fbpx

Przedświąteczna krzątanina w domu. Rodzice uwijają się po kuchni, by przygotować posiłek i dom na czas świętowania. W tym zamieszaniu zwykle dominuje mama. W pewnym momencie pada pytanie: Dlaczego ja wszystko muszę robić sama? Każde dziecko, które słyszy to magiczne zaklęcie, wie, że odpowiadać na nie, to jak podpisać wyrok na siebie. Dlaczego dzieci nie podzielają świątecznej radości rodziców na zbliżające się święta?


Głupie to ostatnie pytanie, co nie? Też właśnie to zauważyłem, ale zostaje, jak już je napisałem. Zostaje, bo w nim jest wyjaśnienie problemu dziecięcej niechęci.

Przedświąteczna krzątanina przypomina szermierkę. Matka zadaje cios szablą, a po nim następuje unik dziecka. Pojęcie „dziecko” możesz w tym przypadku rozumieć szeroko, włączając w nie dorosłego osobnika płci męskiej, w tradycji nazwanego głową rodziny. A więc jest cios i unik, cios i unik. Im bliżej świąt, tym pchnięcia szpadą następują częściej i na ślepo. Kto się nawinie, ten układa naczynia w zmywarce, obiera warzywa na sałatkę lub odkurza. Jak na polu walki słychać głośne „pardonne”, tak w kuchni trafiony pyta: „Dlaczego ja!”. Z czasem pytanie to nabiera sensu, ponieważ w strzałach na ślepo trudno o sprawiedliwość. Do współpracy przymuszany jest ten, który się nawinie pod rękę (na przykład do lodówki przygnał go głód lub pragnienie więc zdradził swoją kryjówkę).

Cała ta walka, jeżeli patrzymy na nią z boku, jest śmieszna i absurdalna. Intencje rodziców są uzasadnione: każdy z nas chce cieszyć się świętami w czystym domu, przy dobrym obiedzie z uśmiechniętymi i wypoczętymi członkami rodziny. Zamiast miłej atmosfery wyczekiwania jest rozczarowanie i żal. Jest skarga: gdybyście chcieli współpracować, to byłoby mi łatwiej.

Walczymy jednak nie z dziećmi, ale z sobą samym.

Dzieci, szczególnie te młodsze, żyją w świecie idealnym, w którym mama i tata są tymi, którzy wszystko mogą. Są pierwszymi wzorami do naśladowania, poprzez które poznają świat. Dopiero w wieku około siedmiu, ośmiu lat dostrzegają kolegów i innych dorosłych, którzy powoli kończą jednowładztwo rodziców.

Są w nas zapatrzone i nas naśladują. Są zapatrzone, ale nie zasłuchane. Powtarzają to, co widzą i wyczuwają (dzieci są bardzo wyczulone na nasz nastrój). Dostrzegają więc sprzeczność: mówimy o sprzątaniu i o przygotowaniach do świąt i jednocześnie pokazujemy, że tego nie lubimy. Jest to dla nas przykry obowiązek, którego chcielibyśmy się pozbyć albo przynajmniej z kimś dzielić. Tę radość świątecznych przygotowań zabija w nas rytm codzienności.

Praca zawodowa, którą wykonujemy do ostatniego dnia przed przerwą świąteczną, pozbawiła nas okresu świątecznych przygotowań. Adwent czy Wielki Post to dziś tylko tradycja, ale zrodziła się ona z wiary, że potrzebujemy się również przygotować do świętowania. Nie da się tak po prostu przełączyć z trybu „praca” na tryb „odpoczynek”. Po drodze potrzebujemy jeszcze wyczekiwania, wyhamowania i domknięcia drzwi codziennej rutyny.

Dzieci widzą i słyszą, że o sprzątaniu i gotowaniu mówimy z niechęcią i bez przekonania, czują, że chcielibyśmy tego uniknąć. I nam wierzą. Nie pokazujemy im, jak można się cieszyć wykonywaniem tych obowiązków. Do tej sprzeczności nie potrafią się odnieść, bo jej nie rozumieją. Uciekają więc w swoje gry i zabawki lub buntują się i stają się nieznośne.

Zanim więc zaczniesz narzekać na swoje dziecko, pomyśl, czy sam nie jesteś źródłem problemu i odpowiedzialnością za jego rozwiązanie chcesz obarczyć dziecko.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: