Nie tak cię wychowałem! 4 przyczyny porażki w wychowaniu.

grayscale photo of man sitting
Photo by Download a pic Donate a buck! ^ on Pexels.com

„Pod zegarem tym w mojej fabryce starej co rok ponad plan normy wyrabiałem. Teraz trzeba się wypruć, by rodzinę utrzymać. Nie mogłem po pracy jeszcze nad nimi czuwać.

Wysoki Sądzie! Powtarzam, nie uwierzę, że mój młodszy syn, choć narkotyków sam nie bierze, sprzedaje je w mieście ludziom bardzo młodym. Przecież kiedyś wygrał w ping-ponga zawody!”1

Tak w 1995 roku śpiewał „Kazik na Żywo”. Śpiewał o patologii, o narkotykach, o przestępstwach. Większości z nas z taką skalą problemów się nie spotyka, ale czy na pewno?

Dziecko nie musi kraść, palić i mordować, byśmy stwierdzili, że ponieśliśmy porażkę w wychowaniu. Boli nas to, że nie podzielają naszego systemu wartości, że nie wierzą w Boga tak, jak byśmy chcieli. Ubierają się wyzywająco. Lekceważą naukę i obowiązki. Mają znajomych, których za sam wygląd należałoby poddać przesłuchaniu. Są w stanie z dnia na dzień wyjechać do innego kraju za pieniędzmi. Zostawić miejsce, za które kiedyś inni przelewali krew. Zlekceważyć wolność, której mieliśmy — jako naród — tak niewiele. Są niewychowani, są niekulturalni, nie szanują starszych i tak dalej. Każdy z nas mógłby stworzyć swoją listę.

By dać jeść im wszystkim, na dwie zmiany tyrałem.

Rozczarowanie dzieckiem boli dlatego, że chcemy jak najlepiej. To nie jest tak, że lekceważmy, zostawiamy bez opieki, zaniedbujemy. Gdybyśmy tak robili, to efekt byłby oczywisty. Ale nie! Kto z rodziców stwierdzi, że zawiódł, że się nie angażował, że nie było go wtedy, kiedy być powinien?

Jego brat jest we wojsku, jak Pan Bóg przykazał. Siostra starsza ma męża na medal. Siostra młodsza w tym roku kończy podstawówkę.

Dobre intencje mają również nasze dzieci. Nie rodzą się jako źli ludzie, którzy potem tylko przynoszą rodzicom zwód. Każdy z nas jest dobry i chce dobrze. Wszystkie nasze dzieci w taki właśnie sposób patrzą na siebie i na innych. Wierzymy, że tak jest, choć rzeczywistość czasem temu przeczy i fakty próbują nam pokazać coś innego.

Skoro chcemy tego samego, to dlaczego się rozjeżdżamy?

Wyjaśnień jest kilka, ale można je sprowadzić do jednego mianownika:

Patrzymy na świat i widzimy go, taki jakim chcemy go wiedzieć, a nie takim, jakim jest w rzeczywistości.

Ale po kolei…

  1. Brak zaangażowania w wychowanie. Rodzicem może zostać każdy z nas. Jedyną przeszkodą jest bezpłodność. Wychowawcą, przewodnikiem, wzorem już nie. To wymaga zaangażowania, pracy nad sobą, wyjścia poza schematy i przyzwyczajenia. Jest to ogrom wysiłku, który powinniśmy ponieść, by się stać tym, o kim zawsze marzyliśmy. Nie wystarczy dziecku powiedzieć, by nie mówiło źle o innych. Trzeba samemu tak postępować. Mówić z szacunkiem o teściowej, choć irytuje nas niemiłosiernie (Ja akurat mam świetną teściową. 😀 Na prawdę!). Nauczyć się dyskutować z „pisiorami”, „lewicową chołotą” lub „katolami” bez obrażania, z szacunkiem.
  2. Brak gotowości do rezygnacji z siebie. Jaka byłaby skuteczność przewodnika na górskich, niebezpiecznych przełęczach, gdyby jego celem było tylko jego własne bezpieczeństwo? Takie prowadzenie innych wiąże się z wystawianiem na ryzyko. Bierzemy na siebie część tego, które ma osoba idąca z nami. Ojcostwo również wystawia na takie niebezpieczeństwa. Rzadko będzie to bezpośrednie zagrożenie życia, ale konieczność rezygnacji z własnej, dobrze zapowiadającej się kariery, odpuszczenie rozwoju osobistego, utrata starych, dobrych znajomych, bo nie możemy im poświecić tyle czasu i towarzystwa, już tak. Jesteś na to gotowy?
  3. Każdy człowiek ma prawo wyboru. Sięgam pamięcią do moich nastoletnich lat, do czasów, kiedy dorastałem. Nie widzę w nich żadnego przykładu, w którym poddałbym się wychowaniu rodziców. Nie chodzi jednak o to, że nie mieli na mnie wpływu, bo mieli. Jednak wszystko, co mi przekazywali, przesiewałem przez swoje sito. Najpierw przyjmowałem jako swoje i dopiero potem wdrażałem w życie. Czasem od razu, czasem trwało to wiele lat. Sporo też odrzuciłem, bo tak chciałem. W taki właśnie sposób kształtowała się moja wolność i niezależność. Ten proces w każdy z nas wygląda tam samo. Również w naszych dzieciach. Nie jesteśmy w stanie drugiemu człowiekowi nic narzucić, jeżeli tego nie będzie chciał. Gdy mamy tak zwane posłuszne dziecko, to jeszcze gorzej dla nas. Posłuszeństwo to ukrywanie własnej niezależności. Mam wtedy do czynienia albo z bardzo dobrym maskowaniem intencji, albo z poddaniem się dominacji. Jedno i drugie jest bombą z opóźnionym zapłonem, a my widzimy dziecko takim, jakim chcemy, a nie takim, jakim ono jest.
  4. Boimy się demonów, a nie przyszłości. Gdy boimy się o dziecko, o jego przyszłość i tym, kim będzie, gdy robimy i działamy, dla jego dobra, to tylko oszukujemy samych siebie. Nikt jeszcze nie odgadł przyszłości. Możemy ją tylko stworzyć. Nasz bobas ze złotymi loczkami i różowymi policzkami wypuszcza ze swoich ustek dwa słowa: kulwa mać! My widzimy oczami wyobraźni jak za kilkanaście lat siedzi obszarpany na ławce w parku i popija coś z papierowej torebki. Włosy ma rozczochrane, wzrok nieobecny i mamrocze cały czas do siebie. Jako rodzicie, musimy nauczyć się obserwować. Gdy zaczniemy naszemu aniołkowi robić kazanie oparte o naszą czarną wizję, to rozminiemy się kompletnie z jego potrzebami. On nie wie, kto to jest menel, ale on nie wie też, co się z nimi dzieje, dlaczego tak nim „szarpie”, gdy jego brat zabiera ulubioną zabawkę. Chce, byśmy pomogli mu z tym największym na świecie problemem. Nauczyli, jak radzić sobie z bólem, a nie zagadali swój lęk przed życiem. Bo co się stanie, gdy faktycznie spotkasz swojego aniołka z gołębiami (tymi parkowymi, a nie tymi z obrazów na kościelnych sklepieniach)? Potępisz? Czy podetrzesz obrzyganą brodę i podźwigniesz z ławki?

To, co w takim momencie wybierzesz, zależy od tego, jak będziesz realizował punkt pierwszy, drugi i trzeci.

To dobry chłopak był i mało pił. Dobry chłopak był i mało pił.

Wychowanie to gorzki kawałek życia. Lekarstwa, które przyjmujemy, by się wyleczyć, nie są smaczne. Zdobycie wymarzonego szczytu górskiego wymaga litrów wylanego potu. Osiągnięcie linii maratonu to kilka godzin biegu, pokonanie tak zwanej ściany po trzydziestym kilometrze i minimum rok przygotowań. Przemoczona koszulka na plecach, systematyczne poranne treningi oraz poziom goryczy syropu na łyżeczce nie przesądzają o wyniku. Są jego częścią, ale nie dają gwarancji powodzenia.

Rozczarowanie jest związane z wychowaniem. Jeżeli będziemy przestrzegać tych czterech kroków, to będzie ono dotyczyło nas samych. Będziemy powoli, przez cały okres dorastania dziecka, smakować gorycz niespełniania oczekiwań wobec samego siebie. Możemy też wybrać inną drogę. Możemy unikać tej konfrontacji. Wtedy źródłem porażki będzie nasza niezrealizowana wizja na dziecko.

Michał Anioł Buonarroti tak powiedział o rzeźbieniu:

Nic mistrz najlepszy pomyśleć nie zdole
Poza tym, co już w marmurze spoczywa.
W pełnym zarysie i co wydobywa.
Jeno dłoń, ducha spełniająca wolę.2

Wychowanie jest takim właśnie odkrywaniem człowieka w człowieku. Nie mamy wpływu na to, co jest zaklęte w środku, ale jesteśmy w stanie wydobyć i pokazać to światu. Wziąć dłuto do ręki, a wcześniej poświęcić wiele czasu i wysiłku na naukę, i rzeźbić. Szukać, obserwować i czekać.


Jeżeli chcesz przypomnieć sobie piosenkę Kazika, to znajdziesz ją tutaj:

https://youtu.be/C1E2uH-mnJo

  1. Fragmenty piosenki:
    Wykonawca: Kazik na Żywo. Album: Porozumienie ponad podziałami
    Data wydania: 1995
    Autorzy utworu: Michał Kwiatkowski, Kazimierz Staszewski, Tomasz Goehs, Adam Burzyński, Robert Freidrich.
  2. Cytat: Anna Klubówna, Krajobraz z tęczą. Sylwetki artystów od Fidiasza do Picassa, wyd. „Książka i Wiedza”, Warszawa 1986, s. 79.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Skomentuj