobem na leczenie zranień i kompleksów, które nosimy w sobie. Pierwotną przyczyną ciągłego nienasycenia jest brak umiejętności rezygnacji, wyrzeczenia, odmawiania sobie.

Działanie tego mechanizmu dobrze widać na przykładzie życia seksualnego. Doznania, które sprawiały przyjemność na początku znajomości, na przykład sam pocałunek, przepełniały kiedyś uniesieniem, podnieceniem. Żar ten jednak szybko gaśnie i chcemy więcej. Chcemy posunąć się dalej.

Okazuje się jednak, że żona, jako człowiek i jako kobieta, ma swoje ograniczenia, nie chce i nie potrafi dokładnie odpowiadać na nasze oczekiwania. Nie jest dostępna tak jak to sobie przed małżeństwem wyobrażaliśmy. Z czasem dostrzegamy również jej wady i słabości. Potrzeby jednak są nienasycone i popychają nas dalej. Wtedy, rodzi się…

Wykorzystanie

Za każdą relacją małżeńską stoi drugi człowiek. Gdy zaczynamy instrumentalnie traktować związek, to również w taki sam sposób podchodzimy do stojącej za nim osoby. Patrzymy na nią nie jako na kogoś, kogo obdarzamy miłością, zaufaniem, przyjaźnią, ale jako narzędzie do realizacji celów. Nieuporządkowane życie erotyczne, brak panowania nad popędem seksualnym pociągnie za sobą wykorzystanie drugiej strony jako narzędzia do zaspokojenia nienasyconych pragnień.

Wykorzystanie nie odnosi się wyłącznie do sfery seksualnej.

Wyobraź sobie, że wracasz późno z pracy. Jedyne, o czym marzysz, to odpoczynek i sen. Z ulgą stwierdzasz, że dziecko już śpi. Żona się z nim uporała. Kiedy wreszcie docierasz do łóżka, maluch nagle budzi się z płaczem. W tym momencie czujesz narastającą wściekłość. Jutro kolejny, ciężki dzień w pracy. Puszczasz więc uszczypliwą uwagę w kierunku żony, by się nim zajęła. W końcu siedzi cały dzień w domu, a ty ciężko zarabiasz na utrzymanie rodziny. Zmęczenie wywołuje brak cierpliwości. Z kolei płacz dziecka, którego nie da się opanować, może każdego wytrącić z równowagi.

A jeżeli schemat był inny?

Pogoń za karierą, przedkładanie uznania w pracy nad relacje w rodzinie, kolejna kupiona rzecz na kredyt, czyli brak panowania nad zachciankami, niesycenie popchnęło cię do wykorzystania, czyli do potraktowania żony jako niańki, a dziecka jako przedmiotu, który zaspokaja ambicje ojcowskie, który ma realizować twój porządek dnia i nocy. Oboje stają się kimś, kogo można sobie podporządkować. Ułożyć według własnego pomysłu.

Nienasycenie i wykorzystywanie są wynikiem życia w sferze marzeń. Któż z nas ojców nie stwierdził w duchu i publicznie: Nie tak wyobrażałem sobie małżeństwo i rodzinę? Wykorzystywanie zaczyna się, gdy próbujemy iść w niewłaściwą stronę. Oczekujemy, że rzeczywistość dostosuje się do naszych marzeń i wyobrażeń. Gdy nie zechcemy zrezygnować z siebie, to dochodzimy do wniosku, że wystarczy, tylko by ten najbliższy się ugiął, podporządkował, a dostaniem to, na czym nam tak bardzo zależy. A przecież zależy nam nie tylko dla naszego komfortu. Cały czas wierzymy, że walczymy o dobro całej rodziny.

Chciwość

Nie jesteśmy w stanie zdobyć wszystkiego. Z takim stwierdzeniem łatwo się zgodzić, ale zastosować go w życiu zdecydowanie trudniej. Zachcianek i potrzeb nie jesteśmy w stanie zaspokoić. Każdy bodziec działa na chwilę, do czasu. Nowy samochodów, podwyżka, awans zachwycają i są spełnieniem marzeń, ale ich czar szybko mija. Chcemy więcej. By to wszystko osiągnąć, trzeba ciężko pracować. Każdy ojciec, który dba o rodzinę, powinien ciężko pracować i dawać z siebie wszystko. Za każdą zdobytą górą jest kolejna wyższa, która — jak nam się wydaje — lepiej wypełni nasze nienasycenia. Wystarczy tylko, że dzieci i żona dostosują się, zmienią, tak by ułatwić nam działanie. Dają nam więcej czasu, mniej będą zawracać nam głowę, pozwolą skorzystać z zasłużonego odpoczynku. Jeszce tylko trochę, jeszcze jedno zlecenie, jedno wyzwanie, jeden szczebel na drabinie rozwoju zawodowego.

Spotkałeś może ojców, którzy lubią błyszczeć wśród znajomych? Potrzebują do tego odpowiednio ułożonych dzieci. Takich, które są inteligentniejsze od innych, więcej potrafią, uczestniczą w kolejnych zajęciach pozalekcyjnych. Pozwalają spełnić ojcowskie marzenia. Gdy dziecko nie pasuje do takiej wizji, to trzeba go docisnąć, powiedzieć, że da sobie radę, że może być najlepsze, że świat stoi przed nim otworem. Wystarczy, tylko by dało z siebie więcej.

Podporządkowanie innych działa jednak do czasu i zwykle wygląda inaczej, niż byśmy chcieli. A wtedy rodzi się w nas…

Gniew

Każdy kiedyś dostrzega, że schemat kolejnych potrzeb oraz nowych sposobów ich zaspokojenia za pomocą najbliższych jest niekończącą się pętlą. Pragnień, które nas męczą, nie da się zaspokoić i uciszyć. To, czego pożądamy, w dalszym ciągu pozostaje nieuchwytne. Pętla chciwości jest rozkręcona do tego stopnia, że tracimy nad nią panowanie. Podajemy się emocjom, pod których wpływem działamy w sposób nieopanowany. Ojciec, który jeszcze kilka lat temu rozpuszczał się w zachwycie nad kołyską, z dumą przecinał pępowinę, dziś czeka tylko na chwilę, by wyrwać się z domu. Z niechęcią do niego też wraca, bo myśl o spotkaniu z „bliskimi” sprawia mu ból.

Gniew powinniśmy jednak rozumieć głębiej. To nie będzie tylko nasze wkurzenie na dziecko, gdy rozbije szklankę. To jest noszenie w sobie pragnienia rewanżu, ciągłe obwinianie najbliższych za swoje niepowodzenia, pielęgnowanie doznanej krzywdy. To on skłania nas do pierwszej ucieczki, którą jest…

Smutek

Zaczynamy marzyć o rzeczywistości, której doświadczaliśmy w czasie, gdy byliśmy jeszcze wolni. Wspominamy chwile za nim związaliśmy się z drugą osobą. Małżeństwo staje się więzieniem, a przez kraty wpatrujemy się w przeszłość, którą idealizujemy. Tęsknimy za tym, co było. Idealizujemy doświadczenia, które … gdybyśmy tylko nie pozwolili im odpłynąć, gdybyśmy się nie zdecydowali na stały związek … dałyby nam spełnienie, za którym tak gonimy. Gniew na innych za to, że nie pasują do naszej wizji, nie są w stanie spełnić naszych marzeń i pragnień, z czasem się wypala, a jego miejsce zastępuje smutek i rozczarowanie. Rezygnujemy, odpuszczamy sobie. Przestajemy walczyć, w przekonaniu, że i tak nic się nie zmieni, nie warto się angażować. Jeżeli nie warto się starać, to lepiej dać sobie spokój. Lepiej zacząć od nowa, a do tego potrzebna jest..

Ucieczka

W tym momencie dojrzewa w nas myśl, że poza małżeństwem, poza wyborem, którego kiedyś dokonaliśmy, jesteśmy w stanie się zrealizować. To jest ten poranek, w którym mąż budzi się, a myśl o rozwodzie jest tak realna i prawdziwa jak kiedyś przysięga małżeńska. Nadchodzi najwyższy czas na podjęcie jedynej, właściwej decyzji o porzuceniu rodziny. To poza domem, który do tej pory budowaliśmy, istnieje świat prosty, bezproblemowy, w którym będziemy mogli się wreszcie spełnić. To tam są w stanie nas docenić.

Na tym etapie mamy do wyboru dwie ścieżki.

Część mężczyzn, których dotychczasowe doświadczenia jeszcze nie nauczyły wszystkiego, angażują się ponownie w nowe małżeństwo i w nową pętlę nienasyconych pragnień, wykorzystania i chciwości. Nie bez powodu ukuto powiedzenie, zgodnie z którym nowa żona do małżeństwa wnosi wady poprzedniej i swoje. Pozorna ucieczka w takie same błędy sprowadza jeszcze większe rozczarowanie i smutek. A te popychają do kolejnej ucieczki.

Drugą ścieżką jest porzucenie dotychczasowego sposobu życia. Jak to zrobić?

Na to pytanie odpowiedział Ewagriusz z Pontu, który stworzył powyższy schemat już w IV wieku. Jeżeli chcemy opuścić tę równię pochyłą, nie powinniśmy skupiać się na aktualny etapie, w którym jesteśmy, ale cofnąć się o krok.

Jeżeli więc dopada nas smutek, to skupiamy się na gniewie. Gniew natomiast możemy opanować jedynie, powstrzymując chciwość. Przed nią uchroni nas zaprzestanie wykorzystywania innych. Zrobimy to, gdy zaczniemy odmawiać sobie i panować nad zachciankami.

Jedynie powrót do początków i ćwiczenie w panowaniu nad swoimi oczekiwaniami i pragnieniami, ich poskramianie, pozwoli nam urealnić sposób, w jaki patrzymy na swoich najbliższych. Panując nad sobą, pokonamy największego wroga, z którym przyszło nam walczyć.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: