fbpx

Realizacja planów wynikających z misji, to nie jest tylko marsz ku świetlanej przyszłości. Na tym się faktycznie koncentrujemy i do tego dążymy. Ta nasza determinacja ma jednak swoją ciemną stronę, która ujawnia się wcześniej lub później. Nawet chyba wcześniej niż później. Od tego, jak się do niej odniesiemy, zależy nasz sukces. Więcej nawet, to jest kluczowy moment, w którym wiele osób ponosi porażkę.


W artykule znajdziesz między innymi:

  1. Zakład Ubezpieczeń Społecznych „hurtowo” odmawia młodym matkom zasiłków macierzyńskich.
  2. Działalność Państwa nastawiona jest jedynie na bieżące korzyści polityczne, a faktycznie przynosi sporo strat finansowych.
  3. Dyskusje na temat znikomej efektywności socjalnej Państwa prowadzone są już od wielu lat, ale ma to niewielkie przełożenie na rzeczywistość.
  4. Nasza odpowiedzialność sprowadza się do tego co robimy dziś i jutro, a nie do teoretycznego rozważania, co może przynieść przyszłość. Ona i tak będzie wyglądała inaczej, niż nam się dziś wydaje.
  5. Patriotyzm, którego wyrazem jest nasze zaangażowanie w codzienność, ma moralną przewagę nad stawianiem pomników.

Niemiłe zderzenie z rzeczywistością, czyli ZUS-em

Najpierw o tych nieprzyjemnych aspektach. W związku z pojawieniem się naszego ostatniego dziecka czyli Zuzi, wystąpiliśmy do naszej ostoi socjalizmu czyli do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych z wnioskiem o przyznanie zasiłku macierzyńskiego. Podstawą miało być ubezpieczenie w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Cztery lata temu, kiedy ubiegaliśmy się o takie świadczenie, nie było z jego uzyskaniem najmniejszego problemu. Skorzystaliśmy na tym, bo był to jeszcze czas, w którym czas opłacania składki nie miał znaczenia. Teraz obowiązujące przepisy są inne. Ku naszemu zaskoczeniu, zmieniło się również traktowanie przedsiębiorców, a dokładnie kobiet, które łączą wychowanie dzieci z prowadzeniem działalności gospodarczej. Na niekorzyść oczywiście.

Decyzja na poziomie decyzji urzędnika zaboru sowieckiego

Po upływie prawie miesiąca, czyli ustawowego czasu na wydanie decyzji i po kilku wątpliwej jakości telefonach z żądaniem uzupełnienia różnych dokumentów księgowych, wydana została decyzja. Treść przesłanego dokumentu przeraziła mnie w swojej formie. Po raz pierwszy czytałem dokument napisany przez urzędnika państwowego, w którym posuwał się on do pomówień, oskarżeń i wyciąganiem wniosków na podstawie przyjętej przez siebie hipotezy. Miałem wrażenie, że czytam archiwalny dokument z czasów głębokiego socjalizmu. Zostaliśmy — moja żona i ja, bo również ja zostałe w nim w(-y)spomniany —  posądzeni o chęć wyłudzenia, życie na koszt państwa, kombinatorstwo, stronnicze wykorzystywanie własnej wiedzy i umiejętności (po to żeby osiągać wcześniej wymienione korzyści). Dosłownie! A do tego przy okazji dowiedziałem się jak się powinno prowadzić działalność gospodarczą. Poinformował mnie o tym urzędnik państwowy, którego pensja i wątpliwej jakości praca, finansowana jest z podatków, które płacę jako przedsiębiorca i płaci(-ła) je moja żona (ostatecznie zrezygnowała z prowadzenia firmy).

Nie nasze małpy, nie nasz cyrk

Po długich rozmowach podjęliśmy decyzję, że nie będziemy się od tej decyzji odwoływać. Wynik postępowania sądowego nie był jednoznaczny więc również moglibyśmy na tym stracić, a co ważniejsze, nie to jest naszym celem. To, czym chcemy się na co dzień zajmować, to jest nasza rodzina i wynikające z tego obowiązki. A ostatnio jest ich bardzo dużo. Tyle, że nie mamy już miejsca na użeranie się z ludzką głupotą i bezdusznością aparatu państwowego. Przyjęliśmy więc negatywne konsekwencje i przełknęliśmy porażkę.

Strzelanie na oślep

Jeszcze wrócę na chwilę do sposobu, w jaki Państwo traktuje matki, które łączą prowadzenie firmy z wychowaniem dzieci. Na Facebooku możecie znaleźć protest przeciwko postępowaniu ZUS wobec takich osób. Wiele z nich opisuje argumenty, którymi posługuje się ta instytucja, kwestionując prawo do zasiłku macierzyńskiego. Są one do siebie prawie zawsze bardzo podobne. Wygląda to więc w taki sposób, że zespół prawników przygotował ogólne wytyczne dla oddziałów ZUS, którymi posługują się pracownicy w takich sytuacjach. Mają listę argumentów, którymi walą na oślep. Są dobrze przygotowane więc w sporej części przypadków kończy się to sukcesem. Sukces tutaj należy rozumieć tylko i wyłącznie jako odmowę prawa do zasiłku. Finansowo państwo jest na tym stratne. A! I politycznie jeszcze zyskuje. Potem minister możne pochwalić się skutecznością „uszczelniania systemu”.

Państwo jest na tym stratne

Równolegle do prawa do zasiłku macierzyńskiego przyznawane jest świadczenie rodzinne. Jego wysokość to tysiąc złotych, a wypłacane jest tym rodzinom, którym nie przysługuje zasiłek (tzw. kosiniakowe). W naszym przypadku korzyści finansowe z jednego bądź drugiego świadczenia byłyby podobne. Jeżeli uwzględnimy konieczność dobrowolnego ubezpieczenia w NFZ (tego nie mamy tracąc prawo do zasiłku macierzyńskiego), to w praktyce będzie to przelewanie pieniędzy z jednej instytucji do drugiej za pośrednictwem prywatnego konta. Nic na tym nie traci moja rodzina. Zyskujemy tylko trochę mniej.

Przeciętnie wypłacany w 2018 r. zasiłek macierzyński to 2.230 zł. Jeżeli więc zostanie wykluczonych z tego świadczenia część osób, to Państwo „oszczędza” na tym 1.230 zł (odejmujemy świadczenie rodzinne). W dalszym ciągu ktoś jednak cały ten represyjny aparat musi obsługiwać. Do tego wiele osób, od tej decyzji się odwołuje do sądu. Proces trwa kilka lub kilkanaście miesięcy. Bez względu na wynik koszty postępowania ponosi Państwo. I jestem prawie pewien, że przekraczają one 14.760 zł (1.230 zł x 12 mies.). Do tego dochodzi ponownie praca urzędników ZUS. Przy decyzji korzystnej dla matki, budżet państwa wypłaca zaległe świadczenie z odsetkami.

Jak to moralnie ugryźć?

Wielu z was może powiedzieć i pewnie tak powie, że Państwo nic nie daje, bo wcześniej musi zabrać. Ja zgadzam się z tym i podpisuję się pod tym. W końcu jestem ekonomistą i przedsiębiorcą z wykształcenia i z zawodu. Odkąd jednak skończyłem studia, to poza byciem ekonomistą, stałem się również realistą. Nad argumentem o zabieraniu i dawaniu prowadziliśmy akademickie dyskusje już w poprzednim stuleciu. Wtedy właśnie studiowałem. Od tego czasu minęło dwadzieścia lat i wiele już wyborów rządowych i samorządowych. Dyskusja trwa, a ja w tym czasie założyłem rodzinę, prowadzę firmę od kilkunastu lat i wychowuję sześcioro dzieci. Rzeczywistość jest taka i jeszcze długo taka będzie, że Państwo zawsze zabiera i udaje że daje, bo potrzebuje podzielić się z tymi, którzy aktualnie popierają rządzących. Od twojej zaradności zależy, czy skorzysta na tym twoja rodzina.

W tej dyskusji pada więc kolejny argument: za takie podejście przyjdzie zapłacić kolejnym pokoleniom. I też się z tym zgadzam. Przyjdzie. Tylko, że nasze pokolenie też płaci za błędy poprzedniego i z takim obciążeniem żyjemy. Do tego, by zaczęli płacić, to jeszcze powinni dożyć albo w ogóle istnieć. A zapowiada się, że z tych przyszłych pokoleń — przynajmniej w naszym Państwie — zostanie niewiele. Ta dyskusja przypomniała mi stwierdzenie Johna Maynard Keynes (angielski ekonomista urodzony jeszcze w XIX wieku, twórca jednej z dwu wiodących XX-wiecznych teorii makroekonomicznych): „Przecież ta długa perspektywa prowadzi nas na manowce. Na dłuższą metę wszyscy będziemy martwi. Ekonomiści za bardzo ułatwili sobie robotę, nie bardzo użyteczną zresztą, skoro w burzliwych czasach potrafią nam powiedzieć jedynie tyle, że kiedy sztorm przeminie, powierzchnia morza znów będzie płaska.”

Co to ma wspólnego z misją?

Misja daje nam w życiu bardzo konkretny punkt odniesienia. Dzięki niemu jesteśmy również w stanie spojrzeć na naszą codzienność z określonej perspektywy. Po to właśnie ona jest. Byśmy się nie pogubili w codzienności lub — jeśli się pogubimy — wrócili na wyznaczony kierunek. Idąc tą drogą powinieneś mieć świadomość, że czasem — patrząc w niebo — wdepniesz niechcący w gówno. Coś pójdzie nie tak, coś będzie niezgodne z planami, komuś się nie będzie podobało, to co robisz, ktoś będzie walczył przeciw tobie, bo tak, dla jakieś niejasnej zasady. Dźwigając patyk za jeden koniec trzeba mieć świadomość, że równocześnie dźwiga się drugi. Wolność wyboru polega jednak na tym, że pomimo przeciwności trwasz w swojej decyzji. „Pomiędzy bodźcem, a odpowiedzią na niego jest przestrzeń”, w której decydujesz o rekacji na określone okoliczności. I nie chodzi mi tu tylko o świadomość, że przeciwności kiedyś miną. Pewnie miną, ale w ich miejsce pojawią się nowe, inne i jeszcze trudniejsze, bo im dalej w las tym trudniej iść. Chodzi o przeświadczenie, że to co robię jest słuszne i „byle gówno” nie będzie zmieniało moich decyzji. Podam przykład, który uświadomił mi tą różnicę.

Wychowanie dzieci to spore obciążenie, do tego dochodzą różne przeciwności, jak te, o których wyżej pisałem. Przyjęcie strategii na przetrwanie, to znaczy, wmawianie sobie, że kiedyś to minie, nic mi nie da. Rzeczywiście kiedyś minie czas wzmożonych obowiązków i obciążenia odpowiedzialnością za dzieci. Tylko wraz z nimi odejdą też moje dzieci. Będę czekał i stracę najlepsze lata z maluchami, z ich dorastaniem, dojrzewaniem i usamodzielnianiem się. Ja potrzebuję dziś patrzeć na rzeczywistość przez różowe okulary, cieszyć się nią, przeżywać w pełni każdy dzień. Nie chcę, by byle gówno, w które przypadkiem wdepnąłem, odebrało mi to, czemu chcę się poświęcić.


P.S. Pierwotnie chciałem porównać tą oszczędność na świadczeniach, które „udaje się” się wygospodarować urzędnikom, do kwot wydawanych równolegle na „ławki niepodległości„. Jedna kosztuje ok. 50 tys. zł i jest finansowana z publicznych pieniędzy (krajowych i samorządowych). To zestawienie byłoby jednak zbyt banalne.

Przedsięwzięcie Ministerstwa Obrony Narodowej służy upamiętnieniu 100 lat niepodległości. Rozumiem to jako wyraz patriotyzmu i chęć uczczenia ludzi, którzy za wolność Polski oddali swoje życie. Dla mnie patriotyzm jednak, to nie stawianie pomników, a działanie. Jest nim między innymi wychowywanie młodych ludzi, którzy będą dbali o mój kraj, kiedy mnie już nie będzie. I z pewnością nie będzie już wtedy ławek za kilka milionów złotych, które już teraz niszczeją i rdzewieją.

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *