fbpx

Wirus, który od kilkunastu dni zamknął nas w domach, zmusił część osób do ekspresowej nauki pracy poza biurem. O ile sama praca zdalna jest postrzegana jako przyszłość rynku pracy, to jednak tempo jej wprowadzania rodzi problemy. W internecie możemy znaleźć sporo artykułów i poradników instruujących, jak się z takim wyzwaniem uporać. Osobną dyscypliną, moim zdaniem trudniejszą, jest praca w domu, w którym są dzieci. Część wytycznych do pracy zdalnej w takiej sytuacji staje się bezwartościowa. Mierzę się z problemem już dziesięć lat i przez cały ten okres w naszym domu były małe dzieci. Mam dzięki temu kilka sprawdzonych technik i swoich przemyśleń.

Mapa artykułu

ec5cd98b13a2a8a741a4b2f5baf6f6e3
 

Spis treści pokaż/ukryj


Cała treść artykułu...

Dzieci są sprytniejsze

Wyobraź sobie poranek. Za oknem jest jeszcze szaro, a słońce dopiero wstanie. Nawet ono może się wyspać, tylko nie ty. Wysuwasz się spod kołdry, tak cicho jak to tylko możliwe. Jeżeli koło łóżka siedziałaby mysz, to na pewno nie spostrzegłaby twojej obecności. Nawet oddech wstrzymujesz. Obok w pokoju śpią dwa maluchy podłączone do czujników ruchu. Nie jakichś zwykłych z Biedronki lub Castoramy. Takich ultraczułych, które mogły powstać tylko w wojskowym laboratorium. Jeden twój błąd, nieostrożne posunięcie i plan, by wykorzystać te kilka godzin ciszy przed świtem na pracę w skupieniu, runie jak domek z kart.

Udało się. Dotarłeś do kuchni. Tutaj już swobodnie możesz włączyć ekspres na kawę. Czarny płyn zaczyna lecieć do kubka. Jeszcze kilka kropel i weźmiesz go w ręce, by poczuć ciepło naczynia i zapach brazylijskich plantacji tuż o wschodzie słońca.

Siadasz ostrożnie w fotelu. Ważne, żeby nie rozlać płynu. Rozkładasz laptopa. Jeszcze jeden łyk, który ma zadziałać jak zaklęcie: obudzisz wolę do pracy i umysł do twórczego działania. Jeszcze chwila zwłoki i…

… z trzaskiem otwierają się drzwi łazienki, w których staje twój syn z piżamą spuszczoną do kolan i wrzeszczy z radością – Tato! Zrobiłem kupę.

Właściwe podejście do priorytetów

Chciałoby się w skrócie napisać: Nie zna życia ten, kto nie pracował z dziećmi w domu. Z całą pewnością jest to trudne zadanie, ale przez te kilka lat zmagań z nim, moje podejście ewoluowało. Zaczynałem, tak jak chyba większość z nas, od buntu i walki. Ja chciałem, starałem się, próbowałem, a te potwory z premedytacją rzucały mi kłody pod nogi. Potem była czas rezygnacji. Odpuszczałem w przekonaniu, że nic nie mogę z tym zrobić. 

Nie miałem czasu dla dzieci, bo pracowałem i nie miałem czasu na pracę, bo miałem dzieci.

Teraz jednak wierzę, że rodzina i praca to są dwa najważniejsze obszary w życiu, w które chcę się angażować tak dobrze, jak tylko potrafię. Oba z nich mają swoją specyfikę, którą akceptuję. Tak! Czasem wygląda to jak łączenie ognia z wodą lub gaszenie tego drugiego za pomocą pierwszego, ale nabieranego sitkiem. Nie chcę jednak stawiać ich w opozycji do siebie. Mój każdy dzień jest na tyle ważny, bym przeznaczał go na sprawy kluczowe i szukał czasu zarówno na obowiązki zawodowe jak i dla najbliższych.

Zrównoważone podejście do obu wyzwań pozwala zmienić spojrzenie na codzienną aktywność. Zdarzają się przecież dni, w których nazbiera się tyle obowiązków związanych z dziećmi lub będą one w takim nastroju, że na pracę poświęcimy niewiele. Najprawdopodobniej zawalimy w ten sposób jakieś terminy lub będziemy zmuszeni do rezygnacji z wolnego weekendu. Jednak nie oznacza to, że zmarnowaliśmy dzień. Przeznaczyliśmy go w większości na pomoc tym, którzy są dla nas ważni.
Poszukiwanie celu i sensu w każdym naszym działaniu ma kluczowe znaczenie dla wiary w swoje możliwości i – bardziej już przyziemnie – do prawidłowej oceny wysiłku, jakiego się podejmujemy. Myślenie według schematu: przez marudzenie dzieci zmarnowałem pół dnia, buduje poczucie braku wpływu na to, co robimy. Jesteśmy przekonani, że nie zasłużyliśmy na odpoczynek, ponieważ nic nie zrobiliśmy sensownego.

Czas z dziećmi rzadko bywa tak produktywny jak praca zawodowa. Nie daje szybkich wyników i sukcesów. Trudno w nim o chwile satysfakcji. Nie jest jednak gorszym lub zmarnowanym. Jest najcenniejszym darem, jakim możemy obdarzyć osobę, którą tak bardzo kochamy.

Zmiana priorytetów otwiera nowe horyzonty

Właściwe wyznaczenie priorytetów w ciągu dnia wpływa również na nasze zaangażowanie. Powiedzenie: „nie mam czasu na…” zawsze należy odczytywać w taki sposób: „nie jest to dla mnie na tyle ważne, bym znalazł na to czas”. To jest prawda trudna do przełknięcia, dlatego że mierzenie się wysiłkiem, jakiego wymaga od nas zmiana, jest bolesne. Łatwiej ugryźć takie wyzwanie, jeżeli spojrzymy na nie z innej strony. Możemy założyć, że teraz nie widzimy możliwości działania, ponieważ nie zaangażowaliśmy się wystarczająco w jego szukanie. Zawężanie pola widzenia wynika z naszych przywiązań. Dzień przebiega zdecydowanie łatwiej, kiedy postępujemy według schematów i nawyków. Wrastają one w nas i dochodzimy do przekonania, że inaczej się już nie da. Skuteczność i efektywność zupełnie tracą znaczenie. Ważna jest minimalizacja wysiłku w krótkim terminie. Dopiero zmiana priorytetów otwiera nowe horyzonty.

Zobrazujmy to przykładem. Planujesz w ciągu dnia wykonanie kilku zadań z pracy, które podesłał ci przełożony. Do tego dochodzą jeszcze lekcje dzieci i zabawa z nimi. Chcesz się w to zaangażować, ponieważ trwa kwarantanna i nie mogą chodzić do szkoły lub przedszkola. Dzień się kończy i robisz podsumowanie. Wychodzi z niego, że większość czasu spędziłeś na zaganianiu maluchów, przygotowywaniu im posiłków oraz sprzątaniu. Wyskoczyłeś do sklepu, ponieważ brakowało warzyw do obiadu. Chwilę udało się coś zrobić przy komputerze, ale to niewielka część tego, co planowałeś. 

Jakby jednak wyglądał dzień gdybyś przyjął założenie, że praca i dzieci, to są jedyne czynności, które możesz wykonywać? Wszystko inne idzie w odstawkę. Zajmiesz się tym po południu. Z tego przykładu powinniśmy więc usunąć wyjazd do sklepu, gotowanie obiadu, sprzątanie. Pierwsza myśl zwykle jest taka: Ale jak to? Trzeba coś jeść! Nie mogę siadać do obiadu w brudnej kuchni! Itd. Oczywiście, że to jest ważne. Tylko problemem nie jest to zadanie, tylko czas, w którym go wykonujesz.

Najbardziej twórczy jesteśmy, gdy stworzymy sobie warunki przymusu. W tym przykładzie dopuściliśmy możliwość odstępstw od planu, ponieważ zawsze tak robiliśmy. Skoro łatwiej działać według schematów, to rodzi się przekonanie, że nie ma innego rozwiązania.

W pracy z dziećmi nie znajdziesz jednego przełomowego rozwiązania, które pozwoli ci skutecznie połączyć pracę zawodową z opieką. Z małych ustępstw i zmian w nawykach możesz jednak uskładać cenne minuty i przeznaczyć je na to, co chcesz.

Skuteczne sposoby na pracę w domu

A teraz siedem sposobów, które stosuję w codzienne pracy zdalnej.

1. Planuj dzień i zaczynaj od tego, co najważniejsze.

Sprawę pracy w domu zdecydowanie upraszcza regularnie prowadzony i aktualizowany system zarządzania na przykład według metody GTD Davida Allena. Opiera się on o jedno z kluczowych dla nas założeń: nie rozdzielamy na listach zadań obowiązków zawodowych od prywatnych. Oba obszary są dla naszej efektywności równie ważne. Podejście to ułatwia właściwe szacowanie czasu. O tym jednak już rozmawialiśmy wcześniej. Jeżeli jednak nie usystematyzowałeś swoich zobowiązań według jakieś techniki, to warto zacząć od czegoś prostszego i możliwego do zastosowania od zaraz. Takim, podejściem jest wybieranie z zadań, tylko tych najważniejszych. Im mniej tym lepiej. Maksymalnie na krótkiej liście możemy zapisać trzy pozycje. Restrykcyjne podeście do planowania może sprawić sporo trudności. Dyscyplina jednak jest konieczna, by uniknąć błędu niedoszacowania wysiłku koniecznego do realizacji zadań oraz przeszacowania własnych możliwości. Nadmiar optymizmu dopada wszystkich i jest to tak zwany błąd poznawczy. Wydaje nam się, że jak wpiszemy na listę jeszcze kilka zadań, to zrobimy ich więcej. Nieprawda. Z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć, że będzie dokładnie odwrotnie. Im więcej chcesz, tym bardziej rośnie poczucie frustracji i rozczarowania sobą oraz postępami. To natomiast zmniejsza zaangażowanie i determinację. Zapisz wszystko, co przychodzi ci do głowy, bo to jest oczywiście ważne. Wybierz jednak z tego tylko dwa lub trzy punkty. Jeżeli zdarzy się tak, że wyrobisz się wcześniej, to będziesz mógł zawsze wrócić do swoich zapisków.

Kluczowe zadania są osią, wokół której organizujesz swój cały dzień. Wszystko inne schodzi na dalszy plan. Oznacza to również, że nie zabierasz się za nic innego do czasu, aż nie uporasz się z priorytetami. Dyscyplina jest kluczowa, dlatego też im niżej ustawisz sobie poprzeczkę na początku, tym lepiej.

2. Notuj wszystko, co robisz i chcesz zrobić

Nasz umysł, w przeciwieństwie do komputerów, nie jest wielozadaniowy. To co jeszcze do niedawna traktowano jako zaletę wydajnego pracownika, czyli umiejętność robienia kilku zadań jednocześnie, jest jedynie szybkim przeskakiwaniem naszej uwagi. W dalszym ciągu na pierwszym planie zawsze jest tylko jeden cel. Jeżeli więc nie będziesz systematycznie sprzątał swojej bieżącej pamięci operacyjnej, to będzie się zapychała. Zamiast skupiać się na aktualnym zadaniu, będziesz myślał o tym, czego nie zapomnieć. Takim robieniem porządków jest zapisywanie wszystkiego, co przyjdzie ci do głowy. Nie zakładaj, że zapamiętasz. Dotyczy to również najbardziej prozaicznych czynności. Gdy się nie zabezpieczysz, to umysł będzie systematycznie wracał i odświeżał to, o czym powinien pamiętać. W ten sposób odrywa się na chwilę od aktualnego zadania i traci koncentrację. Z takiej nieplanowanej „wielozadaniowości” umyka nam nawet kilkadziesiąt minut dziennie.

Wydajna praca z dziećmi przypomina marszobiegi na długim dystansie. Więcej kilometrów pokonasz, jeżeli będziesz bieg przeplatać systematycznymi przerwami na marsz. Zwykle też średnia prędkość będzie wyższa niż przy próbie pokonana takiego samego dystansu w ciągłym biegu. Sprint działa na krótkich odcinkach. 

Co zrobić jednak z dziećmi, które potrafią skutecznie oderwać nas od najbardziej wciągających zadań?

3. Notuj wszystko, po raz drugi.

Notuj, po to, żeby szybko wrócić do przerwanej czynności. Gdy masz w domu dzieci, to należy założyć, że będą cię odciągały od tego, co aktualnie robisz. Zapisywanie ułatwi powrót do przerwanej czynności. Pomoże skupić się na potrzebie dziecka i szybko się z nią uporać. Zmniejszy obawy o to, że coś ważnego ci umknie. Co więcej, czas potrzebny na powrót do wzmożonej koncentracji, pozbieranie wszystkich wątków, które są potrzebne do wykonania zadania, stanowią kluczową przeszkodę obniżającą wydajność. Taka czynność odświeżenia może trwać nawet kilka lub kilkanaście minut. Skracanie jej do minimum jest ważnym źródłem poprawy wydajności.

4. Krótkie okresy koncentracji i częste przerwy.

Utrzymanie w domu pełnym dzieci warunków sprzyjających pracy przez 3-4 godziny jest nierealne. A co gdybyśmy założyli, że będziesz to robił tylko przez 20-25 min.? A może jeszcze krócej? To już nie jest takie nieprawdopodobne. Po tym krótka, 5-10 minutowa przerwa, by zająć się pociechami. Taka technika pracy nazywa się „pomodoro”. Do jej stosowania potrzebujesz jedynie narzędzia, które będzie odliczało czas. Twórca tego podejścia używał kuchennego minutnika. W internecie znajdziesz również mnóstwo aplikacji służących do tego samego. Krótkie okresy wytężonej pracy wspierają koncentrację, ale jednocześnie pozwalają zarządzać uwagą dzieci. Możemy ustawić urządzenie na 20 min., w którym maluch będzie się bawił, odrabiał lekcje, oglądał bajkę itd. Jest to na tyle krótki czas, że jest on w stanie pozostać mniej więcej w jednym miejscu, a my zyskamy chwilę na pracę. Łatwiej też wytłumaczyć, dlaczego nie możemy od razu reagować na jego prośby i ile powinien zaczekać. Ma pewność, że teraz nie możesz, ale za chwilę będzie przerwa, w której znów będzie na pierwszym planie.

Z doświadczenia wiem, że nie warto kusić się na wydłużenie czasu skupienia. Dłuższe sesje wcale nie gwarantują wzrostu wydajności. Łatwiej jest „upchnąć” w ciągu dnia więcej krótszych sesji niż mniej dłuższych.

I znów, zacznij od kilku podejść, przywyknij do zmiany, a potem dokładaj sobie kolejne obciążenia.

5. Usuń wszystkie przeszkadzajki.

Krótki czas koncentracji będzie przynosił efekty, jeżeli będziesz w jego trakcie maksymalnie skoncentrowany na zdaniu. Uwagę odwracać może wszystko. Są badania, które potwierdzają, że nawet cicha rozmowa za plecami rozprasza nasze myśli. W skupieniu przeszkadzają pojawiające się na telefonie powiadomienia i dźwięk telefonu, migający pasek zadań komputera z informacją o kolejnej odpowiedzi na komunikatorze, czy dźwięk przychodzącej poczty. Nie warto się oszukiwać. Nie zakładaj, że to nie szkodzi, bo przecież tam nie będziesz zaglądać. Wystarczy, że zobaczysz powiadomienie o mailu od przełożonego, a już czas przeznaczony na efektywną pracę zamieni się w domysły, co jest w treści korespondencji. Stracisz w ten sposób najbliższe 20 minut z techniki pomodoro. 

Biegające po domu dzieci są innym wyzwaniem. Niestety, ale nie da się ich wyłączyć. Ja zakładam na czas pracy słuchawki z aktywnym tłumieniem dźwięków i muzyką, która sprzyja koncentracji. Taki gest dla moich najbliższych jest również moją prośbą o uszanowanie tych kilku minut, które chcę spędzić w skupieniu.*

*Czasem tylko zaciskam zęby żeby wytrzymać do końca sesji miarowe poklepywanie w przedramię lewej ręki.

6. Dziel pracę nad złożonymi zadaniami.

Łatwiej jest zjeść jabłko, gdy gryziesz kęs za kęsem. Próba połknięcia w całości byłaby dziwnym pomysłem. Tak samo jest ze złożonymi zadaniami. Prościej je „ugryźć”, gdy na liście zapiszesz sobie tylko jedną czynność, od której zaczniesz, by ruszyć w kierunku celu. Dziel tak długo, aż krok, który będzie do zrobienia, jest na tyle prosty, że wszystko, co potrzebujesz do jego wykonania, masz przy sobie. Resztę zostaw. Wrócisz do niej jak uporasz się z początkiem. 

Przy dzieleniu warto jeszcze pamiętać o specyfice pracy koncepcyjnej. Umysł lubi pracować przy okazji. Zdarza się, że dopadnie cię wena i wtedy wykorzystasz czas w maksymalnym stopniu. Jednak znacznie częściej natchnienia nie ma i czeka cię praca rzemieślnicza. Warto więc pozbierać, to co jest do zrobienia, przygotować materiały, wstępnie zapoznać się z zadaniem i … dać sobie czas. Zwłoka jednak jest potrzebna, by myśli w sposób swobodny zmierzyły się z problemem. Ten etap nazywa się inkubacją. Potrafi czynić cuda, pod warunkiem, że korzystamy z niego w sposób zaplanowany. 

W taki właśnie sposób radzę sobie w większością artykułów. Jestem w stanie napisać kilka tysięcy słów w ciągu jednej, dwóch sesji pomodoro. To sporo, jednak rzadko siadam do klawiatury z pustą głową. Myślę i tworzę podczas treningów, czasem, gdy wykonuję obowiązki domowe lub powtarzalne czynności przy dzieciach*. Włączam komputer, dopiero kiedy mam ułożony schemat artykułu.

*Tutaj też pamiętaj o punkcie 3.: notuj wszystkie myśli, nawet te głupie. Poukładasz je na samym końcu.

7. Na koniec o technologii i miejscu pracy

Technologia, jeżeli tylko potrafisz ją wykorzystać, znacznie ułatwia łączenie obowiązków. Możesz podejść do zagadnienia szeroko i ująć w nim wszystkie urządzenia, dzięki którym wygospodarujesz czas na kluczowe zadania. Takim przykładem w naszej rodzinie jest suszarka do prania. Gdybyśmy chcieli wieszać sterty mokrych ubrań, które codziennie produkuje osiem osób, to mielibyśmy zajęcie na kilka godzin. Dzięki suszeniu pozbywamy się tego przykrego obowiązku. 

W wąskim podejściu pomysłów na poprawę wydajności pracy szukać powinieneś pod pojęciem ergonomii. Warto zacząć od odpowiedniej wielkości monitora, klawiatury czy myszy. Ważny jest też komputer, który działa z wydajnością takiej, jakiej oczekujemy. Często spotykam się z przeświadczeniem, że wydatki na sprzęt to przejaw gadżeciarstwa. W kontekście wydajności pracy należy to traktować jako inwestycję, która może dać zwrot w postaci odzyskanego czasu lub większej liczby załatwionych zleceń. Sam monitor, który zmniejsza liczbę czynności związanych z przełączaniem się pomiędzy zminimalizowanymi oknami, może poprawić wydajność nawet o 20%. Mając taką wartość jesteś w stanie oszacować, czy opłaca się wydać pieniądze na modernizację narzędzi pracy. 

Kolejnym tematem jest organizacja miejsca pracy. Tutaj z pewnością znajdziesz sporo podpowiedzi w innych artykułach. Ja chciałbym się z podzielić inną myślą. Zaangażowane ojcostwo moim zdaniem wyklucza pracę w odosobnieniu. W poradnikach o pracy zdalnej trafisz na sugestie, by zorganizować sobie zamknięte biuro, które umożliwi pracę w spokoju. Taka separacja, w sytuacji, gdy w domu są dzieci, rodzi więcej problemów niż korzyści. Rzadko możemy sobie w takich warunkach pozwolić na komfort pracy przez dłuższy czas, a tylko wtedy odcinanie się od innych osób jest skuteczne. Przy maluchach lepiej sprawdza się miejsce, które będzie pod ręką i do którego możesz w każdej chwili wrócić. Ja również pracuję przez większą część dnia na stojąco. Łatwiej mi jest reagować i szybciej wracam do przerwanych zadań przy komputerze. Praca w takiej postawie sprzyja utrzymaniu ciała i umysłu w większej gotowości do działania.

Obecność przy dzieciach jest też dla mnie postawą, w której wyrażam przekonanie, że ich dorastanie obok mnie jest tak samo ważne, jak moje zobowiązania zawodowe. Zamykanie się za drzwiami pokoju na kilka godzin daje zupełnie inny przekaz.

Jak oceniasz przydatność artykułu:

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Jak oceniasz artykuł?

Kliknij na gwiazdkę by ocenić!

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Tell us how we can improve this post?

Share:

Leave a Reply