fbpx

„Motyla noga!” Takie przekleństwa chciał wykorzenić u jednego z łobuziaków porucznik Milicji Obywatelskiej w filmie pod tytułem „Miś” Stanisława Barei. Wujek „Dobra Rada”, bo tak dzieci nazywały tego funkcjonariusza, zalecał, by zignorować kwiecistą mowę kolegi, kiedy ten będzie się dopuszczał agresji słownej. Podobną skuteczność ma sposób na opanowanie własnej agresji wobec dzieci, na którą trafiłem w jednej z książek o wychowaniu. Gdy poczujesz negatywne emocje, powinieneś skierować swoje działanie na jakiś przedmiot na przykład poduszkę lub udać się do innego pomieszczenia. W odosobnieniu możesz spokojnie sobie pofolgować. Główna słabość tej rady polega na tym, że zanim zdążyłem pomyśleć, że coś się kroi w mojej głowie niedobrego, było za późno. O racjonalnym postępowaniu nie było mowy. 

Mapa artykułu

b954276614faa1b20e1e812d678e0f8b
 

Spis treści pokaż/ukryj


Cała treść artykułu...

Zaakceptuj swoje emocje

Wzburzenie, irytacja, zdenerwowanie, rozczarowanie, frustracja, gniew i wściekłość należą do świata emocji i jako takie nie są ani dobre ani złe. To jest pierwsza i najważniejsza rzecz, którą powinniśmy sobie uświadomić, gdy mamy trudności w panowaniu nad sobą. Emocje są reakcją naszego organizmu. Podobnie jak po ciężkim dniu w pracy będziemy wieczorem odczuwać senność, tak ociągające się dziecko w obliczu uciekającego niemiłosiernie czasu będzie nas frustrować. Emocje są obronną reakcją i jeżeli będziemy robić sobie z tego powodu wyrzuty, tłumić je lub walczyć z nimi, to z pewnością poniesiemy porażkę. Warto też pamiętać, że ich dynamika zależy w dużym stopniu od temperamentu, którym obdarzyła nas natura. W cholerycznym będą się pojawiały bardzo szybko i gwałtowanie, ale równie szybko będą odpływały. U flegmatyka proces ten będzie zupełnie odwrotny: trudno taką osobę wytrącić z równowagi, ale jeżeli się to uda, to powrót do stanu pierwotnego trwa długo. Temperament jest naszym darem na całe życie i nie jesteśmy w stanie go zmienić. Jedynie możemy uczyć się z nim żyć, by wykorzystywać jego mocne strony. Zamiast walczyć, lepiej poszukać, co wzbierająca w nas fala chce nam przekazać i o czym świadczy. Dzięki takiej analizie możemy się rozwijać i zmieniać.

Jedyną skuteczną radą w tej sytuacji jest więc stałe obserwowanie siebie. To pozwoli nam zidentyfikować te momenty, które doprowadzają nas do skrajnych zachowań. Potem dopiero będziemy w stanie ich unikać albo kierować nimi, by nie stracić nad sobą panowania. 

Znajdź wyjaśnienie, tego co robisz

Skoro negatywne emocje nie są czymś złym, to o co cała awantura? Ano o to, co możemy zrobić poddając się im. To nasze działanie może być destrukcyjne. Jeżeli go nie kontrolujemy, to niszczymy lub krzywdzimy drugiego człowieka.

Jednym z takich negatywnych zachowań jest przemoc słowna lub fizyczna, której dopuszczamy się, gdy stajemy się agresywni (sprowokowani, wrogo nastawieni do innych). Częściej dotyka ona mężczyzn, to znaczy trudniej jest im nad nią zapanować. Przyczyn jest wiele, ale z pewnością, jeżeli się z tym zmagasz, to nie jesteś wyjątkiem. Panowania nad agresją i nadmiarem energii najłatwiej uczyć się podczas obserwacji innych mężczyzn w działaniu. Proces edukacji i wychowania dzieci jest jednak bardzo sfeminizowany. W ten sposób chłopcy są częściej zachęcani, by takie uczucia w sobie tłumić i odrzucać je. Rywalizacja traktowana jest w takim otoczeniu jako zachowanie, które nie przystoi dobrze wychowanemu człowiekowi. Sprawdzanie swoich możliwości i swoich sił staje się powodem do wstydu, a nie dumy.

Warto więc pytać samego siebie, dlaczego w określonej sytuacji zareagowałem w sposób, z którego nie jestem zadowolony. Warto drążyć, by dotrzeć do faktycznej przyczyny.

Ćwiczenie, które nam w tym pomoże, jest bardzo proste: do każdej odpowiedzi, którą uzyskasz zadawaj kolejne pytanie „dlaczego….?”. Posuwaj się tak daleko, aż poczujesz, że to jest właśnie ta odpowiedź, której szukasz. Prawie zawsze dotyczy ona jakieś słabości, niezałatwionej sprawy, nieprzebaczonej krzywdy.

Dla mnie jedną z takich min są problemy w pracy. Kiedy się nawarstwiają i rośnie we mnie poczucie przegranej, prawie na pewno będę miał znacznie mniej tolerancji dla moich maluchów. Już sama świadomość takiej zależności jest w stanie wiele zmienić. Przede wszystkim nabieram do siebie dystansu i wyrozumiałości. Mam też świadomość, że tym, co mnie wytrąca z równowagi, nie jest zachowanie mojego dziecka, ale kłopoty w życiu zawodowym, z którymi się zmagam.

Zapomnij o micie idealnego rodzica

Coraz więcej rodziców, których znam, ma świadomość, w jaki sposób funkcjonują w nas emocje. Znacznie trudniej jest im jednak odciąć się od mitu idealnego rodzica. Tworzą go reklamy oraz poradniki, dzięki którym możemy stać się wspaniałymi rodzicami w godzinę, w tydzień lub w miesiąc. Równolegle rozwój środków komunikacji sprawił, że tracimy bezpośrednio kontakt z innymi rodzicami i rodzinami. Znamy się głównie z pracy, telefonu lub komunikatora. W nich jednak nie widać prawdziwego życia. Jest tylko ta jego lepsza strona, którą łatwiej się nam pochwalić. I znów w tym obszarze kobiety mają przewagę nad mężczyznami. Częściej ze sobą rozmawiają, nawet jeżeli jest to tylko komunikacja wirtualna, poruszają w niej tematy trudności i porażek wychowawczych. Mężczyźni mają inne, „ważniejsze” sprawy. Chętnego do rozmowy o ojcostwie i zmaganiach z wychowaniem raczej ciężko znaleźć. Całe szczęście to się zmienia i łatwiej o warunki do takiej wymiany doświadczeń. Przyznanie się do trudności w roli taty nie jest już postrzegane jako niemęskie. Duże wrażenie zrobiła na mnie jedna z rozmów, którą prowadziliśmy z kilkoma ojcami podczas wspólnego wyjazdu w góry. Potrzebna była do niej co prawda odpowiednia pora, czyli było już grubo po północy i wypiliśmy kilka piw „na odwagę”. Dowiedzieliśmy się jednak, że problemy w panowaniu nad sobą, szczególnie na początku kariery rodzicielskiej, zdarzały się każdemu z nas. Mieliśmy chwile, w których zachowywaliśmy się agresywnie wobec swoich najbliższych i z których nie byliśmy wcale dumni. Milczeliśmy jednak, bo wydawało nam się, że wokół mamy samych idealnych i wspaniałych rodziców. W takim towarzystwie nie wypada się przecież przyznawać do wstydliwych porażek. Świadomość, że nie jesteśmy wyjątkami przyniosła ogromną ulgę.

Uwierz, że jesteś dobrym rodzicem

Wiedza o tym, że wokół nas nie ma ideałów, jest ważnym krokiem do samoakceptacji. Od niej już mamy niedaleko do wiary w swoje możliwości. Wszystko, czego potrzebujemy do wychowania naszych pociech na wspaniałych ludzi, mam w sobie. Czasem, co prawda jest to gdzieś głębiej ukryte lub nam się zagubiło, ale jest w nas. Uświadamianie sobie tego faktu jest niezbędne, ponieważ kolejnym ważnym destruktorem jest lęk przed tym, co będzie: bezsilność, bezradność, niepewność. Wybuchamy złością, gdy nasze dziecko przeklina, bo boimy się, co z niego wyrośnie. Protestujemy przeciw gburowatej odpowiedzi, bo rodzi się w nas lęk przed brakiem szacunku, który może się z tego zrodzić. Wychowanie i kształtowanie postaw u młodych ludzi jest procesem długotrwałym i odbywa się pod wpływem naszych stałych postaw. Dzieci oceniają i wzorują się na nas w szerszej perspektywie. Pojedyncze wydarzenia nie mają aż takiego znaczenia, jak nam się czasem wydaje. Jedna zła ocena w szkole nie złamała jeszcze nikomu życia i nie przekreśliła jego kariery zawodowej. Ale może to zrobić stałe utyskiwanie, krytykowanie dziecka oraz powtarzanie mu, że nie da sobie rady, jak nie weźmie się za siebie.

Zawsze warto więc pamiętać, że dziecko, które dorasta wśród ludzi, którzy go szanują i kochają, dają mu poczucie, że jest wartościowym i zdolnym człowiekiem, będzie rozwijało się prawidłowo. A gdy zdarzy mu się potknięcie lub słabszy okres, to nie warto o to kruszyć kopii i dochodzić się sprawiedliwości. Więcej zdziałamy przymykając oko, by zachować energię na wspieranie go w dążeniu do zmiany. Gdy decydujemy o swoim działaniu w niepewności, zawsze bezpieczniej jest przyjąć postawę ojca łagodnego niż surowego. 

Kolejne rady będą miały już bardzie praktyczny charakter. 

Nie planuj zbyt dużo i pozostań otwartym

Pierwszą z nich jest otwartość na to, co proponuje dziecko. Jeżeli spędzamy z nim czas, to nie warto zbytnio wiązać się ze swoimi pomysłami. Dla mnie ważną lekcją tej zasady były nasze wspólne męskie wycieczki. Szczególnie te pierwsze planowałem dokładnie i ustalałem czas, w jakim mamy dojść w określone miejsce, co mamy po drodze zobaczyć i gdzie się znaleźć. Gdy rzeczywistość nie pasowała do moich zamiarów, zaczynałem się irytować i denerwować. Z czasem doszedłem jednak do przekonania, że nastrój podczas wspólnie spędzonego czasu jest ważniejszy niż moje plany. Teraz, gdy gdzieś wyruszamy, zawsze myślę o planie B i jestem gotowy na to, by wymyślać na poczekaniu awaryjne rozwiązanie (na przykład, gdzie spędzimy noc, gdy nie uda się dotrzeć do miejsca docelowego). Dystans do swoich pomysłów pozwolił mi na lepsze panowanie nad swoimi emocjami.

Zaplanuj dwa razy więcej czasu niż wydaje Ci się, że potrzebujesz

Zanim omówimy kolejny pomysł, to przypomnij sobie, co się z Tobą dzieje, gdy pędzisz samochodem przez miasto na spotkanie, na które już jesteś spóźniony. Nagle z lewej strony wyjeżdża „maluch” prowadzony przez starszego pana w kapeluszu. Wehikuł zajeżdża Ci drogę, więc jesteś zmuszony go wpuścić. Od tej chwili jedziesz za nim. Samochód toczy się z taką prędkością, jakby jego kierowca nie używał pedału gazu. Minuty uciekają nieubłaganie, a ciągnący się z naprzeciwka sznur samochodów uniemożliwia ominięcie przeszkody. O wyprzedzaniu raczej nie ma mowy.

Podobnie będziemy reagować, gdy rano spieszymy się do pracy i już w drzwiach nasza pociecha zgłasza tonem niedopuszczającym sprzeciwu, że w tych butach nie pójdzie. Te mu się nie podobają, bo … nie. Prośby, groźby i przekupstwo nie działają. Jeden rzut okiem na zegarek, by sprawdzić, ile jesteś spóźniony i kolejne „nie” staje się zapalnikiem, który powoduje wybuch.

Jedynym i skutecznym sposobem na poradzenie sobie z takimi sytuacjami jest zaplanowanie właściwej ilości czasu. Dzieci z racji tego, że są dziećmi zachowują się jak dzieci i czasem trudno jest nam od razu zrozumieć jak aktualnie patrzą na świat. Z pewnością uciekający czas jest dla nich pojęciem bardzo abstrakcyjnym. Wejście w ten tryb rozumowania wymaga od nas zaangażowania. Nie zrobimy tego bez odpowiedniej ilości czasu i przestrzeni. 

Tutaj zasada jest bardzo podobna jak w pracy zawodowej. Jeżeli mamy przed sobą ważne spotkanie, to wyjazd zaplanujemy z odpowiednim wyprzedzeniem. Takim, które uwzględni nieprzewidziane przeszkody: korki, światła i niedzielnych kierowców. Ich pojawienie się na drodze nie zburzy wtedy naszego komfortu na tyle, byśmy stracili panowanie nad sobą. Warto więc każdy czas z dziećmi planować z odpowiednim zapasem, zakładając, że na pewno zdarzy się coś, czego nie uwzględniliśmy. Mając rezerwę będziemy również bardziej spokojni o to, jak całość się potoczy.

Taki błąd najczęściej popełnimy rano, gdy chcemy się sami wyszykować do pracy i jednocześnie ogarniamy dzieci, by podwieźć je do szkoły lub przedszkola. Napięcie, które nam towarzyszy, nie jest z winy dzieci. To my rodzicie nie planujemy na poranne przygotowania wystarczająco dużo czasu. Jest to wniosek bardzo bolesny, bo wymaga od nas, by wstawać o pół godziny wcześniej lub przygotować się wieczorem.

Bądź obecny tu i teraz

Odpowiednia ilość czasu to jeden z warunków, który zwiększy nasze pokłady cierpliwości. Drugi to umiejętność życia w teraźniejszości. Dzięki niej jesteśmy w stanie skupić się w całości na aktualnie wykonywanym zadaniu i po porostu wykonywać go lepiej. Podczas spotkania z dziećmi będziemy skuteczniej odpowiadać na ich potrzeby i oczekiwania. W ten sposób wspólnie spędzony czas będzie dla obu stron satysfakcjonujący.

Najprostszym wprowadzeniem do ćwiczenia uważności jest odkładanie telefonu, wyłączanie komputera lub telewizora, gdy jesteśmy z naszymi pociechami. Warto to robić nawet podczas bardzo prostych czynności. Kolejny krok, to skupianie swoich myśli. Gdy idziesz po dziecko do szkoły lub przedszkola, by zabrać je do domu, to przed spotkaniem zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, co będziesz za chwilę robił. Wyobraź sobie jak się witacie, przytulacie i rozmawiacie o tym jak minął dzień. Zamykając drzwi od samochodu, zamknij za sobą cały bagaż doświadczeń, które zabrałeś ze sobą z pracy. Pamiętaj, że nigdy więcej już nie będziesz miał okazji odbyć takiego samego spotkania ze swoim dzieckiem. Każde kolejne jest inne. Nie warto zmarnować żadnej sekundy.

Gdy nie idzie tak jakbyś chciał, to jeszcze nie koniec świata

Może się tak zdarzyć, a myślę, że zdarzy się na pewno, że sytuacja nas przerośnie. Zrobimy awanturę, trzaśniemy drzwiami, puścimy w powietrze wiązankę, której nie powstydziłby się rasowy menel z lokalnego baru piwnego. Nie należy z tego robić dramatu, jeżeli dojdziemy do wniosku, że nie jest to nasz sposób na codzienną komunikację z rodziną. Dzieci są w stanie zrozumieć i zaakceptować więcej niż zakładamy. Jeżeli dbamy i pielęgnujemy odpowiednio wzajemne zaufanie do siebie, to jedno potknięcie nie jest w stanie go zniszczyć. Warto jednak zadbać o to, by wyjaśnić co się stało i dlaczego w taki sposób zareagowaliśmy. Potem możemy wrócić do rady nr 2, czyli zastanowić się, dlaczego w taki sposób zareagowaliśmy.

Pokazywanie ludzkiej twarzy dorosłego, mówienie o swoich słabościach i porażkach jest jedną z najważniejszych lekcji, jakie możemy przekazać dziecku. Gdy zderzy się w przyszłości ze swoją gorszą stroną, będzie miało świadomość, że tak właśnie działa człowiek. Upada, ale o jego wielkości świadczy to, czy później się z tego upadku podnosi.

Jak oceniasz przydatność artykułu:

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Share:

Leave a Reply