fbpx
Wybór

Misja osobista może kojarzyć się z wyzwaniami, górnolotnymi ideami, poświęceniem. I pewnie tak to jest, bo i do tego ona służy. Na co dzień mamy jednak … codzienność i — najczęściej — zwykłą szarość dnia. To w takich właśnie sytuacjach powinniśmy testować siłę tego, w co wierzymy. Przydatność naszego planu na życie. Przekonała mnie o tym dość banalna historia.

W oczekiwaniu na ostatni dzwonek

Koniec roku szkolnego i oczekiwanie na początek wakacji, to czas trudny. O tym wie prawdopodobnie każdy rodzic, a rodzic w dużej rodzinie wie na pewno i odczuwa to boleśnie. Daje o sobie znać zmęczenie całoroczną pracą. I choć jako rodzice do szkoły nie chodzimy, to rytm pracy od wakacji do wakacji, od jednej przerwy świątecznej do kolejnej jest nam niejako narzucony odgórnie. Nie inaczej jest i w tym roku. Czekamy więc z niecierpliwością na ostatni dzwonek. Póki co jednak, poranne wstawanie do szkoły staje się coraz bardzie wymagające.

Odczuwam skutki zmęczenia

Dla mnie ten czas przynosi narastającą trudność w utrzymaniu wewnętrznej dyscypliny i obowiązkowości. To co kilka miesięcy temu przychodziło mi z łatwością, dziś wydaje się górą nie do zdobycia. Na taką właśnie przeszkodę trafiłem kilka dni temu. 

Postanowiłem kupić do pracy nowe narzędzie. Wydatek spory więc do przeanalizowania było wiele wariantów i możliwości. Do tego włączyły się emocje. Z nimi jest tak, że im silniejsze, tym trudniej nad sobą zapanować. Trudniej również, kiedy dołącza się do tego przemęczenie. ”Huśtawka”, która mi wtedy towarzyszy, jest dla mnie sporym obciążeniem. Zwyczajnie utrudnia lub wręcz uniemożliwia logiczne myślenie. Ośrodek podejmowania decyzji zamiast lokować się w głowie, wędruje gdzieś w okolice serca.

Nic w tym złego oczywiście. Ot! Naturalna reakcja organizmu. Do czasu jednak, kiedy nie stanowi podstawy do błędnych kroków. Im zmienność emocji i ich natężenia większe, tym trudniej jest nam myśleć logicznie, a tym samy również i trudniej o zdrowy rozsądek. Można sobie z tym poradzić, jeżeli będziemy mieli punkt odniesienia. Przypomina to trochę szybkie kręcenie się na trzepaku. Tracimy orientację, gdzie jest niebo, a gdzie ziemia. Wystarczy jednak uchwycić jakiś element otoczenia, a on pomoże zapanować nad bałaganem w głowie.

Bałagan w głowie

Taki bałagan również i mnie się zrobił. Zastanawiałem się czy zmienić plany na popołudnie i jechać do sklepu. Wtedy mógłbym cieszyć się już, natychmiast „obiektem pożądania”. Mogłem też złożyć zamówienie przez sklep internetowy i poczekać na przesyłkę. Wtedy planów nie musiałbym zmieniać, ale też nie zaspokoiłbym swojej — trzeba rzecz nazwać po imieniu — zachcianki. Problem w tym, że alternatywą było uczestniczenie w spotkaniu, na które zaprosił nas nasz syn. (Mieliśmy pojechać prawie całą rodziną). Wybieraliśmy się na występ chóru, w którym śpiewa.

To co oczywiste wcale nie musi takie być

Obiektywnie, na chłodno kalkulując, decyzja w przy takim wyborze jest oczywista. Sęk w tym, że na co dzień zdarzać się może i zdarza, że o taką chłodną kalkulację trudno. Wiele też zależy od temperamentu, jakim nas obdarzyła natura. Jeżeli jest on choleryczny, to bywa, że zanim zaczniemy myśleć, to już pozamiatane, bo zaczęliśmy działać.

W takich sytuacjach właśnie zadaję sobie pytanie. Która z decyzji, które mam do wyboru, skuteczniej pomoże mi zbliżyć się do realizacji moich postanowień zapisanych w misji osobistej? Nie, która z rozważanych opcji jest lepsza lub gorsza, ale która pomoże mi w tym, co chcę w życiu robić. Ja postanowiłem między innymi, że będę przykładem dla moich dzieci i będę rozwijał swoją firmę. Obie alternatywy, które miałem przed sobą, mogłem wpisać w te plany. Jednak obecność na koncercie dawała w mojej ocenie lepsze efekty. Choćby z tego powodu, że nie byłem jej w stanie odłożyć. Zakup mogłem, ale koncertu już nie. Taka analiza korzyści i strat zabrała mi trochę czasu, a ten pomógł odsunąć na bok emocje. Nic ostatecznie w planach nie zmieniłem. Wiedziałem jednak, że podjąłem decyzję, która daje mi poczucie satysfakcji. Mogłem to zrobić, bo miałem skalę, do której ją przymierzyłem.

Emocje są częścią nas samych

Chciałbym jeszcze byś zwrócił uwagę na jeden szczegół tego mojego rozważania. Odnoszenie się do misji pomaga w podejmowaniu decyzji bez ich wartościowania. Pozwala odpowiedzieć na pytanie, która z opcji lepiej wypełnia moje plany. Dlaczego to jest takie ważne? A no dlatego, że takie porównywanie i moralizowanie, gdy jesteśmy rozhuśtani emocjonalnie, zwykle jest tylko dolewaniem oliwy do ognia. Mówienie sobie, że to co akurat czuję, jest dobre lub złe, coś powinienem zrobić lub nie, bo tak wypada, u mnie budzi jedynie frustrację. Tak zwane zdroworozsądkowe myślenie na nic się zdaje i wkurza tylko.

 Nie ma emocji złych lub dobrych. Są one wyrazem tego, co dzieje się w nas i ubarwiają naszą codzienność. Błędne mogą być jedynie same decyzje, które możemy podjąć pod ich wpływem.

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *