fbpx

Czy istnieje coś takiego jak cudowny poranek z dziećmi? Zwykle ta pora dnia kojarzy nam się z dużymi wyrzeczeniami, pośpiechem, zdenerwowaniem i ostatecznie spóźnieniem. Uwzględnienie w tym przedsięwzięciu jeszcze kilkoro dzieci może wydawać się wręcz przepisem na codzienną katastrofę, a przynajmniej na mały koniec świata.


Pobierz treść artykułu:

Obejrzyj komentarz do tego artykułu

Cudowny poranek działa 

Nie bez przyczyny w pierwszym zdaniu nawiązuję do książki Hala Elroda „Miracle Morning”. Książka ta należy chyba do podstawowego katalogu lektur każdego, kto choć zetknął się z pojęciem rozwoju osobistego. W niej to można znaleźć opis bardzo skutecznego sposobu na rozpoczęcie pracy nad sobą dzięki odpowiedniej organizacji początku dnia. Udany start decyduje o tym, co wydarzy się później, aż do samego wieczora. Jest więc skutecznym kluczem do zmiany. Przemiana zaczyna się od dnia, gdy do codziennej porannej praktyki włączymy czas na wyciszenie, czytanie, pracę nad tym, co dla nas ważne, ćwiczenia fizyczne oraz rozmyślania o wartościach. Próbowałem, realizuję — co prawda z różnym zaangażowaniem w ciągu roku — jednak zawsze do tej idei powracam nawet po dłuższej przerwie. Robię to z jednego tylko powodu. Ta metoda działa! W chwilach, kiedy zaczyna mi się walić organizacja i wraca poczucie braku panowania nad sobą i nad porządkiem dnia, to zwykle dochodzę do tego samego. Zaniedbałem tych kilka ważnych czynności o poranku. Źle zacząłem i potem już nie potrafię do zachodu słońca tego wyprostować i nadrobić. Codzienność zaczyna mnie przytłaczać.

Idea ideą a życie życiem

Idea takiego rozwoju jest piękna i skuteczna do chwili, gdy nie jesteśmy zmuszeni uwzględnić w niej dzieci. Wtedy właśnie zaczynają się schody. Sama realizacja zasad cudownego poranka nie jest praktyką prostą szczególnie dla tych, którzy lubią sobie pospać. Jeżeli do tego dodamy kolejną zmienną, która w żaden sposób nie chce się poddać naszym planom i oczekiwaniom, to poziom trudności sięga najwyższych szczytów górskich. I to chyba zbyt łagodne określenie! A zgodzi się ze mną każdy rodzic, który próbował sobie wygospodarować chwilę wolnego czasu. Akurat właśnie w tym dniu, w którym coś założy, kierując się doświadczeniem dni poprzednich, będzie odwrotnie. Prawo Murphy’ego to przy tym pestka.

Ja przed takim wyzwaniem stanąłem, kiedy postanowiłem pomóc mojej żonie Kasi w opiece nad najmłodszą, świeżo urodzoną pociechą. Nie mogłem jej zastąpić w nocnych karmieniach, więc zaproponowałem ochoczo, że sam będę szykował rano pozostałe dzieci. Będzie się mogła wtedy wyspać. Jak tylko wypowiedziałem głośno tą propozycję, dotarło do mnie, z czym to się wiąże. Właśnie zobowiązałem się, że sam będę rano ogarniał piątkę dzieci do przedszkola, do szkoły podstawowej i do szkoły średniej. Do tego przygotuję się do kolejnego dnia pracy i o godzinie 9:00 usiądę przy komputerze.

Skoro już się zadeklarowałem, nie było odwrotu.

Jak przy innych nie zaniedbać siebie?

Nadmiar spraw do poukładania to jedna strona rodzicielstwa. Drugi problem to jak w tym wszystkim znaleźć czas dla siebie. Nie stracić tych bezspornych korzyści, jakie niesie ze sobą wykorzystanie porannej rutyny w rozwoju osobistym. Oczywisty sposób, jakim jest upychanie coraz więcej w coraz krótszym czasie zwyczajnie nie działa. Nie da się żyć stale na wysokich obrotach. Walka skazana z góry na przegraną. Jedyny skuteczny sposób, jaki znalazłem, to doprowadzenie do sytuacji, w której nasze pociechy staną się częścią naszego sposobu na cudowny początek dnia.

Cudowny poranek zaczyna się wieczorem

Może to wydać się trochę dziwne, ale wieczór jest moim zdaniem kluczem do dobrego otwarcia kolejnego dnia. Jest kilka zasad, o których warto pamiętać i którymi ja się kieruję. Pierwsza z nich, prawdopodobnie słyszałeś już w dzieciństwie. Chodź wcześnie spać. Wiem, rozumiem, sam z tym walczyłem i ciągle mam ten problem. Jednak faktów zmienić się nie da. Próbowałem różnych technik na krótkie spanie, spanie z przerwami i co tam jeszcze można wymyślić. Nie działa! To znaczy może działa, ale przez krótki czas. Potem przychodzi zmęczenie, rozdrażnienie i brak motywacji do działania. Kuszące jest wydłużanie dnia roboczego, tylko skuteczność tej metody ogranicza się do jednego dnia. Negatywne skutki dopadają nas w dniu następnym. Taki kac tylko z innego powodu.

Nasze samopoczucie to jeden element układanki. Do tego dochodzą jeszcze dzieci. To, że powinny się wysypiać, to sprawa bezdyskusyjna. Nie zrobią tego, kiedy nie pójdą odpowiednio wcześnie spać. Tutaj reguła jest prosta. Jeżeli masz problem z dobudzeniem dzieci rano, to oznacza, że poszły za późno spać. Powinny się mniej więcej budzić same o tej porze, o której powinny zacząć się szykować do szkoły lub do przedszkola.

Dzieci same wcześniej spać nie pójdą 

Jak zmotywować maluchy do chodzenia wcześniej spać? Tutaj wiele zależy od wieku. W przypadku młodszych dzieci bardzo pomaga nam powrót do zwyczajów z lat naszego dzieciństwa. Mogą oglądać bajki o godzinie 19:00. Nie mamy w domu telewizora, a do bajek wykorzystujemy komputer. Można go więc włączyć dopiero o ustalonej porze. Od tego momentu wyznaczamy czas na zabawę. Kończy się on przygotowaniem do spania. Warto też przy okazji wykorzystać pozytywne wzmocnienie. Najpierw przygotowanie do spania (piżamy, mycie zębów i tym podobne) i dopiero po tym bajki. Przy takim warunku dzieją się cuda. Maluchy osiągają prędkość światła, a z wykonywaniem obowiązków nie ma najmniejszego problemu. Po zabawie zostaje już tylko wymarsz do łóżek i wspólne słuchanie audiobooka lub kołysanek. Jeżeli odwrócimy kolejność, to bardzo trudno jest wtedy nad maluchami zapanować. My się denerwujemy ich opieszałością, a one zwykle lądują w łóżkach grubo po 21:00. Po takim wyjątku od razu przygotowujemy się na trudny poranek: rozdrażnienie, płacze, bunt i w efekcie spóźnienie do szkoły lub przedszkola.

Przy takim porządku późnego popołudnia gwarantuję Ci, że nie przegapisz pory na przygotowanie do spania. Zadbają o to maluchy, które regularnie będą zadawać pytanie, ile jeszcze minut do godziny 19:00.

Z młodzieżą bywa jednak trudniej

W przypadku dzieci starszych i młodzieży tego typu metody nie zadziałają. Próbowaliśmy kilka razy. Wymagały zbyt dużego zaangażowania z naszej strony, a efekty były mizerne. Skończyło się tym, że odpuściliśmy strofowanie. Wymagamy jednak bezwzględnej ciszy, kiedy idziemy spać i idą spać maluchy. Do tego sami — my rodzice — kładziemy się do łóżka razem z młodszymi dziećmi. Nie siedzimy do późnego wieczora. Dajemy przykład, by móc od innych egzekwować zdrowe nawyki.

Do tego dochodzą konsekwencje. Nie usprawiedliwiamy w szkole spóźnień, nie piszemy zwolnień, jeżeli któreś zawali obecność na lekcji. Również spóźnienie na poranny wyjazd do szkoły (zawożę większość dzieci na godzinę 8:00) wiąże się z przymusowym marszem przez około 1,5 km. Ta metoda nie daje stuprocentowej pewności, ale warto pamiętać, że młody człowiek to już jednak człowiek, który ma swoje zdanie i swój pomysł na życie. Najprawdopodobniej taki, który nam się nie do końca podoba. Dorastanie to dla nas czas, w którym jako rodzicie powinniśmy przyzwyczajać się do szanowania jego odrębności. Jego dorosłość nie kończy się na szkole, ale się na niej zaczyna. Jeżeli masz dalej problem z uchwyceniem tej zależności, to spróbuj wrócić wspomnieniami do czasu, kiedy sam byłeś w szkole podstawowej i średniej. Twoje dziecko podobnie postrzega świat i o podobną niezależność walczy. Również o prawo do popełniania błędów.

Konsekwencje są powiązane z odpowiedzialnością. Dosyć łatwo jest ją wprowadzić przy okazji zmiany szkoły z podstawowej na średnią. Myślę o samodzielnym szykowaniu się do szkoły. Moją pomoc jako rodzica ograniczyłem do podwożenia samochodem na przystanek. Reszta czyli budzenie się o określonej porze, przygotowanie sobie śniadania i czystych ubrań (w tym ich pranie) jest po stronie mojego dziecka. Prawda, że po raz pierwszy taka decyzja wzbudziła konsternację i nieme pytanie: „Jak to? Nie będziesz mi robił śniadania do szkoły?” Jednak dosyć szybko zadziałały mechanizmy dostosowawcze, które u młodych ludzi są bardzo dobrze rozwinięte. Widmo śmierci głodowej zostało zażegnane. Czasem  pomagam rano, ale tylko jeżeli chcę i mam taką możliwość. Nie jest to jednak już moim obowiązkiem.

Listy zadań jako sposób na automatyzację zadań

Kolejne kluczowe wprowadzenie do organizacji poranka to listy zadań. Osobna na wieczór i osobna na rano. Za chwilę pokażę Ci co ja zapisałem na swoich. Zanim jednak dojdziemy do tego, to chcę Ci wyjaśnić, dlaczego uważam to za klucz do sukcesu. Chodzi przede wszystkim o czas i o dyspozycyjność. Zapisanie tego, co mamy do zrobienia, zdejmuje z nas konieczność myślenia, co nam jeszcze zostało. Pozwala się skupić na tym, co robimy. Niby banalna sprawa i oczywista jednak codzienne powtarzanie tych samych czynności rano i wieczorem zda egzamin jedynie, gdy to zautomatyzujemy. Gdy będziemy poświęcali im tyle czasu i tyle wysiłku, ile tego wymagają i ani grama więcej. Sprzątanie, układanie, przygotowywanie nie jest celem naszego działania i raczej nas nie rozwija wewnętrznie, ale musimy się z tym uporać. Dopracowana lista zadań pozwala to zrobić szybko. Potraktuj moją jako punkt wyjścia i popraw według własnych potrzeb. Prawdopodobnie też nie uda Ci się od razu napisać takiej idealnej. W trakcie kolejnych prób najlepiej jest więc ją modyfikować, aż stwierdzisz, że działa bezbłędnie.

Moja list wieczorna wygląda następująco:

Wieczorna lista zadań

Kolejność zadań jest dowolna. Kilka pozycji nie dotyczy bezpośrednio poranka więc je pominiemy. To co ważne, to przygotowanie miejsca na poranne czynności, przygotowanie do śniadania i planowanie kolejnego dnia.

Miejsce, w którym będziesz realizował swoje zadania

Zaczniemy od przygotowania miejsca. Nawet najbardziej chwalebne zamiary jest w stanie zabić sterta brudnych naczyń lub walające się zabawki i ubrania w miejscu, w którym będziemy czytać. Cudowność poranka polega właśnie na tym, że zaczynasz od tego, co jest dla Ciebie ważne i co sprawia Ci radość. Nawet jeżeli sobie zaplanujesz, to na czym Ci zależy, ale nie przygotujesz miejsca, to zamiast medytować nad wartościami zaczniesz medytować na stertą zabawek. Ten etap jest niezwykle ważny, kiedy masz w domu dzieci. 

Prawdopodobnie w domach, w których mieszkają sami dorośli, jest niesamowicie nudno, czyli każdy odkłada na miejsce, to z czego korzystał lub sprząta po sobie jeżeli rozleje herbatę na podłogę. Prawdopodobnie też nikt nie strzela resztkami jedzenia z widelca i nie rozrzuca po podłodze płatków śniadaniowych. W naszym domu do wieczornych nawyków weszło już wstawianie na noc zmywarki, ponieważ dopiero po 22:00 mam tańszą taryfę za energię elektryczną oraz przygotowanie podłogi w kuchni i w salonie do odkurzania. Sprzątamy blaty i stół w kuchni. Ja dokładam do tego jeszcze mycie zaparzacza do kawy oraz nalanie wody do czajnika. Rano, kiedy wstaję, wszystko co potrzebuję jest już przygotowane i pod ręką. Zawsze sprawia mi to dużą satysfakcję i jest kolejną cegiełką do budowania pozytywnego nastawienia.

Ubieranie dzieci

Do tych obowiązków zwykle dokładam również przygotowanie ubrań dla młodszych dzieci. Poranne ubieranie się dzięki temu trwa krótko. Łatwiej jest też namówić maluchy do samodzielności i do podjęcia wysiłku zakładania kolejnych części garderoby. Jeżeli tego nie zrobię, to mam wariant alternatywny. Proszę ich o przyniesienie tego co potrzebują. Nie jest to trudne, bo na półkach ubrania są poukładanie rodzajowo i podpisane. W ten sposób częściej unikam porannych dyskusji o tym, co dziecko chciałoby założyć. Pamiętaj jednak, że czasem może założyć coś, co nie będzie Ci się podobało. Samodzielności uczy się poprzez próby, a nie wysysa z mlekiem matki. Początki mogą być trudne, jednak skłonność do ustępstw rozwija się równo po obu stronach. Zwykle dzieci nie walczą o konkretne ubrania, ale o Twoją uwagę, zainteresowanie, dowartościowanie wyborów. Kiedy to mają, nie potrzebują już toczyć bojów o krótkie spodenki w środku zimy.

Podsumowanie tego co było i planowanie następnego dnia

Wieczorem planuję również zadania — domowe i zawodowe — na kolejny dzień. Dołączam podsumowanie mijającego dnia i tego, co się wydarzyło. W ten sposób wiem, od czego zacznę kolejny dzień pracy. Warto to zrobić z kilku powodów, ale w kontekście poranka najważniejsze jest poczucie spokoju. Poukładanie i zaplanowanie pozwala na luz i opróżnienie głowy z ciągłego zastanawiania się, co mam do zrobienia. Zamykam tą jedną szufladkę do konkretnej godziny i wiem, co w niej znajdę, kiedy przyjdzie czas, by ją  otworzyć.

Otwarcie głowy na zmianę

Ostatnim elementem wieczornych rytuałów jest wspomniane w książce Hala Elroda pozytywne nastawienie. Nic z całych zabiegów nie wyjdzie i nie przyniosą one oczekiwanych rezultatów, kiedy nie będziesz wewnętrznie przekonany o ich słuszności. Kiedy nie będziesz zdecydowany na zmianę i wiążące się z nią wyrzeczenia. Wejście w odpowiedni tryb myślenia wspomagają wieczorne przygotowania. Zgadzam się, że zebranie się w sobie do szybkiego sprzątania, gdy dzień wychodzi już uszami, jest trudne. Ja jednak w takich chwilach przypominam sobie, po co to robię i jaką przyjemność sprawia mi wejście o 5:30 do czystej kuchni i otwarcie zmywarki, w której znajdę suchy, lśniący kubek na kawę. 

W walce z wewnętrznym oporem pomocne jest wcześniejsze przygotowanie się do trudności. Po opracowaniu wstępnych list zadań, zrób kolejną. Zapisz na niej swoje obawy i wyrzeczenia, na które będziesz się musiał zdecydować. Z czego będziesz rezygnować, by podjąć się pracy nad planowanym zadaniem? Co będzie dla Ciebie najtrudniejsze? Zapisz, a potem zastanów się, jak się możesz do tego przygotować. Bardzo częstym problemem będzie poranne wstawanie. W internecie znajdziesz wiele pomysłów na to, jak do tego podejść. Ja napisałem Ci już o moim, czyli o wczesnym chodzeniu spać. W książce „Fenomen poranka” znajdziesz ich więcej.

Poranek w praktyce 

Typowy dzień pracy (teraz jesteśmy w trybie wakacyjnym więc odwołuje się do tego, co było przed wakacjami) zaczyna się o godz. 5:15. Tak to wygląda w moim kalendarzu. 

Plan poranka w kalendarzu

Jak widać na początek chwila dla siebie. Bez tego nie da się ruszyć z miejsca. Potem odwożenie starszego syna na przystanek autobusowy, szybki, półgodzinny marsz. I start z obowiązkami domowymi.

Dla nich też przygotowałem listę. Dzięki temu nie musiałem chodzić i myśleć, co jeszcze zostało mi do zrobienia. Rzut okiem i wszystko jasne. Jest pomocne szczególnie podczas tych dni, kiedy moja świadomość budzi się znacznie później niż pozostała część człowieka.

Poranna lista zadań

Tulenie jest najważniejsze

Szerzej chciałbym omówić budzenie dzieci. Po czasie, kiedy już cały ten mój poranek zaplanowałem i przyjął on taką formę, jaką widzisz, zadałem sobie pytanie: „Jaka jest jedna rzecz, którą bym polecił drugiemu rodzicowi? Albo ta, z której ja nie chcę rezygnować, gdyby okazało się, że przez dłuższy czas nie będzie możliwe wygospodarowanie aż dwóch godzin rano? Tą czynnością jest poświęcenie kilku chwil na bycie sam na sam z dzieckiem. Nie jest to jakoś bardzo oryginalna myśl, bo w wielu książkach o wychowaniu dzieci można ją znaleźć. U mnie jednak, kiedy ją czytałem, zawsze rodziło się pytanie: „Jak znaleźć na to czas? Może jakbym miał jedno dziecko, to jeszcze. Przy szóstce to jest niewykonalne.”

To pytanie jednak w takiej formie jest tylko wymówką. Powinno ono brzmieć tak: „Co powinienem zrobić, by znaleźć czas na te kilka chwil z dzieckiem?”. Czas, by usiąść na brzegu łóżka, delikatnie go budzić, porozmawiać, zdać pytanie o to jak minęła noc, przytulić, powiedzieć kilka miłych słów. To, co będziemy robić, zależy od dziecka i od jego otwartości. Również od naszych relacji, które wypracowaliśmy wcześniej. Możesz się na początku spotkać nawet z nieufnością i rezerwą. Jednak warto próbować. U mnie, w przypadku dzieci w wieku przedszkolnym, role bardzo szybko się odwróciły. Polubiły to tak bardzo, że same do mnie przybiegały, by się przytulić. Widać było tą ogromną radość, która sprawiała, że leciały tak około 10 cm nad podłogą. I wcale to nie zabiera tyle czasu, ile na początku może się wydawać. Maluchom wystarczy niewiele, bo przecież mają jeszcze tyle spraw.

Im dzieci starsze tym trudniej się przełamać. Tutaj też nie trzeba jednak zaczynać od wylewnych aktów miłości i sztucznych zachwytów. Wystarczy proste pytanie: „Co planujesz na dziś?” Zadawane regularnie pozwoli na powolne uchylanie, czasem mocno już zamkniętych, drzwi do duszy drugiego człowieka. Pomoże na nowo wzbudzić zainteresowanie tym, co się u nas dzieje. Pod warunkiem, że będzie szczere.

Obowiązki dla siebie

Poza listą na podstawowe obowiązki mam jeszcze zaplanowaną krótką rozmowę z Kasią o tym, jak planujemy nasz dzień: Kasia swój i ja swój oraz co robimy wspólnie. O medytacji lub modlitwie już wspomniałem. Zgodnie z wytycznymi Elorda Hala powinniśmy w tym czasie zmieścić jeszcze rozwój osobisty, pracę nad tym, co jest dla nas ważne i kluczowe. Może to być czytanie, pisanie, słuchanie. Wystarczy kilka minut. Z czasem, kiedy nabędziesz już wprawy, a organizacja poranka stanie się nowym nawykiem, zwykle robi się luźniej i można ten czas przedłużyć.

U mnie tego ostatnfiego etapu już nie zmieściłem. Byłoby to możliwe jeżeli wstawałbym kilka minut wcześniej. Nie było to jednak możliwe. Upychanie nawet optymalne i przemyślane ma swoje granice. Nie można tego robić w nieskończoność. Gdzie więc cudowność poranka?

Test Sinatry

Zanim to wyjaśnię zacznijmy od pojęcia „test Sinatry”. W jego piosence „New York, New York” pojawiło się między innymi takie zdanie: „If I can make there, I‹ll make it anywhere” („Jeżeli potrafię to zrobić tam, to zrobię to w każdym innymi miejscu”). Wtedy dotyczyło to Nowego Jorku, który postrzegał jako bardzo wymagające miejsce do robienia kariery. Stąd wniosek, że przezwyciężenie tej wyjątkowej trudności pozwoli zdobyć kwalifikacje przydatne wszędzie indziej. Stwierdzenie to z czasem zaczęło żyć własnym życiem i nabrało uniwersalnego przesłania.

Ja zachęcam Cię do tego byś na poranek z dziećmi i na czas, jaki z nimi spędzasz, spojrzał właśnie w taki sam sposób. Nie chodzi w nim tylko o sztuczki, które pomogą nam przejść nad problemem szybko i bezboleśnie. Prześliznąć się, by wreszcie zająć się tym, co byśmy chcieli. Ja z takim właśnie nastawieniem zaczynałem to wyzwanie. Jednak im bardziej się w nie angażowałem, tym częściej dostrzegałem, jaką ma w sobie wartość.

Rodzicielstwo to część naszego życia

Rodzicielstwo nie jest jedynie dodatkiem, które się dzieje przy okazji naszego życia. Jest celem samym w sobie. Wymaga więc czasu, zaangażowania i poświęcenia. Jest też integralną częścią naszego rozwoju. Używamy stwierdzenia: „wychowujemy dzieci”. Prawdziwe wychowanie polega na zmianie samego siebie. Na dorastaniu do odpowiedzialności za drugiego człowieka. Również kosztem własnej wygody, własnej wizji i własnego rozumienia rzeczywistości. Stanowi etap na drodze do dojrzałości. Ojcostwo jest elementem męskości. Jeżeli chcesz ją rozwijać, to również powinieneś zadbać o to, by zrealizować się jako ojciec i mąż.

Motywator. Bo powinien taki być na koniec 😉

W podsumowaniu do „Fenomenu poranka” znajdziemy takie cytaty:

Codziennie po przebudzeniu pomyśl sobie: „Dziś jestem szczęśliwy, że się obudziłem, żyję. Mam drogocenne ludzkie życie i nie chcę go zmarnować. Z całych sił będę się starał rozwijać, otwierać serce dla innych. Chcę działać dla ich dobra”.

Dalajlama

I dalej…

Czas, który masz, należy do ciebie. Nie odsuwaj od siebie życia, jakiego naprawdę pragniesz i na jakie w pełni zasługujesz, o kolejny dzień.”

Hal Elrod, „Fenomen Poranka

Zadbanie o to, by każdy nowy dzień był tym cudownym i jedynym dla Twojego dziecka jest właśnie sposobem na życie pełnią życia i realizacją własnych pragnień. Początki bywają wymagające, ale zwrot z tej inwestycji przekracza wszelkie nasze oczekiwania. Bo cóż może być piękniejszego niż wdzięczność i zachwyt dziecka?

Share:

2 comments

  1. Świetny tekst. Szkoda, że tak świadomych ojców, mężczyzn nie ma zbyt wielu.
    Wszystkie te listy są myślę pomocne głównie mężczyznom. Kobiety działają wielotorowo i trochę dziwne wydaje mi się robienie listy z podstaeowych rzeczy, ktore normalnie mam w głowie i robię nawykowo.
    Fajne spostrzeżenie o wpływie eieczoru na poranek. Rzeczywiście przyjemnie jest wejść do kuchni, jeśli poprzedniego dnia wszystko się uprzatnęło. Ja często nie mam na to siły.

    1. Dziękuje za ocenę.
      Faktycznie nie jestem w stanie odnieść się do tego jak kobiety zarządzają swoimi zadaniami. Próbuję włączać w taki sposób zarządzania moją żonę. Korzysta, ale bez entuzjazmu. 😉
      Wiem jednak po co są listy. Odciążają naszą pamięć bieżącą i poprawiają efektywność pracy. W dłuższym czasie pomagają wyrobić nawyk i wtedy są zbędne. Nawyk natomiast jest wsparciem między innymi w tych sytuacjach, w których nie mamy siły, a są dla nas ważne. Jeżeli piszesz o wieczornym zmęczeniu, to bardzo dobrze to rozumiem. Wczoraj wieczorem wróciłem do domu o 19:30. A dzieci czekały 😉 Przed 22:00 włączyłem autopilota w głowie i przygotowałem miejsce na kolejny dzień. 🙂 Ale są też i takie dni, że odpuszczam i robię to świadomie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *