fbpx

Jest taki postulat: mąż i żona powinni dzielić się odpowiedzialnością za rodzinę i dzieci. To założenie ma zmienić tradycyjny model rodziny na taki, który odpowiada współczesnym wyzwaniom. Jest to wizja utopijna, której realizacja skazuje małżeństwa na kilka kompromisów. Tym samym nie rozwiązuje problemu, z którym mierzą się małżeństw: jak zapewnić trwałość związku?


Wyobraź sobie oddział żołnierzy. Mamy w nim (co jest dla każdego oczywiste i z czym się nie dyskutuje) przywódcę oraz szeregowych żołnierzy. Ci drudzy wykonują powierzone im zadania, które w całość koordynuje jedna, wybrana do tego osoba. Skuteczność takiego łączenia zależy od umiejętności tego, który przewodzi. By ją sobie zapewnić, może część zadań powierzyć swojemu zastępcy. Załóżmy, że będzie to nadzór nad zaopatrzeniem w żywność. Jeden z wybranych żołnierzy będzie dbał o to, by inni mieli co jeść.

Czy możemy powiedzieć w takiej sytuacji, że dowódca podzielił się swoją odpowiedzialnością za drużynę z zastępcą? Nie. Jeżeli pomocnik zawali i oddział będzie głodny, to w dalszym ciągu dowódca jest za to odpowiedzialny. Podzielił się odpowiedzialnością za część obowiązków, ale jej nie scedował. Nie będzie musiał oczywiście pilnować, by każdy z jego podwładnych miał co rano chleb do śniadania. Będzie się jednak upewniał, że ten obszar funkcjonuje tak, jak powinien.

Odpowiedzialności nie da się podzielić i przenieść na drugą osobę. Rozdzielić można jedynie obowiązki.

W historii ludzkości nikt nie wpadł na to, by dzielić odpowiedzialność za królestwo, oddział, armię pomiędzy kilkoro ludzi. Jest to nieskuteczne i wcześniej lub później prowadzi do konfliktów i rozpadu. Mamy co prawda demokrację, ale również w niej jest prezydent i osoba, która przewodzi w parlamencie. Kogoś, kogo można bezpośrednio powiązać z odpowiedzialnością za całość. Demokracja to również … no właśnie … kompromis pomiędzy równością a skutecznością kierowania państwem.

Konsekwencją tego kompromisu jest właśnie niezrealizowana w stu procentach równość (ten, który sprawuje władzę jest uprzywilejowany względem innych) i mniejsza skuteczność władzy (na przykład w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa).

W małżeństwie jednak mamy dwie osoby. Jeżeli więc przyjmiemy, że analogia z dowodzeniem jest słuszna, to należałoby wyciągnąć wniosek, że małżeństwo jest wymysłem nieefektywnym organizacyjnie. Gdy dodamy do tego jeszcze zmiany, zgodnie z którymi kobieta i mężczyzna uczestniczą na równi w życiu społecznym i zawodowym, to staje się ono instytucją nieadekwatną do współczesnego świata. Archaizmem, którego należy porzucić, co zresztą się dzieje. Rośnie bardzo szybko liczba par, które już nie ślubują sobie wierności, a te, które to robią, nie dotrzymują przysięgi.

Trwałość związku małżeńskiego, jak również jego skuteczność w realizacji zadań, do którego został on utworzony (jest nim założenie rodziny i wychowanie dzieci) należy rozpatrywać z punktu widzenia religijnego.

W Biblii mamy takie zdanie: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem”. (Mt 19, 5). Spojrzenie na małżeństwo z takiego punktu widzenia pokazuje, że sukces małżeński zapewnia nie dzielenie, ale jednoczenie.

Trwałość jest konsekwencją pracy nad relacjami, które łączą kobietę i mężczyznę, a nie jest wynikiem sprawiedliwego podziału odpowiedzialności.

Wizja małżeństwa poprzez sprawiedliwy podział nie jest oczywiście ślepym zaułkiem i da się w ten sposób budować, ale… Budowanie to nie będzie trwałe. Będzie ocierało się o pytania, na które nie da się odpowiedzieć (na przykład: Dlaczego kobieta ponosi trud i ryzyko urodzenia dziecka?). Początkiem małżeństwa jest jedność dwóch osób: kobiety i mężczyzny. Taka, w której działają one jak jedna osoba.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Share:

Leave a Reply