fbpx

Wybraliśmy się tego lata grupą pięciu ojców na męską wyprawę w góry. Wyprawa odbyła się razem z dziećmi. Przez dwa dni maszerowaliśmy po górach, a nocowaliśmy pod namiotami i w hamakach. Wieczorem na campingu trafiła nam się …. sauna. Tak! Też nas to zdziwiło. A to w niej, podczas rozmowy, pękła moja bańka wyobrażeń na temat ojcostwa. Uświadomiłem sobie, że wokół mnie jest pełno Piotrusiów Panów i niewielu mężczyzn.

Sauna budowała klimat od chwili, w której nam ją przedstawiono. Drewniany domek, lekko przechylony na jedną stronę. Do środka wchodziło się przez ciasne drzwi, które skrzypieniem oznajmiały wszystkim dookoła, że ten przybytek działa. Duszą był blaszany piec, obłożony kamieniami, zasilany z zewnątrz przez okrągłe drzwiczki. Przypominał małą łódź podwodną. Paliło się w nim oczywiście drewnem z lasu, którego dookoła było mnóstwo.

Światło zapewniały małe świeczki w dwóch luksferach. Nikłe płomyki przed podmuchami wiatru zabezpieczały dwie puszki po piwie marki Żywiec, które obiecywały wygraną w wysokości 10 tys. zł.

Całość przykrywała blacha falista, trochę pomalowana, a trochę popaćkana czymś, co miało uszczelnić nieszczelności.

Za domkiem kilkanaście metrów niżej płynął górski strumień. To w nim należało się schłodzić po rozgrzaniu w saunie.

Postanowiłem skorzystać z tych niecodziennych przyjemności, ale po zmroku. Zaraz po zjedzonej kolacji, którą zasiliła konserwa turystyczna i po tym, jak powiesiłem hamaki.

Kiedy wszedłem do niej w środku były już trzy osoby. Migoczące płomienie świec, ciepło i zapach miętowych witek, zachęcał do rozmowy. Szybko się więc rozkręciliśmy i podzieliliśmy celem naszej podróży: męska wyprawa z dziećmi. Najpierw wyczuliśmy zdziwienie, potem niedowierzanie, a na końcu lekką kpinę. Trzeba było powtórzyć i przekonać, że my tak na poważnie. Wtedy padło zdanie, które utkwiło mi w pamięci: Moja by mnie nie puściła na coś takiego.

Ta reakcja przypomniała mi komentarz, który kiedyś przeczytałem na Facebooku. Napisała go matka pod moim wpisem, zgodnie z którym skłonność ojca do podejmowania ryzyka stanowi ważny element wychowania dzieci. Podsumowanie było mniej więcej takie: mój mąż lubi wystawiać dziecko na próbę, dopóki coś się nie stanie. Jak dziecko sobie strzaska kolano, to wtedy matka musi pocieszać.

Bańka, która wtedy pękła to świadomość, że wokół mnie jest mnóstwo ojców, którzy nie są mężczyznami. Wydaje im się, że pielęgnują swoją męskość, ale są ciągle Piotrusiami, którzy żyją w świecie swojej wyobraźni. Skupiają się na sobie i swoich potrzebach. Budują marzenia, których nie muszą spełniać.

Jedną z cech prawdziwego mężczyzny jest odpowiedzialność. Prawdziwego, czyli takiego, jakim chcą być mężczyźni. Bohatera, który pociąga ich w filmach i powieściach. Ten, o którym śnili, kiedy dorastali, czytając książki dla chłopców.

Jeżeli kobieta, z którą żyjesz, nie jest w stanie bez zmrużenia oka powierzyć ci swojego największego skarbu, dziecka, które nosiła przez 9 miesięcy pod sercem, to oznacza, że nie jesteś prawdziwym mężczyzną, ale chłopcem.

Odpowiedzialność to przyjmowanie na siebie konsekwencji zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Budujesz ją codziennie i tylko codziennie.

A jak?

Robisz to, gdy bierzesz na siebie wszystkie, zarówno te dobre, jak i obciążające strony wychowania dzieci. Jesteś przy nich, kiedy płaczą po nocach. Bierzesz urlop, gdy chorują, choćby to miało przekreślić twój najlepszy kontrakt w tym roku. Klniesz cicho pod nosem po to, by za chwilę z uśmiechem i wyrozumiałością przebierać po raz kolejny obsraną pieluchę. A kiedy już przewracasz się ze zmęczenia po cały dniu pracy, to wkładasz brudne naczynia do zmywarki, przecierasz rękawem stół i zapraszasz żonę na kolację. Możesz ją wtedy przygotować swoim niesamowitym nożem myśliwskim, który kupiłeś na męskie wyprawy z kolegami.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Share:

Leave a Reply