fbpx

Zastanawiałeś się kiedyś skąd biorą się różnice w sposobie celebracji Dnia Ojca i Dnia Matki? A może w rodzinie jest tak, że laurki dla mamy maluchy przygotowują już tydzień wcześniej, a o życzeniach dla taty przypomina im mama na koniec dnia tuż przed zaśnięciem? Inaczej święto przeszłoby niezauważone. Jestem przekonany, że takie różnice nie biorą się tylko z podejścia mężczyzn, którzy przywiązują mniejszą wagę do celebracji rocznic i okazji. Przez nie wyrażamy swój szacunek do innych. Bez niego stają się jedynie pustym gestem. Czymś podobnym do obchodów rocznicy urodzin dyktatora.

Mapa artykułu

6ba55c4667693f0fd8b08eaa819c41d4
 

Spis treści pokaż/ukryj


Cała treść artykułu...

Jest tak, że czasem tata się nie liczy.

W serialu „Młody Scheldon” (możesz go zobaczyć w HBO GO) jest scena, w której dwoje dzieci, próbuje opuścić swój dom rodzinny przez kuchenne drzwi. Starają się przeprawić niepostrzeżenie koło matki przygotowującej posiłek. Zadanie jednak nie udaje się i pada pytanie, którego się obawiali.

- A dokąd to idziecie?
Zaskoczeni szybko udzielili wyjaśnienia:
- Do supermarketu.
- A kto wam pozwolił? - zapytała ponownie matka.
- Tata! - Odpowiedź zabrzmiała jak rzucone w desperacji koło ratunkowe komuś, kto i tak już był od dłuższej chwili pod wodą.
- Tata się nie liczy - odpowiedziała kobieta, dając wyraźnie znać, że misja zakończyła się niepowodzeniem.
- Tata też tak powiedział - odparły zrezygnowane dzieci.

Znam kilku ojców, którzy zderzyli się właśnie z sytuacją, o której w humorystyczny sposób opowiada serial. Wspomnę tylko jeszcze krótko kontekst tej sceny, by jej przesłanie było bardziej czytelne: relacje rodzinne, w których dorasta młody bohater serialu – Scheldon. Rodzice tworzą dobre małżeństwo, ale organizacja obowiązków jest bardzo tradycyjna. Matka prowadzi dom i pracuje dorywczo w pobliskiej parafii. Mężczyzna jest nauczycielem w szkole i … to by było na tyle. Poza pracą jako nauczyciel wychowania fizycznego ze sporą nadwagą, czas spędza prawie wyłącznie na oglądaniu telewizji i piciu piwa.

Dlaczego tata się nie liczy?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie zastanówmy się, na jakiej podstawie budujemy rolę eksperta w pracy zawodowej. Zwykle nie mamy problemu z odpowiedzią na tak postawiony problem. Jest jasne, że trzeba zdobyć odpowiednie wykształcenie lub doświadczenie. Potem przychodzi czas na angażowanie się w działanie. To ono pozwala nam na pokazanie innym, że się znamy, że potrafimy lepiej od innych. Bezinteresowna pomoc może być bardzo cennym argumentem za tym, że warto nam zaufać. Pokazujemy, że powierzenie nam odpowiedzialności w tym obszarze jest opłacalne. Ludzie w naszym otoczeniu wyciągają taki wniosek, ponieważ jesteśmy w stanie się z niej wywiązać i nie zawieść. W skrócie: działamy i dajemy od siebie, by budować zaufanie i wizerunek.

W rodzinie zachodzą dokładnie takie same zależność. Z jakiegoś jednak powodu wydaje nam się, że zaufanie ze strony dzieci i żony jest oczywistością. Rodzi się z samego faktu, że braliśmy udział w poczęciu i że ślubowaliśmy kiedyś wierność, uczciwość i takie tam… No niestety! Szacunek do rodziców z racji tego, że są rodzicami, to jest zupełnie inny temat i do niego dorastamy z czasem. Zwykle wtedy, kiedy już sami zostaniemy ojcami i matkami. 

Pierwszym obszarem, w którym tworzymy swój obraz człowieka, któremu warto zaufać, są relacje z żoną. Mężczyźni zwykle patrzą na świat zadaniowo. To znaczy angażują się całym sobą w to, co mają do zrobienia, a resztą odsuwają. Ma to swoje zalety pod warunkiem, że robimy to świadomie. Często jednak rzeczywistość jest taka, że skupiają się na pracy zawodowej, dodają do tego kilka codziennych obowiązków, a resztę zostawiają … w sumie to nie zastanawiają się komu. Może to być nawyk wyniesiony z domu rodzinnego. Tym „kimś”, takim krasnoludkiem, zwykle była matka, a pozostawione swojemu biegowi obowiązki „działy się same”.

Odpowiedzialności za rodzinę jednak nie da się podzielić tak jak obowiązków domowych. Rozdzielanie czym każdy ma się zajmować, ma charakter jedynie organizacyjny. Dalej jednak pozostajemy ojcami i matkami całej rodziny, a nie wybranego jej fragmentu.

Co się dzieje, gdy ojciec skupia się tylko na swojej części? Resztą ktoś się musi zająć. Zwykle robią to właśnie żony, którym – jako kobietom – łatwiej przychodzi „odgarnianie wszystkiego”. Biorą na siebie odpowiedzialność za całość i nie mogą liczyć na wsparcie swojej drugiej połowy. Po czasie dochodzą właśnie do wspomnianego na wstępie stwierdzenia: „Mąż się nie liczy”. I, choć nie mówią o tym głośno, ich postawa wyraża takie podejście. Od niego już nie daleko do stwierdzenia: „Tata się nie liczy”.

Dzieci obserwują, to co się dzieje w domu i dostrzegają, że w ważnych sprawach, które mają, trzeba zwracać się do mamy, bo to ona ma ostatnie zdanie. Tata nie ma pojęcia, co się dzieje więc nie jest w stanie pomóc i zaradzić.

W takim uzależnianiu się od jednej strony dochodzi czasem do bardzo skrajnych sytuacji. Kiedyś w kolejce do lekarza obserwowałem starsze małżeństwo. Mąż czekał na wizytę, a żona mu towarzyszyła. Głośno przy tym instruowała go, co ma powiedzieć lekarzowi, gdy ten zapyta, z jaką sprawą do niego przychodzi. Choroba, o której dowiedzieli się wszyscy w przychodni, to było nadciśnienie.

Jak to zmienić?

Branie odpowiedzialności za coś lub za kogoś nie oznacza z automatu, że trzeba się tym osobiście zajmować. Kierownik działu w dużej fabryce jest odpowiedzialny za całą produkcję, ale nie oznacza to, że staje przy każdej maszynie, by mieć pewność, co się dzieje w zakładzie. Wystarczy, że wie, a jego podwładni wiedzą, że on wie i czuwa nad całością.

Wspólne branie odpowiedzialności w małżeństwie to dbanie o świadomość, że możemy na siebie liczyć. Możemy otrzymać wsparcie od drugiej osoby, gdy go potrzebujemy. Gotowość do takiej pomocy wymaga orientacji w tym, co się dzieje i wiedzy z czym każde z małżonków się zmaga. Najlepiej więc zacząć od rozmawiania i dzielenia się swoimi codziennymi przeżyciami i spostrzeżeniami.

Drugi warunek, to gotowość do wsparcia. Komunikacja jest wtedy skuteczna, gdy wiem, że możemy się zastąpić.

Dwa przykłady na branie odpowiedzialności

Załóżmy, że w rodzinie to żona jest odpowiedzialna za przygotowanie posiłków. Mogą być takie sytuacje, gdy nie będzie w stanie tego zrobić. I co wtedy? Współodpowiedzialność oznacza, że jako mąż i ojciec jestem w stanie ją zastąpić. Znaleźć rozwiązanie, które pozwoli mojej żonie w spokoju zająć się sprawami, które są w tym czasie dla niej ważne, bo ufa, temu kto ją zastępuje. Nie musi zarządzać całością przez telefon, w obawie, że coś pójdzie nie tak, a dom bez jej obecności stanie w oczekiwaniu na powrót jedynego, który wie.

Tak wiem, są takie kobiety, które zawsze będą darzyły swoich mężów ograniczonym zaufaniem, bo takie doświadczenia wyniosły z domu rodzinnego. W dalszym ciągu jednak możemy postawić na swoim. Trzeba tylko więcej w to włożyć pracy.

Kolejny przykład to udział w życiu szkolnym dzieci. Nie trzeba codziennie siadać z maluchami do odrabiania lekcji, by dać im znać, że to co jest ważne dla nich jest również ważne dla taty. Takie angażowanie się w codzienne obowiązki jest sposobem, który daje najlepsze efekty. Jednak, gdy nie jest to możliwe, możemy poszukać innego sposobu. Na przykład uczestniczyć w ważnych szkolnych uroczystościach, wyznaczyć weekendowe rozmowy z dzieckiem, w których damy mu możliwość, by opowiedziało o wszystkich tych niesamowitościach, które właśnie mu się zdarzyły. Poziom naszego zaangażowania w sprawy dzieci możemy zweryfikować odpowiadając na proste pytania: Co lubi moje dziecko? W czym jest dobre, a co sprawia mu trudność? Z kim się przyjaźni?

Szansa na współuczestniczenie w życiu swojej rodziny

Żyjemy obecnie w czasach, w które dają nam bardzo duże możliwości w swobodnym podziale obowiązków. Kiedyś, gdy praca była dla nielicznych, to mężczyźni musieli opuszczać dom rodzinny, by zarabiać na utrzymanie. Dziś takie zadania możemy dzielić. Podobnie nie musimy na nią poświęcać całego swojego życia. Odzyskany czas to jednak nie przepustka do folgowania swoim pasjom lub do pracy po godzinach. Powinniśmy przeznaczyć go właśnie na udział w życiu rodzinnym, po to właśnie, by budować wzajemne zaufanie do siebie, by współuczestniczyć.

Weryfikatorem czy zbudowałeś zaufanie, czy liczysz się dla swoich dzieci będzie czas, w którym zaczną świętować Dzień Ojca lub moment, w którym przyjdą same, pod wpływem impulsu z uśmiechem na ustach lub z łzami w oczach, by opowiedzieć o swoich radościach lub porażkach.

Jak oceniasz przydatność artykułu:

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *