fbpx

Imieniny u cioci. Dorośli siedzą przy stole zajęci sobą. Dzieci do tej pory bawiły się same, ale zaczynają coraz częściej kręcić się przy stole jak wygłodniałe muchy. Co chwilę ktoś je przepędza. Jedna jest szczególnie uciążliwa: wiesza się na rękach, głośno protestuje, wdrapuje się na kolana. Odganianie nie działa. Matka poddaje się. Przez zaciśnięte zęby rzuca tylko: „Ostatni raz ci ustępuję!”. Jak ślimak, który odgraża się ciągnącej za nim skorupie. Jakby tego było mało, matka (lub ojciec) słyszy wypowiedzianą na głos lub w myślach dobrą radę: „Nie powinnaś (nie powinieneś) ustępować, bo ci wejdzie na głowę!”.

Czemuż rodzicielstwo nie jest takie proste, jak te rodzinne porady?

Co to znaczy być rozwydrzonym?

Do tak zwanego rozwydrzenia prowadzi wiele dróg. My zajmiemy się jedną z nich. Najpierw jednak ustalmy, co ono oznacza.

Rozwydrzony to inaczej:

  • rozpieszczony, czyli taki, któremu rodzice okazują zbyt dużo czułości;
  • rozpuszczony, ktoś, kto nie stosuje się do obowiązujących reguł;
  • rozzuchwalony, czyli taki, który jest w stanie posunąć się w swoim zachowaniu znacznie dalej niż inni;
  • zepsuty, to dziecko, które zostało wychowanie w niewłaściwy sposób.

Oznacza ono więc sytuację, w której nadmiar uwagi, zainteresowania oraz ustępliwość opiekunów doprowadzają dziecko do przekonania, że może otrzymywać więcej niż inni, lekceważąc przy tym obowiązujące zasady.

W tej scence, którą opisałem na początku, ścierają się dwa podejścia do wychowania. Udzielający rad ciocie i wujkowie reprezentują stanowisko, w którym dziecko było zawsze na końcu rodzinnego ogona. Miało z góry określone miejsce w rodzinnym stadzie. Wychowanie polegało na oddziaływaniu na nie zestawem uznanych przez społeczność i akceptowanych przez nią reguł. Jedną z nich był między innymi zakaz przeszkadzania dorosłym podczas rozmowy.

Matka prezentuje podejście, które powstało w opozycji do tego tradycyjnego. Dziecko (jak każdy człowiek) ma potrzeby i ma prawo je wyrażać. Wcześniej takich przywilejów nie miało (nie miała ich też sama matka, bo wychowała się według startego podejścia). Teraz, w ramach zadośćuczynienia, należy postawić je w centrum. I tak wahadło wychowania przechyliło się z jednego skrajnego położenia, w drugie.

Postawienie dziecka na rodzinnym piedestale ma swoje negatywne konsekwencje. Jeżeli skupiamy się na nim, to jednocześnie zapominamy o sobie. Gdy musimy wybierać pomiędzy własnymi, rodzicielskimi potrzebami, a tymi, które ma dziecko, uważamy, że powinniśmy postawić na te drugie. Wtedy też zaniedbujemy własne.

Dziecko, ponieważ jest jeszcze niedojrzałe, nie potrafi jasno i czytelnie wyrażać czego potrzebuje. Jest świadome, że coś chce, że go coś gryzie i rodzice są mu potrzebni. Powodów, dla których dziecko zakłóca święto cioci, może być kilka: nuda, zniecierpliwienie, potrzeba zauważenia, głód, lęk, ból ucha i tak dalej. Maluch wyraża się jednak w specyficzny dla siebie i dla swojego wieku sposób. Jak to robić, by inni zrozumieli, będzie się dopiero uczyć i obserwuje w tym celu dorosłych.

Co jednak widzi w swoim otoczeniu?

Rodziców, którzy swoje potrzeby odsuwają na bok (mama przerywa rozmowę i odchodzi od stołu). Zawsze jest to strategia, która sprowadza na nas niebezpieczeństwo.

Potrzeby, których nie zaspokoimy, odezwą się w takiej lub innej formie na przykład:

  •  irytacją (Zawsze mi musisz przerywać, gdy rozmawiam z innymi!);
  • przemęczeniem (Wychowanie jest ponad moje siły i nie mam chwili dla siebie.);
  • rozdrażnieniem (To twoje ciągłe marudzenie doprowadza mnie do szału!);
  • niekontrolowaną agresją (Jeżeli nie przestaniesz, to zaczniemy rozmawiać inaczej!).

Dziecko żąda od rodziców coraz więcej, ponieważ to, co otrzymuje, nie trafia w jego potrzeby. Nie zaspokaja ich. Jednocześnie rodzice idą na taki układ, licząc, że strategia, którą przyjęli, da wyczekiwane owoce. Obie strony z czasem dochodzą do wniosków, które podważają ich poczucie wartości. Dziecko zaczyna wierzyć, że jest z nim coś nie tak, skoro dostając tak wiele, dalej nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań. Rodzice natomiast stwierdzają, że nie nadają się do tej roli, że nie potrafią poradzić sobie z dzieckiem.

W takiej sytuacji rada „Nie powinnaś ustępować, bo ci wejdzie na głowę!” jest jak zwrócenie komuś publicznie uwagi, że ma rozpięty rozporek w spodniach lub resztki jedzenia między zębami.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: