fbpx

Przejrzałem kilka artykułów poruszających tematykę konsekwencji w wychowaniu. Generalnie wniosków jednoznacznych wyciągnąć się z nich nie da, bo zdania są diametralnie rozbieżne. Po części źródło problemu tkwi w definicji. Nie dowiedziałem się więc czy jest to skuteczna metoda wychowawcza. Ja natomiast jestem przekonany, że kluczem do jej sukcesu jesteśmy my sami czyli rodzice.

Trzy rozumienia konsekwencji

Konsekwencję możemy rozumieć trojako. Jest to po pierwsze stałość i przewidywalność w postępowaniu. Jesteśmy więc konsekwentni, jeżeli przez dłuższy czas reagujemy według określonego schematu. Na przykład przed pójściem spać sprzątamy miejsce, w którym mieszkamy, codziennie wieczorem modlimy się, myjemy zęby. Innym wymiarem konsekwencji jest zgodność pomiędzy tym, co głosimy i co deklarujemy a postępowaniem. Jeżeli więc gorszy nas kłamstwo u naszych podopiecznych, to również sami takimi zasadami kierujemy się na co dzień. I to bez względu na okoliczności.

Wreszcie ostatni wymiar to reakcja na określone zachowanie. Możemy więc ustalić obowiązującą zasadę w domu, zgodnie z którą spóźnienie na obiad oznacza brak możliwości uczestniczenia w posiłku. Tutaj część autorów poruszających zagadnienie konsekwencji w wychowaniu wodrębnia te o naturalnym charakterze. Są to takie, których wystąpienie wynika z samej natury zjawiska lub postępowania. W związku z tym we wspomnianym przykładzie brak posiłku nie spełnia tego założenia, ale już ból po dotknięciu gorącego czajnika, tak. Bardziej naturalnym od zabrania talerza z jedzeniem wydaje się na przykład zjedzenie zimnego posiłku. Według części pedagogów i psychologów te naturalne mają większą siłę oddziaływania. Mają też tą zaletę, że zdejmują z nas rodziców sprawczość. Nie my jesteśmy tym złym policjantem, ale natura i zjawiska fizyczne. Łatwiej jest więc okazać wyrozumiałość, jeżeli będzie ona wychowankowi potrzebna do zmierzenia się z trudnościami.

Moje rozumienie konsekwentnego postępowania

Spróbujmy spojrzeć na to zagadnienie z perspektywy ojca.

• Umiejętność konsekwentnego postępowania,

• wymaganie od siebie zgodności pomiędzy deklaracjami a zachowaniem,

• dotrzymywanie umów,

są to cechy, którymi powinien się legitymować mężczyzna i ojciec. Jestem przekonany o tym, że to jest pierwszy krok do skuteczności wychowania. Jeżeli będzie ono naturalnym postępowaniem zakorzenionym głęboko w sercu, to pytanie, czy należy je stosować wobec dziecka, będzie zawsze pytaniem zbędnym. Zbędne będą również dywagacje o ich skuteczności. Dlaczego tak twierdzę?

Konsekwencja to umiejętność dotrzymywania umów w pierwszej kolejności z samym sobą.

To taka organizacja życia i pracy, która daje nam pewność, że jeżeli się zdeklarujemy do czegoś, to wykonamy to… chciało by się napisać „bez względu na okoliczności”. Nie o to jednak chodzi. Z uwzględnieniem okoliczności, ale na podstawie świadomie podjętej decyzji. Myślę tu jednak nie o sprawach „grubego kalibru” takich jak powiedzenie sobie, że nigdy nie zabiję, jestem wierny w to, co wierzę i tym podobne. To oczywiście też jest ważne, ale to są deklaracje, których na codzień nie mamy okazji poddawać próbie. To co decyduje o naszej wiarygodności, to są te drobne codzienne zobowiązania: postanowiłem, że będę ćwiczył, stwierdziłem, że ważny jest dla mnie kontakt z rodziną i chciałbym to wprowadzić w życie, w tym tygodniu chcę pojechać do mechanika z samochodem i go naprawić zanim kompletnie stanie i zostanę zmuszony do działania. Czy masz zaufanie do siebie samego, że to zrobisz? Czy też jest tak, że znowu zapomniałeś o samochodzie, a przypominała ci o tym czerwona lamka na desce rozdzielczej? Znów zasiedziałeś się w pracy i wieczorem nie masz kompletnie czasu i cierpliwości dla swoich dzieci? Mówisz sobie: może za te ćwiczenia się wezmę innym razem, bo teraz mam za dużo zobowiązań. Czasem słyszę też w rozmowach stwierdzenie: „Ja tak już mam!” Takie postępowanie nie jest roztargnieniem, zabieganiem, czy wynikiem trudniejszego życia. Jest przejawem niekonsekwencji i tak ma każdy. Różnica polega jednak na tym, że część z nas postanawia to zmienić.

Niekonsekwencja to nie jest to samo co wyrozumiałość

Trafiłem na takie artykuły wychowawców i psychologów, którzy przekonywali do korzyści płynących z „niekonsekwencji”. W takim ujęciu problemu mieścić ma się wyrozumiałość, wrażliwość, przychylność. Zgadzam się, że wobec kogoś, kto dopiero dorasta, poznaje siebie i świat wokół trzeba takie „taryfy ulgowe” mieć zawsze pod ręką. Jednak w dalszym ciągu powinna być to świadomie podjęta decyzja. Jeżeli więc zdeklarowałem się do tego, że wobec kradzieży będę wyciągał surowe konsekwencje, to mogę od tej deklaracji oczywiście odstąpić, uwzględniając określone okoliczności zdarzenia. Jednak, by to zrobić, muszę pamiętać, jakie to miały być następstwa. Do tego powinienem być gotowym, by je wyciągnąć. Wtedy mogę wybrać, co chcę zrobić. Nie ma wolnej decyzji, kiedy przykładowo „chlapnąłem” coś w uniesieniu przy obiedzie, ale gdy przyszło do zastosowania własnych słów w praktyce, to brakło mi zaangażowania.

Nie ma wolności wyboru, kiedy w podekscytowaniu mówię: „Do końca tygodnia masz zakaz korzystania z komputera!”, ale koło środy zapominam zupełnie, co powiedziałem. Odwoływanie się wtedy do zalet niekonsekwencji jest tylko i wyłącznie wymówką dla własnych słabości i braku pracy nad sobą.

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *