fbpx

Kiedy próbuję sobie przypomnieć przebieg rozmów z moimi znajomymi o wychowaniu własnych dzieci, to prawie zawsze kończą się one omawianiem rodzicielskich niepowodzeń. Myślę o tych, w których byliśmy na tyle szerzy, by zbudować między nami odpowiedni poziom zaufania. Czy to oznacza, że współcześnie jesteśmy aż takimi słabymi ojcami i matkami? W końcu w czasach naszego dzieciństwa nikt nie kwestionował autorytetu naszych rodziców.

Zabawna wpadka

Zacznę od pewnej historii, która przydarzyła się w naszym domu kilka miesięcy temu. Odwiedziła nas nasza długoletnia znajoma. Byliśmy kiedyś bliskim sąsiadami. Potem wyprowadziliśmy się z mieszkania na osiedlu do domu jednorodzinnego jednak zmiana miejsca zamieszkania nie przerwała naszej znajomość. Trwała ona dalej, a z czasem przerodziła się w przyjaźń. I nie zmieniło się to również wtedy, kiedy jej małżeństwo weszło w bardzo trudny czas.

Znamy się na tyle dobrze, że zaproszona w niedzielne popołudnie weszła razem z dziećmi do naszego domu bez pukania i bez dzwonienia. Trafiła akurat na moment, kiedy kończyłem przygotowywać ciasto biszkoptowe z bitą śmietaną i galaretką. Źle zapiąłem spód formy i kiedy całość podniosłem, by włożyć do lodówki, środek wypadł na podłogę. Śmietana rozprysła się na wszystko dookoła. Całą tą sytuację okrasiłem głośnym, staropolskim: „K… m…!” Dopiero wtedy dotarło do mnie, że mamy gości. Znajoma zażartowała tylko: „Jednak nie jesteście taką idealną rodziną, jakby się mogło wydawać.”

Nie jestem idealny

Tak, nie jesteśmy idealną rodziną. Zgadzam się z tym w stu procentach. Niepowtarzalną na pewno, ale nie wyjątkową. Jeżeli przeanalizujemy dane statystyczne i najczęściej występujący w przyrodzie rozkład normalny, to łatwo przekonamy się, że w populacji rodziców dominują ci, których cechują umiejętności przeciętne. Średnie wartości — zgodnie z tą regułą — występują najczęściej, a skrajności niezwykle rzadko. Jak rozmawiam z innymi, ale i sam się też na tym łapię, to dostrzegam, że ocena naszych umiejętność jest inna. Cały czas mamy wrażenie, że czegoś nam jeszcze brakuje, że coś powinniśmy poprawić, że sobie tak dobrze nie radzimy jak inni, mamy obawy czy z naszych wysiłków wyrosną dzieci, takie jakbyśmy oczekiwali.

Skąd się to bierze?

Na zaburzony obraz rodzicielstwa wpływ ma dostęp do informacji, jaki teraz mamy. Według badań 33% korzystających z Facebooka ma obniżony nastrój i jest nieszczęśliwa. Jako przyczynę podają oni fakt, że ich codzienne życie nie wygląda tak atrakcyjnie, jak to, co oglądają w postach swoich znajomych. Chociaż większość z nas zaprzecza i stwierdza, że ma świadomość tego, że informacje na serwisach społecznościowych nie odpowiadają rzeczywistości, to jednak sama ich konsumpcja zmienia postrzeganie świata. Jest oczywiste, że nikt przed znajomymi, publicznie nie chwali się swoimi porażkami, a sukcesy koloryzuje i upięknia. W ten sposób może liczyć na przychylne komentarze, które poprawiają samopoczucie. W realu na taki poklask zdarza się niezmiernie rzadko.

Świat w krzywym zwierciadle

Do naszego „życia” na portalach społecznościowych warto dodać dostęp do różnego rodzaju wiedzy na temat wychowania. Ta również podawana jest często w formie krótkiej, atrakcyjnej i niezmiernie skutecznej: „jak w pięciu krokach zmienić swoje dziecko?”, Jak zostać idealnym rodzicem?” I tak dalej. Brzmi to prosto i prosto się czyta, jednak zmiany w życiu wcale nie zachodzą w mgnieniu oka. Wymagają czasu, pracy i wielu porażek. Z tym doświadczeniem jednak zostajemy sami.

Wszyscy jesteśmy tacy sami

Wrócimy do sceny, w której przypadkowo zdradziłem się, że zdarza mi się użyć słów, których nie chciałbym używać przy dzieciach. Możliwe to było dlatego, że … spotkaliśmy się ze sobą fizycznie. Do tego też potrzebny był długi czas znajomości, który pozwolił na naturalność i szczerość. Te całe przygotowania są po to, byśmy mogli poznać drugiego człowieka takim, jakim jest: z jego zaletami i wadami. Wtedy, porównując się, możemy stwierdzić, że jesteśmy podobni do siebie i podobne są nasze rodziny. Są niepowtarzalne, ale nie wyjątkowe, nie takie jak próbujemy je kreować w świecie wirtualnym. „Poznawanie” siebie na wzajem jest znacznie łatwiejsze w internecie. Jako dorośli zwykle jesteśmy zajęci pracą i opieką nad dziećmi. Mało mamy przestrzeni na zawieranie nowych znajomości i pogłębianie tych, które utrzymaliśmy, pomimo ciągłego zabiegania. Pomyśli ile czasu w tym tygodniu poświęciłeś na szczere rozmowy o wychowaniu dzieci, a ile na przeglądanie internetu? To zaburza nasze postrzeganie, ponieważ się tym karmimy na co dzień.

Morał

Na zakończenie przydałoby się teraz takie moralizatorskie: „Wyłącz komputer i spotkaj się z ludźmi!”. Jeżeli możesz tak zrobić, to oczywiście zrób to, ale od jednego czynu świat się nie zmieni. To co chciałbym Ci powiedzieć, to żebyś pamiętał, o tym, że Twoje porażki wychowawcze wcale nie są czymś wyjątkowym. Każdy z nas z czymś sobie radzi dobrze, a w innym zawala. Nawet w najlepszych małżeństwach ludzie się kłócą i krzyczą na swoje dzieci. Mnie też się to zdarza.

Jednak to, co nam pomaga dźwigać się i próbować dalej, to właśnie ta świadomość, że mamy prawo popełniać błędy. Są one nieodłącznym etapem naszej nauki. To nie one zabijają sukcesy, ale właśnie te nierealne, wydumane i wyczytane w internecie oczekiwania wobec samego siebie, które paraliżują nasze naturalne umiejętności.

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *