Naucz dziecko pomagania w domu. Klucz do jego serca i rączek

Chciałbyś mieć dziecko uczynne czy obowiązkowe? Pewnie odpowiedź zależy od tego, co rozumiemy przez uczynność, a co przez obowiązkowość. Problem pomagania w domu istnieje na świecie tak długo, jak rodzina i dom, w którym ona mieszka. Jednym artykułem go nie rozwiążemy, ale warto pamiętać o kilku zasadach, które ułatwią nam wspólne przebywanie ze sobą.

Po pierwsze predyspozycje

Umiejętność pomagania i podejście do obowiązków powiązane jest z wiekiem dziecka. Według psychologów do dziesiątego roku życia najlepszym sposobem poznawania świata jest zabawa. Dopóki nasza pociecha nie osiągnie -nastu lat, nie jest w stanie zrozumieć, czym jest obowiązkowość.

Przez obowiązkowość rozumiem: „należący do czyichś obowiązków, wypływający z ustalonych praw, przepisów lub konwenansów”.1

To, że nie jest ono w stanie zrozumieć tego pojęcia, oznacza tyle, że nawet jeżeli zgodzi się na siebie wziąć jakieś zobowiązanie, to go nie dotrzyma. Możemy go zapytać na przykład czy będzie codziennie sprzątać w swoim pokoju. Z pewnością chętnie na to przystanie i obieca, że dotrzyma słowa. Jednak to, co nam obiecuje, wcale nie oznacza tego, co chcemy usłyszeć.

„Tak tato! Będę codziennie sprzątać”. Oznacz mnie więcej tyle: „Bardzo cię kocham i chcę z tobą współpracować”. Dziecko podejmując zobowiązanie, faktycznie wyraża w tym momencie swoje uczucia. A to z pewnością nie jest to, co chcielibyśmy osiągnąć.

Jak nie predyspozycje, to co?

Zamiast uczyć tego, czego nauczyć się nie da, łatwiej jest prosić o pomoc. Wtedy jesteśmy w stanie wykorzystać pozytywne nastawienie dzieci do nas, ich chęć współpracy i przebywania z rodzicem. Obowiązkowość jest, zgodnie z wcześniejszą definicją, czymś narzucanym z zewnątrz. Każdy z nas, również dzieci, wolimy angażować się, bo jesteśmy do tego wewnętrznie przekonani. Działać, bo tego chcemy, a nie dlatego, że musimy.

U osób dorosłych do głosu dochodzą jednak konwenanse: coś wypada lub nie wypada. A to sprawia, że sami siebie zmuszamy, do działania, które budzi nasz opór. W przypadku dzieci lepiej byśmy skupili się na przekonaniu ich, że w posprzątanym pokoju łatwiej coś znaleźć lub bezpieczniej można się poruszać, pomoc przy obiedzie sprawi, że krócej będziemy głodni, a odkurzenie, pozwoli mamie wygospodarować pół godziny na wspólne czytanie książki.

A jak dziecko powie: Nie chce mi się!?

Prosząc o pomoc, używając przekonujących argumentów, nie mamy gwarancji powodzenia. Nie mamy pewności, że zawsze usłyszymy zgodę. W takich sytuacjach warto pamiętać, że dziecko ma prawo do odmowy. Nie chodzi tutaj tylko o wolność, choć ona też ma znaczenie i warto o niej pamiętać. Możemy po prostu z naszą prośbą trafić w nieodpowiedni moment.

Jako dorośli zwykle jesteśmy zajęci swoim obowiązkami. Kiedy dziecko przychodzi do nas z jakąś prośbą, to możemy mu pomóc do razu albo poprosić, żeby poczekało, jako skończymy. Chcemy się zaangażować, ale w czasie dla nas dogodnym. Gdy naciska i ignoruje naszą odpowiedź, to zaczynamy się denerwować.

Podobnie jest z naszymi pociechami. Choć nam dorosłym wydaje się, że prawie cały dniami nic nie robią, ale to zabawa jest dla nich najważniejszą pracą i nauką. Nie możemy więc oczekiwać, że będą gotowe w każdej chwili ją porzucić, bo akurat my potrzebujemy ich pomocy.

Każdy z nas ma to prawo, by na pytanie: Czy mi pomożesz?odpowiedzieć: Nie.

No, chyba że będziesz zadawać inne pytanie: Czy masz ochotę mi pomóc? Wtedy zwykle dostaniesz odpowiedź przeczącą. Takie pytanie ma sens jedynie wtedy, gdy prowadzisz wywiad, by sprawdzić, jak często twoją pociechę dopada „niewytłumaczalna i niezdrowa” chęć niesienia bezinteresownej pomocy w kuchni.

Ciekawy przykład reakcji na odmowę podaje Jasper Juul:

Simon! Chciałbym, żebyś dziś poszedł wyrzucić stare gazety na makulaturę. Zrobisz to?

O nie… Nie chce mi się. Oglądam telewizję.

W porządku, Simon! Nie musi ci się chcieć. Nie musi ci się nawet chcieć przez całą drogę tam i z powrotem, ale nie chce dziś widzieć tych gazet w domu!2

Inna możliwość reakcji, gdy usłyszymy odmowę, to:

  • zrobienie tego samemu (Ok. Zrobię to sam.) lub
  • wyznaczenie innego termin na wykonanie obowiązku, na którym nam zależy (na przykład po skończonej zabawie).

„Nie” dziecka mnie irytuje.

Odmowa, którą słyszymy, może być dla nas frustrująca, może wkurzać i irytować. Wielu z nas dorastało w domu, w którym dziecko, nie miało takich praw do sprzeciwu.

Warto sobie wtedy zadać pytanie, co faktycznie wywołuje we mnie te uczucia.

  • Czy faktycznie jestem przekonany do tego, że wychowanie w surowej dyscyplinie i podporządkowaniu jest tym, co chcę dla swojego dziecka?
  • Czy chcę mieć przy sobie kogoś, kto działa, bo jest zaangażowany i przekonany do słuszności tego, co robi, czy kogoś podporządkowanego, uległego i sterowalnego?

Innym pytaniem, na które warto poszukać odpowiedzi, to intencje, które mną kierują, gdy proszę o pomoc.

  • Czy chcę, by dziecko uczyło się przy mnie, jak się sprząta, jak gotuje, jak naprawia, czy chcę się nim wyręczyć, bo nie daję rady?

W chwili, gdy zdecydowałem się na założenie rodziny, to wziąłem na siebie odpowiedzialność za nią. Zrobiłem to również w takich prozaicznych sprawach jak obowiązki domowe. Choć dzieci nie powinny traktować domu jak hotel, w którym „krasnoludki” sprzątają, piorą i gotują, to jednak odpowiedzialność za całość jest po naszej stronie.

  1. za: Słownik Języka Polskiego. Państwowe Wydawnictwo Naukowe.
  2. Jasper Juul. Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Skomentuj