fbpx

Są na świecie dzieci (chyba nawet spora grupa), której regularnie nic w szkole nie zadają. Dziwne to i nieprawdopodobne, ale jak ktoś nie wierzy, to wystarczy zapytać.

- Masz coś zadane?
- Nie.
- Na pewno?
- Tak.

W końcu jak tu własnemu dziecku nie wierzyć?

Problem odrabiania lekcji i pamiętania o szkolnych obowiązkach pojawia się bardzo szybko. Na początku jest naturalne zainteresowanie i zaciekawienie, które w czwartej, piątej klasie mija. Zdarzają się na świecie dzieci, które dbają, pilnują i pamiętają, ale chyba są w mniejszości. Pozostałe szybko znajdują obszary zainteresowań, które niekoniecznie mieszczą się koło szkoły i obowiązków z nią związanych.

W pozornie niewinnym dialogu, który przytoczyłem na początku, pojawia się bardzo ważna wskazówka rozwiązania tego problemu.

Pytanie o pracę domową nie jest dyktowane troską, ale chęcią kontroli. A ona oznacza, że również my sami straciliśmy zainteresowanie, co robi nasza pociecha w szkole. Prace domowe wpisaliśmy na listę zadań do odfajkowania. Potrzebujemy więc prostej informacji, która pozwoli nam usunąć z niej kolejny obowiązek. Skrócić ją, zanim minie kolejny dzień.

Czy coś w tym złego?

I tak i nie. Zależy, jak spojrzymy na takie podejście.

Zacznijmy najpierw od dziecka.

W sytuacji, w której jest ono zainteresowane nauką, to nasza kontrola nie zmieni niczego. Dziecko z własnej inicjatywy będzie się angażowało. Będzie odrabiało lekcje, a gdy sobie z nimi nie poradzi, to poprosi o pomoc.

Trudniej, gdy naszemu „oczku w głowie” nie jest po drodze z nauką. Czy pamiętasz ze swojego szkolnego doświadczenia sytuacje, w których strach przed kontrolą zmotywował Cię do działania? Ja być może coś bym tam znalazł. Znacznie częściej jednak nabierałem szczerej nienawiści do przymus i doskonaliłem się w unikach. To właśnie takie sytuacje nauczyły mnie, jak czegoś nie zrobić, ale tak, by wyglądało na zrobione.

A teraz o rodzicach.

Skoro więc sami pytamy bez zainteresowania, bez szczerej chęci pomocy, to na pewno nie uda nam się wpoić dziecku miłości do szkoły. I jednocześnie takiej sytuacji nie należy oceniać negatywnie. To znaczy, nie powinniśmy sobie czynić wyrzutów z tego powodu, że nie budzi naszego zapału nauka w szkole podstawowej.

No bo dlaczego miałaby?

Nasza edukacja podstawowa, średnia i każda inna zakończyła się już dawno (w niektórych przypadkach wspomnienia giną w mrokach historii). Mamy inne problemy, inne zobowiązania i inne zainteresowania.

Szkoła i wynikające z niej zobowiązania są zadaniem dla naszych dzieci. Możemy im pomagać, wspierać, doradzać jednak nie powinniśmy brać na siebie odpowiedzialności za nią. Również za wyniki. Prace domowe mieszczą się w relacjach pomiędzy uczniem a nauczycielem i nie mogą za nie wykraczać. Są jedną z metod, za pomocą których nauczyciel wypełnia swoje zadanie nauczyciela.

Mam świadomość tego, że nasza polska szkoła, a w szczególności ostatni rok nauki zdalnej, postawiły te relacje kompletnie na głowie. Jednak w dalszym ciągu rozwiązaniem nie są ani kontrola, ani wyręczanie.

Kontrola lub wyręczanie to strategie, które stawiają nas od samego początku na przegranej pozycji. Nie mamy odpowiednich narzędzi i możliwości, by wyjść z nich zwycięsko.

Kontrolując, nie budujemy motywacji w dziecku, bo ono samo za nią odpowiada. My możemy ją wzmacniać własnym przykładem. Pokazywać, jak sami żyjemy, jak się wywiązujemy z przyjmowanej odpowiedzialności. Tak działając, skazani jesteśmy na wieloletnią pracę, która wykracza znacznie poza edukację podstawową.

Nie odpowiadamy również za jakość nauczania. Gdy nasze dziecko trafi na nauczyciela, który nie umie dzieci zaangażować. Na takiego, który nie chce lub nie potrafi wywiązać się ze swoich obowiązków zawodowych, to pozostaną nam jedynie rozwiązania siłowe. Zaczniemy tak zwaną walkę z system, która również będzie nas wyczerpywać. Zamiast motywować do nauki, dołożymy dziecku argumentów za tym, że szkołę należy omijać jak najdalej.

Obowiązki szkolne należy więc pozostawić naszemu dziecku. Choć warto mu o tym czasami przypominać. Jego nauka obejmuje również, a czasem i przede wszystkim, zmaganie się z negatywnymi konsekwencjami własnych decyzji. Tylko one są w stanie dać mu odpowiednią motywację do zmiany. W nich będą te zasłużone, ale będą i takie, wynikają z okoliczności, w których przyszło mu dorastać i za które nie odpowiada. Jako rodzice jednak nie uczymy matematyki, polskiego, plastyki. Naszym zadaniem jest pokazać, jak żyć dobrze i jak skutecznie radzić sobie z przeciwnościami.

Więcej rodzicielskiej satysfakcji da nam dziecko, które potrafi dokonywać odpowiedzialnych wyborów i przyjmować na siebie konsekwencje decyzji niż dobra ocena za kolejny rysunek lub wyklepaną z pamięci wyliczankę.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: