fbpx

Nie! Nastolatkowi nie wolno dawać pieniędzy z tego samego powodu, dla którego nie dajemy żebrakowi na ulicy. Nie dajemy, by nie stało się to dla niego sposobem na życie. W przypadku dzieci (własnych bądź cudzych) problem jest jednak bardziej skomplikowany więc rozmieńmy go na drobne.

Zakładam, że w tym pytaniu o to, czy dawać kieszonkowe, ukryte jest inne: w jaki sposób ta sytuacja wpłynie na wychowanie dziecka. Jak zmieni się jego stosunek do pieniędzy? Zastanawiamy się, czy nie utrwalą się w nim złe nawyki? Gdy dajemy, to rodzą się w nas wątpliwości czy możemy, czy powinniśmy.

Zacznijmy więc od początku, czyli od ustalenia, do czego służą pieniądze. Wymyślono je, byśmy mogli za ich pomocą nabywać określone dobra. Wyrażają pewną wartość ekonomiczną i dlatego, by je nabyć, musimy coś z siebie dać na przykład zapracować je lub zainwestować. Nie służą one równocześnie do leczenia kompleksów, do zabijania nudy, do nagradzania. W skrócie rozwiązują tylko jeden problem, ten związany z wymianą.

W czasach, gdy rodził się wolny rynek, mieliśmy do czynienia z barterem, czyli na przykład ktoś chciał zamienić konia na krowę, bo zamiast orać, wolał wypasać. Szukał więc takiego sąsiada, który też wolał, ale odwrotnie. Gdy jednak preferował kozę, to miał problem, bo krowa była warta półtorej kozy. Trzeba było ustalić ekwiwalent brakującej połówki. Fenicjanie rozwiązali to jakieś trzy tysiące lat przed naszą erą, wprowadzając do obiegu monety.

Na pytanie „czy dawać?” trzeba więc odpowiedzieć „nie”, ponieważ w ten sposób pokazujemy, że można nabyć coś bez konkretnego wysiłku. Możemy też odpowiedzieć „to zależy”, bo ważny jest też kontekst naszego dawania i skutek, jaki chcemy osiągnąć.

1. lekcja — wydawaj.

Pieniądze, którymi dysponujemy jako ojcowie i których źródłem jest nasza praca i praca naszych żon zawsze stanowią własność … całej rodziny. Nie zarabiamy ich dla siebie, ale dla wszystkich, za których ponosimy odpowiedzialność. Nastolatek jest już na tyle dojrzały psychicznie, że możemy go z powodzeniem włączyć we współdecydowanie o rodzinnych finansach.

W naszej rodzinie starsze dzieci otrzymują regularne przelewy na swoje konta bankowe, by opłacać rachunki takie jak na przykład zakupy biletów miesięcznych. I tutaj mamy kontekst: niczego nie dostają, ale przejmują część odpowiedzialności i uczą się, do czego służą pieniądze. Nie dostają ich w nagrodę, nie dostają za naukę lub za dobre stopnie. A że zwykle z tych przelewów coś zostaje na koncie, to już inny kontekst. Dzięki tym nadwyżkom możemy realizować kolejną lekcję.

2. lekcja — oszczędzaj.

Dziecko w naszej rodzinie może kupić sobie każdą zachciankę pod jednym warunkiem: płaci za nią połowę kwoty. My — jako rodzice — dokładamy drugą. Gdy wprowadzaliśmy tę zasadę, to zapanowała ogólna radość i szczęście. Zapał do kupowania jednak bardzo szybko stygnie, gdy wyliczymy, ile trzeba oszczędzić lub zarobić, by uciułać brakujące pieniądze. Jak mogą zarobić?

3. lekcja — zarabiaj.

Nastolatki mogą to zrobić na dwa sposoby. Jednym z nich jest praca w domu, ale pod jednym warunkiem. Nie płacimy za wykonywanie obowiązków, tak samo, jak żona nie płaci mi za to, że ugotowałem obiad. Za dom odpowiadamy wspólnie. Do wzięcia są te prace, które zlecilibyśmy na zewnątrz. Zamiast płacić komuś pieniądze zatrzymujemy dla siebie. Kolejny sposób na pieniądze to obowiązkowa praca dla kogoś lub u kogoś, jeżeli dziecko skończy szesnaście lat. W ten sposób poznają, na czym polega obowiązkowość, uczą się negocjowania i smakują, jak ciężko jest uzyskać wynagrodzenie, które daje satysfakcję.

4. lekcja — reguły i wyjątki.

A co zrobić z dziadkami, którzy płacą za naukę albo dają pieniądze przy różnych okazjach? Ja nic nie robię. Przymykam oko na te odstępstwa. Nie zdarzają się tak często, by mogły wpłynąć na postawę dzieci wobec pieniędzy. Wyjątki nie stanowią o regule.

5. lekcja — postawa.

I najważniejsze. Postawę wobec pieniędzy dzieci kształtują, obserwując nas na co dzień. Widzą, w jaki sposób gospodarujemy swoim majątkiem, jak o nim mówimy i, czy jesteśmy w tym konsekwentni. Wychwytują również nasze obiekcje, nawet jeżeli ich sobie nie uświadamiamy (obiekcje takie jak na przykład nie mam szczęścia do pieniędzy, duży majątek jest wynikiem kombinowania). Obserwują i wyciągają swoje wnioski, na które nie mamy bezpośredniego wpływu. Zamiast więc skupiać się na edukowaniu dzieci, musimy zadbać o siebie. Nie nauczymy oszczędności, gdy będziemy rozrzutni i żadne kazania nie zastąpią dobrego przykładu.

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

%d bloggers like this: