fbpx

Powróciłem po długiej przerwie do jednej z książek o wychowaniu. Nie spodziewałem się, że przypomnienie jej treści będzie dla mnie aż takie odkrywcze i tak wpłynie na życie naszej dużej rodziny. Chodzi o tytuł: „Odmień nastolatka w pięć dni. Jak nauczyć pyskatego i humorzastego nastolatka szacunku i odpowiedzialności” Kevina Lemana.

Oświecenie: zacznij wychowywać sam siebie

Naszą (myślę to o sobie i o mojej żonie) naukę przebywania i obcowania z nastolatkiem rozpoczęliśmy z rozmachem. W podobnym czasie, „zupełnie bez ostrzeżenia”, pojawiły nam się w domu dwa takie przypadki. Wiedza w tym temacie okazał się być na wagę złota.

Czytam jeden z pierwszych rozdziałów stworzonych przez dr. Lemana i jakbym dostał pałką po głowie. Poprzednio, kiedy analizowałem tą książkę, treść ta mi umknęła.

Opis jednego z problemów w relacjach rodziców z nastolatkami zaczyna się od następującej listy charakterystycznych zachowań dziecka:

• ma trudności z zakończeniem tego, za co się zabiera,

• szybko poddaje się, kiedy zajęcie, którego się podjął, nie idzie po jego myśli,

• potrzebuje zachęt i bodźców, by nabrać rozpędu,

• często zmienia nastawienie do tego co robi: raz jest pełen zapału, a innym razem obojętnieje.

No jakbym czytał o swoich dzieciach! No, ale skoro autor książki ich nie zna (no bo niby jak miał poznać?) więc wytłumaczenia trafności spostrzeżenia można szukać w uniwersalnych charakterze problemów nastolatków. W tej analizie celem było zaprezentowanie zależności pomiędzy postępowaniem rodziców a trudnościami młodej osoby.

Autor sugeruje, że nasilanie się problemów, podobnych do tych z powyższej listy, jest konsekwencją „powinnościującego” postępowania rodziców. Byłem do tej pory przekonany, że nastolatek po prostu tak ma. A tu, zamiast wychowywać dziecko powinienem skupić się na naprawianiu samego siebie.

Czym cechuje się taka postawa?

Zastanów się jak często w ciągu dnia czy tygodnia mówisz sobie, że coś powinnaś lub powinieneś zrobić. Brzmieć to może tak:

• „Zdecydowanie powinienem zająć się tym w pierwszej kolejności.”

• „Nie powinnam tego robić!”

• „Powinienem być lepszy dla ludzi.”

• „Kiedy jeszcze raz zdarzy się taka sytuacja, to powinnam postąpić inaczej.”

Im więcej powinniśmy tym mniejsze mamy poczucie, że życie zależy od nas samych. Nie robimy tego, co uważamy za słuszne i ważne, ale to, czego oczekują inni. Ci inni to też zasady, którymi się kierujemy.

Skoro sami tak myślimy, to podobną postawę mimowolnie egzekwujemy od dzieci:

• „Powinieneś mieć dobre stopnie.”

• „Powinnaś mieć piątkę, skoro inni też taką ocenę otrzymali.”

• „Lepiej byłoby gdybyś poprawił tą ocenę.”

• „Powinnaś dać z siebie więcej.”

Jakie ma konsekwencje powinnościowanie?

Kiedy patrzymy na dziecko przez pryzmat tego, co powinno zrobić, to tracimy z oczu pretekst do pochwały. Koncentrujemy się jedynie na efekcie, który tak na prawdę rzadko jest możliwy do osiągnięcia. Zawsze przecież można lepiej, szybciej, dalej. Umykają nam wysiłki i starania. Dziecko zdecydowanie częściej słyszy od nas słowa niosące ładunek wyrzutu i rozczarowania niż pochwały i docenienia. Jest napominane, a nie motywowane. U nastolatka łączy się to z wyjątkowym uwrażliwieniem na krytykę. Wszelkie negatywne opinie na swój temat przyjmuje bardzo osobiście.

Taka ocena obowiązków ma również konsekwencje dla nas jako dorosłych. Jest jedną z przyczyn prokrastynacji. Tej zmory, która sprawia, że zamiast zająć się wykonywaniem tego, co ważne, odkładamy to na później. Skupiamy się na sprawach nieistotnych, a kluczowe, robimy na ostatnią chwilę albo w ogóle nie wywiązujemy się ze zobowiązania.

Źródło motywacji dla naszego działania jest poza nami, jest nam narzucone, a przez to mało atrakcyjne i nieciekawe.

Jak sobie z tym radzić?

Możemy zmierzyć się z tym na dwa sposoby.

Pierwszy, możliwy do zastosowania od zaraz, to szukanie w każdy z działań korzyści dla siebie. Zadanie sobie pytanie:

– Po co się tym zajmuję?

Oczywiście odpowiedzi:

– „…bo muszę!” lub

– „…bo powinienem” są niewystarczające.

Stwierdzenie:

– „…bo taką mam pracę i nie mam innego wyjścia” też nie jest tym rozwiązaniem, którego szukamy.

Pomóc powinno szersze spojrzenie. Może to być chęć utrzymania pracy, na której mi zależy, możliwość zdobycia nowych kompetencji, a może „święty spokój”, dzięki któremu zajmuję się innymi ważnymi dla mnie sprawami. Jest to kluczowe, bo jeżeli nie da się udzielić pozytywnej odpowiedzi, to alternatywa jest tylko jedna: „nie robić”. Nie ma sensu podejmować czynności, które nie nie niosą dla nas żadnych korzyści.

Drugie rozwiązanie, wymagające większego zaangażowania, to planowanie i organizowanie swojego życia, a w konsekwencji też każdego dnia. Zmierza ono do ustalenia priorytetów, którymi chcemy się kierować. Potem tak organizujemy każde dwadzieścia cztery godziny, by je sukcesywnie wdrażać. Do skutków ubocznych zaliczamy między innymi usunięcie ze swojego obszaru zainteresowań wszystkiego, co do wizji nie pasuje. Zaczynam koncentrować się na tych zadaniach, które realizują cele.

Inspirację do działania możemy odnaleźć tylko w nas samych, bo „nic nie muszę i nic nie powinienem, a tylko mogę chcieć.”

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *